Tak Rosjanie próbują śmiać się całemu światu w twarz. "Już przegrali"

1 godzina temu
13 Rosjan i 7 Białorusinów wystąpi na igrzyskach w Mediolanie i Cortinie, ale szef Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej Michał Banasiak twierdzi, iż to "zdecydowana porażka" tych krajów. Tłumaczy, jak wyglądał proces dopuszczania zawodników z Rosji i Białorusi do rywalizacji w sportach zimowych i dlaczego w ostatnim czasie odzyskują oni możliwość startów międzynarodowych w kolejnych dyscyplinach. Rozmawiamy też o tym, w co - w kontekście Rosji - gra prezes FIFA Gianni Infantino.
W piątek w Mediolanie startują igrzyska. Za naszą wschodnią granicą przez cały czas trwa wojna w Ukrainie, którą Rosja rozpoczęła cztery dni po zakończeniu poprzednich igrzysk zimowych, w Pekinie. Spowodowało to banicję sportowców rosyjskich, a także białoruskich (ten kraj wsparł putinowską inwazję). Michał Banasiak, prezes Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej, w rozmowie ze Sport.pl opowiada m.in., jak będzie wyglądać występ Rosjan we Włoszech i dlaczego w ogóle rosyjscy sportowcy, choć w ograniczonym zakresie, zostali dopuszczani do rywalizacji.

REKLAMA







Zobacz wideo Małysz o konflikcie z Piesiewiczem: Zachowaliśmy się jak małe dzieci



Dominik Senkowski: 13 zawodników z Rosji i siedmiu z Białorusi wystartuje na zimowych igrzyskach we Włoszech, ale jako sportowcy neutralni. To sukces czy porażka tych państw?
Michał Banasiak, szef Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej: Zdecydowanie porażka, bo choćby gdy porównamy liczebnie reprezentację Rosji z Pekinu sprzed czterech lat do tej obecnej, różnica jest gigantyczna - 13 zawodników do 209. Wtedy Rosjanie też nie mogli startować pod własną flagą [byli wykluczeni za systemowy, wspierany przez państwo doping - red.], ale występowali pod szyldem Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego. Mieli barwy narodowe, próbowali trochę oszukać sankcje MKOI-u. Teraz ograniczenia są znacznie bardziej rygorystyczne, trudniej je obejść.
Oczywiście pojawiają się głosy, jak na przykład Jewgienija Pluszczenki [były wybitny łyżwiarz], który przekonuje swoich rodaków: "Doskonale wiemy, iż ci o statusie neutralnym to nasi sportowcy. Wiemy, komu kibicować". Ale tych zawodników nie ma zbyt wielu, więc Rosjanie oczywiście będą robić dobrą minę do złej gry. Będą przekonywać, iż - czy status neutralny, czy nie - i tak mogą startować we Włoszech.
Myślę, iż mają jednak świadomość, iż to już piąte igrzyska z rzędu, na których nie będzie Rosji. Wcześniej trzy razy nie mogli startować z uwagi na skandal dopingowy i próbują wizerunkowo z tego wybrnąć, ale jest im bardzo trudno ograć to w taki sposób, żeby rosyjscy kibice nie czuli się zawiedzeni. Tym bardziej iż w sportach zimowych Rosjanie zawsze byli mocni.
Dlaczego na igrzyskach pojawi się tak niewielu sportowców z Rosji i Białorusi?
- Mamy dwa główne powody. MKOI dopuścił możliwość startu sportowców z obu krajów, ale jako neutralnych, a jeszcze federacje poszczególnych dyscyplin musiały zgodzić się na to, żeby ci zawodnicy mogli wystartować. A część zimowych federacji, m.in. ta największa - narciarsko-snowboardowa, ale też np. saneczkarska, Rosjan nie dopuszczały. W listopadzie zapadł wyrok Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie, który zakaz startu Rosjan "w statusie neutralnym" podważył, jednak orzeczenie zapadło na tyle późno, iż wielu rosyjskich sportowców nie miało już szansy zakwalifikowania się na igrzyska we Włoszech.



Z kolei tych, którzy mogliby wystąpić, sprawdzano, czy spełniają kryteria neutralności - czy nie należą do klubu wojskowego, ani powiązanego ze służbami, czy nie popierali w żaden sposób wojny, nie uczestniczyli w wydarzeniach prowojennych, wiecach, spotkaniach z Władimirem Putinem czy innymi politykami. Dopiero do tak wyselekcjonowanej grupy zawodników MKOI wysyłał zaproszenia. Stąd aż tak ostra selekcja i tak mało reprezentantów obu państw w Mediolanie - Cortinie.
A jak to jest w praktyce weryfikowane? Bo jednak chociażby w Paryżu, podczas letnich igrzysk w 2024 r., mieliśmy przykład tenisisty Karena Chaczanowa, który został dopuszczony do startu (ostatecznie się wycofał), choć trzy miesiące wcześniej opublikował "prowojenny" symbol na Instagramie, czyli zdjęcie wstążki św. Jerzego. Pytanie, czy ta weryfikacja jest zawsze idealna.
- Na pewno nie, a Chaczanow nie jest jedynym przykładem. Jest cała lista rosyjskich sportowców, którzy występowali w Paryżu, choć nie brakowało wątpliwości, czy spełniają kryteria. Mowa o ich aktywnościach w social mediach, o których wiemy m.in. dzięki pracy ukraińskich dziennikarzy, wyciągających podobne sprawy na światło dzienne. Powstała w MKOI-u specjalna komisja, która teoretycznie powinna to weryfikować, ale - jak widać - nie jest nieomylna. Spodziewam się, iż choćby w przypadku nadchodzących igrzysk, choć grupa białorusko-rosyjska nie jest szczególnie liczna, też może się okazać, iż znajdą się w niej sportowcy, którzy wykazali się jakąś aktywnością postrzeganą jako prowojenną. Teoretycznie ze startu w igrzyskach powinno ich dyskwalifikować już samo polubienie jakiegoś wpisu prowojennego w internecie.





Łotewski Komitet Olimpijski swoim zawodnikom we Włoszech zakazał kontaktu ze sportowcami z Rosji. To chyba nie powinno nas dziwić?
- Niedawno odbyły się zawody skeletonowe, w których po raz pierwszy od 2022 roku wystartowali Rosjanie. To pokłosie wspomnianej decyzji Trybunału Arbitrażowego. Reprezentanci państw bałtyckich, ale też Szwecji i Ukrainy, protestowali przeciwko startowi rosyjskich skeletonistów - chociaż mowa była jedynie o statusie neutralnym.
Spodziewam się, iż także przedstawiciele innych nacji dostaną na igrzyskach zalecenie, by unikać rosyjskich sportowców. Po pierwsze, żeby to szło w zgodzie z polityką państwową, bo wiemy jakie jest w tym względzie podejście choćby w Polsce czy Łotwie. Z drugiej strony, sportowcy muszą być uważni, by nie prowokować niepotrzebnych sytuacji. Po co komuś zdjęcie, które potem można wykorzystać na niekorzyść danego sportowca? Kontakty z Rosjanami i Białorusinami we Włoszech będą prawdopodobnie bardzo ograniczone. Zresztą, w ramach ciekawostki dodam, iż status neutralny nie dotyczy tylko zawodników i członków kadr, ale też rosyjskich dziennikarzy. Na akredytacjach nie mają adnotacji, iż pochodzą z Rosji.



MKOI stara się to uporządkować. Myślę, iż działacze poczuli się cztery lata temu urażeni tym, jak Rosjanie chcieli obchodzić obostrzenia, m.in. dzięki wspomnianego Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego. Obśmiali sankcje i założyli na ceremonię otwarcia w Pekinie opaski w kolorach narodowych, a wszystkie stroje startowe były w rosyjskich barwach. To było na zasadzie: "Wprowadzajcie sobie sankcje, my i tak wiemy i robimy swoje". Obecne regulacje dotyczą także kibiców. Mogli kupić bilety na zawody w Mediolanie i Cortinie, nie ma tutaj ograniczeń narodowościowych, ale już flagi rosyjskiej na areny olimpijskie wnieść nie można.





Sporty zimowe to jedno, ale z drugiej strony Rosjanie ponownie dopuszczeni zostali niedawno do startów w judo, w tym roku będą mogli też wystartować m.in. na Młodzieżowych Igrzyskach Olimpijskich w Dakarze. Czy można już zauważyć tendencję do łagodzenia obostrzeń?
- Według mnie adekwatnie od momentu, w którym te sankcje zostały wprowadzone w większości dyscyplin, czyli od 2022 roku, trwały zakulisowe ruchy, mniejsze lub większe , żeby otworzyć furtkę dla Rosjan. jeżeli chodzi o wojnę, od czterech lat nic się nie zmieniło. przez cały czas trwa, rosyjskie rakiety spadają na Ukrainę. Warunki brzegowe nie zmieniły się. o ile ktoś wprowadził sankcje, powinien je znieść wtedy, gdy coś się realnie zmieni. Myślę o końcu wojny, o jakimś trwałym rozejmie. Dziś takowego nie widać, ale w niektórych federacjach na tyle mocno zależy działaczom na powrocie Rosjan, iż drzwi są pod różnymi kuriozalnymi pretekstami otwierane.


Międzynarodowa Federacja Judo, wprowadzając możliwość startu Rosjan pod ich flagą, powoływała się na argument, iż sport powinien łączyć, a sportowcy nie mogą odpowiadać za działania swojego państwa. jeżeli tak, to dlaczego wcześniej wprowadzono te ograniczenia? Podkreślam: nic się nie zmieniło od 2022. W wielu federacjach przynajmniej część działaczy postuluje, żeby Rosjan przywrócić. Myślę, iż w zasadzie przy pierwszej poważniejszej zmianie sytuacji - myślę o trwałym rozejmie albo pokoju - wiele federacji będzie już stało w blokach startowych i chętnie się na Rosjan otworzą. Do tego czasu wiele się nie zmieni, będą najwyżej jakieś pojedyncze ruchy, dotyczące mniej medialnych dyscyplin sportowych.
Kilka dni temu szef FIFA Gianni Infantino zasugerował, iż trzeba przywrócić rosyjskie drużyny do rozgrywek piłkarskich.
- Oberwał oczywiście medialnie po głowie, chociażby od ukraińskich polityków, a został pochwalony przez Kreml. Doskonale wiemy, iż opinia mediów czy międzynarodowa krytyka kibiców go nie interesuje. Ale w piłce nożnej na razie nie spodziewałbym się powrotu Rosjan.



To bardziej symboliczne gesty Infantino, niż realne działania?
- Czytam to jak "grę na siebie". Podobnie było w grudniu, gdy przyznał nagrodę pokojową FIFA Donaldowi Trumpowi. Nic sobie nie robił z tego, iż był wyśmiewany przez komentatorów, publicystów, dziennikarzy. Donald Trump był zadowolony, więc Gianni Infantino też. Moim zdaniem ostatnia jego wypowiedź to rodzaj puszczenia oka do Rosjan. Wiemy, iż Infantino zwykł z nimi dobrze żyć. Być może próbują na niego naciskać i dlatego w zachodnich mediach mówi, iż należy ich przywrócić. Potem może się tłumaczyć Rosjanom, iż "ja to bym chciał, ale kilka mogę".
Gianni Infantino kieruje organizacją w stylu wodzowskim - to, co on mówi, zwykle się materializuje. Jednak w przypadku przywrócenia Rosjan to nie jest jego jednoosobowa decyzja, a podobne słowa należy traktować jako kolejny próbny balonik. Nie pierwszy raz przecież wypowiada się w takim tonie, sugerującym złagodzenie sankcji wobec Rosjan. Na razie te baloniki są gwałtownie przebijane.
A jak Ukraińcy podchodzą dziś do powrotu Rosjan i Białorusinów do rywalizacji?
- Swego czasu pojawił się pomysł w Ministerstwie Sportu Ukrainy, żeby ukraińscy sportowcy nie brali udziału w tych zawodach, w których startują Rosjanie. Tylko wydaje mi się, iż Ukraińcy dość gwałtownie zrozumieli, iż wiele dyscyplin jednak jako sportowców neutralnych neutralnym dopuszcza Rosjan i gdyby takiego prawa literalnie przestrzegać, okazałoby się, iż zrobiliby sobie sami krzywdę. Z jednej strony sportowcom, uniemożliwiając im start, a z drugiej odbierając własnemu państwu możliwość oddziaływania wizerunkowego poprzez sport. W związku z tym zawężono interpretację tej zasady do zawodów, w których Rosjanie występują pod własną flagą i z emblematami narodowymi.
Jednocześnie Ukraińcy zaakceptowali starty Rosjan w charakterze sportowców neutralnych. Obserwujemy to m.in. w tenisie. Ograniczają absolutnie do minimum jakiekolwiek kontakty i wykorzystują rywalizację sportową, żeby opowiadać, co się dzieje na froncie.



W Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim rządzi od kilku miesięcy nowa prezes, Kirsty Coventry. Czy w jej podejściu do Rosji, Białorusi oraz Ukrainy widać zmiany? Rosjanie ponoć mieli nadzieję, iż Coventry będzie "po ich stronie".
- Część środowiska sportowego w Rosji faktycznie liczyła, iż Coventry pójdzie im na rękę, jako iż była traktowana jak kontynuatorka polityki poprzedniego prezesa Thomasa Bacha. Wiemy, iż MKOI pod jego przewodnictwem m.in. dość długo zwlekał z podjęciem decyzji w sprawie startu Rosjan w Paryżu. Natomiast ten huraoptymizm według mnie był o tyle przestrzelony, iż Bach ostatecznie nie wprowadził decyzji, która byłaby Rosjanom w smak.
Czytaj także: Włosi nie są gotowi na zawody?
Niektórzy uważają, iż "status neutralny" jest dla Rosjan komfortowy i iż powinni być z tego zadowoleni. Ale zadowoleni być nie mogą. Jak podkreślałem, wiele federacji wciąż Rosjanom na start nie pozwala, a jeżeli pozwala, pozostaje jeszcze sito, o którym rozmawialiśmy, przez które nie przedostają się sportowcy w jakikolwiek sposób wspierający wojnę. I ostatecznie mamy kadłubową reprezentację na igrzyskach we Włoszech - choćby nie Rosji, a nieliczną grupę sportowców rosyjskich, która może startować pod neutralną flagą.
Pamiętajmy też, iż szefowa MKOI musi bardzo mocno ważyć interesy całego sportowego świata. Organizacja osadzona jest w kulturze zachodniej, ale jej oddziaływanie obejmuje wszystkie państwa. Działacze, którzy funkcjonują w MKOI-u, muszą brać pod uwagę różne racje. Wydaje mi się, iż Kirsty Coventry jest akurat w grupie oficjeli międzynarodowego sportu, która faktycznie czeka na to, żeby pojawił się jakiś konkretny powód zniesienia sankcji. Jestem w stanie sobie wyobrazić, iż cały szereg federacji w przypadku zawarcia pokoju będzie - pod hasłem: "Sport ma łączyć" - przywracać Rosjan.



Osobny temat to, jak na powrót Rosjan będą reagowali kibice. Działacze mogą dopuszczać ich do rywalizacji, ale trudno mi dziś wyobrazić sobie na przykład rosyjskich siatkarzy występujących w katowickim Spodku czy w łódzkiej Atlas Arenie.
Tym bardziej, gdyby na trybunach mieli jeszcze zasiąść kibice gości.
- Dlatego choćby jeżeli sankcje zostaną zdjęte, podejrzewam, iż dalej będą obowiązywać różnego rodzaju lokalne obostrzenia związane z bezpieczeństwem. Nie ma co się oszukiwać - to będzie ogromne wyzwanie dla organizatorów wydarzeń sportowych, by uniknąć różnego rodzaju incydentów.
Idź do oryginalnego materiału