Tak wyrolowali legendę igrzysk. Perfidna manipulacja

2 godzin temu
Katie Uhlaender nie pojedzie na swoje szóste igrzyska. We wtorek przepadła kolejna szansa na jej udział w olimpijskich zawodach. Stało się to jednak nie na sportowej arenie, ale przed obliczem trybunału, gdzie skarżyła się na manipulacje Kanadyjczyków.
Katie Uhlaender to legenda skeletonu. Była dwukrotną mistrzynią świata w tym sporcie. Uczestniczyła też pięciokrotnie w igrzyskach olimpijskich. Medali nie zdobywała. W Soczi w 2014 roku zajęła miejsce tuż za podium. Na ostatnich igrzyskach w Pekinie była szósta.

REKLAMA







Zobacz wideo



Tak Kanadyjczycy wykorzystali błąd systemu
Teraz walczyła o start na szóstych z rzędu zimowych igrzyskach. I była na dobrej drodze. Wygrała choćby ostatnie zawody w Lake Placid, gdzie zawodniczki walczyły o punkty. A jednak to nie wystarczyło, żeby 41-letnia Amerykanka znów pojawiła się na olimpijskiej arenie. O braku nominacji zdecydowały jednak nie wyniki sportowe, ale manipulacja, której dopuścili się rywale z Kanady.


Do rankingu olimpijskiego Międzynarodowa Federacja Bobslei i Skeletonu (IBSF) zaliczała punkty z zawodów Pucharu Świata i pucharów kontynentalnych. Zawody w Lake Placid miały rangę Pucharu Ameryki Północnej, ale mogły w nich startować zawodniczki również z innych kontynentów. Za zwycięstwo można było dostać 120 punktów do rankingu. Warunek był jednak jeden. W zawodach musiało wziąć udział co najmniej 20 zawodniczek. W razie ich mniejszej liczby, liczba możliwych do zdobycia punktów była redukowana o 25 procent.
Na liście startowej figurowały nazwiska 23 zawodniczek. Jednak na chwilę przed startem zawodów kanadyjski trener Joe Cecchini podjął decyzję o wycofaniu czterech Kanadyjek. W ten sposób zredukował liczbę zawodniczek w stawce do dziewiętnastu. Uhlaender dostała więc za zwycięstwo jedynie 90 punktów, przez co nie zdołała wywalczyć olimpijskiego awansu.
Amerykanka nagrała trenera, aby go pogrążyć
Amerykanka nie zaprzestała jednak walki o realizację swoich marzeń o szóstym występie na igrzyskach. Złożyła skargę na Cecchiniego. Jej zdaniem kanadyjski trener złamał zasadę sportowej rywalizacji i zmanipulował wyniki rywalizacji w Lake Placid. Miała na to dowód. Nagrała rozmowę z kanadyjskim trenerem. Cecchini mówił w niej: "Mieliśmy kilka szalonych startów, które nie poszły po naszej myśli w tym roku. I myślę, iż mogę po prostu wyeliminować wszelkie możliwości tutaj".



Te "możliwości", o których mówił kanadyjskich trener, to obawa, iż Kanada może stracić jedno z dwóch miejsc na igrzyskach. Drużyna z symbolem Klonowego Liścia na piersi zajmowała w rankingu ostatnie miejsce dające taki przywilej na olimpijskich arenach. Redukcja możliwych do zdobycia punktów eliminowały szanse, by Kanada straciła jedno miejsce na igrzyskach.


Gdy Uhlaender poskarżyła się w IBSF na Kanadyjczyków, federacja wszczęła postępowania w tej sprawie i przyznała rację Amerykance. Uznano, iż Cecchini rzeczywiście dopuścił się manipulacji i jego twierdzenie, iż wycofał zawodniczki, ponieważ miały one za sobą okres intensywnych startów, było tylko wymówką. Jednak federacja postanowiła nie zmieniać wyników zawodów. Uznała, iż choć Kanadyjczyk postąpił wbrew duchowi sportu, to jednak przepisy nie zabraniały mu dopuścić się takiej manipulacji.
"Kanada twierdziła, iż nakazała swoim czterem zawodniczkom, by nie brały udziału w rywalizacji w związku z obawami o swoich sportowców. To istotne dowody potwierdzają tezę pani Uhlaender, iż była to celowa decyzja mająca na celu zmniejszenie dostępnych punktów w celu ochrony własnych limitów olimpijskich" – napisał trybunał apelacyjny IBSF w swoim orzeczeniu.
Amerykanka poprosiła o interwencję wiceprezydenta USA
Uhlaender poszukała jednak innej drogi, by znaleźć się na igrzyskach. Wystąpiła do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego o przyznanie dodatkowego miejsca w rywalizacji w skeletonie na igrzyskach. Poprosiła przy tym o wsparcie na najwyższym szczeblu.



"Ponieważ wiceprezydent USA JD Vance ma spotkać się z kierownictwem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, z szacunkiem proszę go o wsparcie jako olimpijka, który reprezentował Stany Zjednoczone i nasze wartości. Moją prośbę wspiera Amerykański Komitet Olimpijski i wiele innych krajów. Proszę prezydentkę MKOl Kirsty Coventry, aby wykorzystała swoje uprawnienia do zachowania sprawiedliwości w sporcie i przyznała dziką kartę. [...] Taka decyzja chroniłaby integralność konkurencji i zapobiegła dalszym szkodom. Takie działanie wysłałoby potężny sygnał do młodych sportowców na całym świecie, iż walka o etykę i integralność może być trudna, ale jest istotna".
Dzikiej karty Amerykanka jednak nie dostała.
Trybunał też odmówił apelacji
Kolejnej szansy upatrywała w niezależnym Trybunale Arbitrażowym do spraw Sportu (CAS) jednak i tu spotkało ją niepowodzenie. CAS odmówił wszczęcia sprawy z powodów formalnych. Według jego przepisów może interweniować do 10 dni przed rozpoczęciem zawodów. A ponieważ igrzyska rozpoczną się szóstego lutego, to termin na odwołanie upłynął 27 stycznia.


Kanadyjczycy bronili się, iż zarzuty wobec nich są bezpodstawne, bo o tym, kto będzie reprezentował USA w Cortinie d'Ampezzo i Mediolanie i tak decydują Amerykanie, a oni już wcześniej nominowali do olimpijskiej kadry Kelly Curtis i Mistique Ro, które startowały w Pucharze Świata.



"To, co zrobiliśmy, mieści się w ramach przepisów. Nie ma w tym nic złego. Przecież każdy może podejmować strategiczne decyzje co do zawodów, w których bierze udział. I zrobiliśmy to, podobnie jak inne kraje" – powiedział Cecchini. - To raczej wada systemu - dodał.
I wspominał też parę słów o Uhlaender: - Nie chcę mówić negatywnie o Katie, ale nie było jej w reprezentacji na mistrzostwa świata. Nie była już czołową sportsmenką. Jest u końca kariery. Osobiście wolałbym ścigać się z Katie. Nie jest tak wymagającą rywalką, jak inne zawodniczki.
Idź do oryginalnego materiału