Tak trener Romy potraktował Ziółkowskiego. Była 87. minuta

15 godzin temu
AS Roma pokonała 2:0 Sassuolo, ale pierwszy gol padł dopiero na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem. Piłkarze Gian Piero Gasperiniego długo męczyli się z niżej notowanym rywalem. W odniesieniu sukcesu nie pomógł zbyt wiele Jan Ziółkowski. Polak wszedł na murawę dopiero w 87. minucie, co było dość zaskakujące.
W ostatnich czterech meczach ligowych trener AS Romy stawiał na Jana Ziółkowskiego. Polak rozpoczynał je w wyjściowej "11" i spędził łącznie 315 minut na murawie. Kibice liczyli, iż także w starciu z Sassuolo nasz rodak zagra od pierwszego gwizdka. A jednak. Szkoleniowiec zadecydował inaczej i obrońca zaczął mecz na ławce. Gian Piero Gasperini postawił na Hermoso, Manciniego i Ghilardiego w linii defensywy.

REKLAMA







Zobacz wideo Szczere wyznanie Koseckiego: W tym aspekcie wypadałem bardzo mizernie



Dość ospała pierwsza połowa w meczu AS Roma - Sassuolo
Od pierwszej minuty kibice mieli jednak okazję zobaczyć na boisku Polaka. I to obrońcę. Nie był nim Ziółkowski, a Sebastian Walukiewicz z Sassuolo. Nie radził sobie jednak najlepiej w pierwszej połowie. Co się w niej działo? Mecz był dość wyrównany, aczkolwiek więcej okazji kreowała sobie Roma.


To gospodarze utrzymywali się dłużej przy piłce. Oddali aż dziewięć strzałów, ale tylko jeden był celny. Okazje mieli Matias Soule, Paulo Dybala czy Konstantinos Tsimikas, ale brakowało skuteczności. Dla porównania, goście atakowali bramkę rzymskiej drużyny trzykrotnie i dwie z tych prób były celne. To właśnie akcje Sassuolo wydawały się groźniejsze, szczególnie za sprawą Ismaela Kone, który zmarnował sytuację sam na sam z bramkarzem. Ostatecznie w pierwszej połowie kibice zebrani na Stadio Olimpico goli nie zobaczyli, co było dość zaskakujące. Przecież to gospodarze byli faworytami. W tabeli mieli aż 13 punktów więcej od rywali.
Zobacz też: Legia pozbędzie się kluczowego gracza? Kosecki się nie certolił. "Burdel i chaos".


Strzelała tylko Roma. Piorunujące trzy minuty. Ziółkowski wszedł dopiero w końcówce
W drugą połowę lepiej weszła Roma. Już w 54. minucie stanęła przed genialną szansą na 1:0. Z około 16 metrów uderzał Stephan El Shaarawy. Jego strzał odbił bramkarz, ale nie złapał piłki. Ta trafiła pod nogi Tsimikasa. Ten z bliskiej odległości oddał strzał, miał znakomitą pozycję, a... posłał futbolówkę wysoko ponad bramką. Pięć minut później wydawało się, iż Sassuolo podało pomocną dłoń gospodarzom. Sędzia wskazał na 11. metr po tym, jak bramkarz wpadł w jednego z piłkarzy Romy w polu karnym. Po analizie VAR anulowano jednak rzut karny. Powód? Spalony.



W 76. minucie Stadio Olimpico wreszcie eksplodowało. Piłkarze Gasperiniego dopięli swego. Manu Kone odnalazł się w polu karnym i sprytnie trafił do siatki, wbijając piłkę głową. Już trzy minuty później stadion zawrzał po raz drugi. Roma poszła za ciosem i podwyższyła prowadzenie za sprawą Soule. Ziółkowski ostatecznie wszedł na murawę, ale dopiero w 87. minucie. Zastąpił Manciniego. Po jego wejściu wynik nie uległ już zmianie, choć gospodarze mieli kapitalne okazje, szczególnie Niccolo Pisilli i Kone. Ba, El Shaarawy wpakował choćby piłkę do siatki w trzeciej minucie doliczonego czasu gry, ale sędzia błyskawicznie go anulował z powodu spalonego.
AS Roma - Sassuolo 2:0
Strzelcy: Manu Kone (76'), Matias Soule (79')
Dzięki temu zwycięstwu Roma awansowała na trzecią lokatę w tabeli Serie A. Ma 39 punktów, tyle samo, co drugi AC Milan, ale też o dwa spotkania rozegrane więcej. Sassuolo pozostało na 11. miejscu z 23 punktami na koncie. W kolejnym meczu AS Roma zagra z Torino i to już w najbliższy wtorek o godzinie 21:00. Nie będzie to jednak spotkanie w ramach Serie A, a 1/8 finału Pucharu Włoch.
Idź do oryginalnego materiału