Tak Real odpowiedział trybunom na Bernabeu! Kanonada w LM

2 godzin temu
Real Madryt bardzo pewnie wygrał 6:1 z AS Monaco w ramach 7. kolejki Ligi Mistrzów. Tym razem na Bernabeu słychać było tylko pojedyncze gwizdy. Fani "Królewskich" nie mogli mieć pretensji do swoich piłkarzy. Jednym z bohaterów spotkania był ten, na którym niedawno skupiła się złość kibiców: Vinicius Junior.
Co ciekawe, oba zespoły ostatni raz zagrały przeciwko sobie w pamiętnym sezonie 2003/04. W ćwierćfinale tamtej edycji Champions League piłkarze z Księstwa Monako niespodziewanie wyeliminowali faworyzowanych Madrytczyków dzięki bramkom strzelonym na wyjeździe. Warto przypomnieć, iż AS Monaco awansowało wówczas do finału, w którym musiało uznać wyższość FC Porto, które prowadził Jose Mourinho. To był tak naprawdę początek wielkiej kariery "Mou".

REKLAMA







Zobacz wideo Polski bramkarz podbije świat? Boruc: Przed nim wielka kariera. Ja w jego wieku wyglądałem pokracznie



Piękna akcja wykończona przez Kyliana Mbappe
W Madrycie tęsknią za Mourinho, który pracował tam w latach 2010-13. Po zwolnieniu Xabiego Alonso, klub z Bernabeu znalazł się na zakręcie, a zdaniem mediów poważnym kandydatem do objęcia schedy po Alonso powinien być właśnie Portugalczyk. Ten jednak wydaje się mało zainteresowany tą posadą.


Alvaro Arbeloa przekonał się, z jak wielką presją musi mierzyć się trener Realu Madryt, przy okazji wygranego meczu ligowego z Levante (2:0). Fani "Królewskich" niemiłosiernie gwizdali na swoich zawodników podczas całego spotkania, co było wielkim szokiem choćby dla przyzwyczajonych do gry pod presją piłkarzy Realu. Nic dziwnego, iż przed spotkaniem z AS Monaco atmosfera w białej części stolicy Hiszpanii była niezwykle napięta.
gwałtownie jednak fani w Madrycie mogli czuć satysfakcję. W 5. minucie Federico Valverde znalazł w polu karnym Kyliana Mbappe, a Francuz nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce.









Po prawej stronie boiska świetnie współpracowali ze sobą Valverde z Franco Mastantuono. Jednak to inni gracze Realu stworzyli akcję, która do przerwy była ozdobą spotkania. W 26. minucie w środku pola efektownym zagraniem do Ardy Gulera popisał się Eduardo Camavinga. Turek kapitalnym, prostopadłym podaniem uruchomił Viniciusa Juniora, ten zaś zagrał po przekątnej do wychodzącego Mbappe. Supersnajper drugi raz wpisał się na listę strzelców.






Graczy Monaco jednak to nie podłamało. Pięć minut po utracie drugiej bramki potężne uderzenie zza pola karnego w wykonaniu Jordana Teze miałoby szansę stać się golem dnia. Niestety dla Holendra, piłka trafiła w spojenie słupka z poprzeczką bramki strzeżonej przez Thibaut Courtois. W 42. minucie zaś Belg znowu musiał pokazać swoje umiejętności. Tym razem, po błędzie obrony Realu, próbował zaskoczyć go Folarin Balogun, ale jego strzał był zbyt słaby.


Monaco w drugiej połowie przede wszystkim błagało o litość
Po przerwie "Królewscy" gwałtownie pokazali, która drużyna jest znacznie lepsza. Momentalnie podwyższyli na 3:0. Pomogło w tym ospałe wyprowadzenie piłki przez graczy AS Monaco, ale nie zmienia to faktu, iż drugą asystę w meczu zaliczył Vini. Brazylijczyk znalazł nadbiegającego Mastantuono i 18-latek wykorzystał swoją szansę.



W 55. minucie zaś Vinicius miał udział przy kolejnej bramce. Tym razem samobójczej w wykonaniu Thilo Kehrer. Od tego momentu stało się jasne, iż Real będzie grał na jeszcze większym luzie i przez cały czas ofensywnie, by piłkarsko dobić 9. ekipę Ligue 1.


Po kolejnej stracie Monaco w środku pola i wyłuskaniu piłki przez Gulera, ta trafiła do Viniego. Tym razem Brazylijczyk postanowił sam skończyć akcję po krótkim rajdzie. 5:0 to już blamaż!






A chwilę później Turek mógł jeszcze bardziej pognębić Francuzów, ale futbolówka po jego strzale minimalnie minęła lewy słupek bramki Philippa Koehna.
"Królewscy" zaliczyli jednak wpadkę. W 72. minucie, zbyt wyluzowanych przy wyprowadzaniu piłki z własnego pola karnego piłkarzy Realu skarcił Teze. Holender wykorzystał podanie i popełniony przez Daniego Ceballosa wielki błąd.



Goście próbowali pójść za ciosem i wykorzystać lekkie rozprężenie w szeregach "Los Blancos", ale ostatecznie sami popełnili kolejny w środku pola, kosztowny błąd, który bezlitośnie wykorzystał Jude Bellingham.






21 stycznia do gry w Lidze Mistrzów wróci FC Barcelona. Rywalem Katalończyków będzie Slavia Praga. Początek spotkania o godzinie 21:00. Zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej na żywo na naszej stronie internetowej Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.
Idź do oryginalnego materiału