We wtorek w Paryżu zobaczyliśmy być może najbardziej ekscytujące spotkanie w historii półfinałów Ligi Mistrzów. Co poza skrajnie ofensywnym nastawieniem obu drużyn, sprawiło, iż zakończony wygraną PSG 5:4 mecz z Bayernem był aż tak spektakularny? Zapraszamy na naszą analizę.
PSG – Bayern 5:4. Analiza spotkania
Wynik na pewno znacie, najważniejsze akcje na pewno widzieliście, no to bez zbędnych wstępów. Wyciągamy samo mięso i przyglądamy się temu, czego nie widać na pierwszy rzut oka. Czyli: co dokładnie wydarzyło się we wtorek na Parc de Princes?
W listopadowym meczu fazy ligowej LM Bayern krył graczy PSG każdy swego na całym boisku. Kilka miesięcy później w Paryżu PSG odwdzięczyło się tym samym, ale w nie do końca oczywisty sposób.

Trener Luis Enrique połączył piłkarzy w następujące, czasem zaskakujące pary, które podążały za sobą przez całe boisko:
- Stanisic – Zaire-Emery,
- Upamecano – Kwara,
- Tah – Doue,
- Davies – Hakimi,
- Kimmich – Vitinha,
- Pavlović – Dembele,
- Musiala – Neves,
- Olise – Mendes,
- Diaz – Marquinhos,
- Kane – Pacho.

Uwagę zwraca rzecz jasna oddelegowanie Dembele do krycia środkowego pomocnika (Pavlovicia), czy Zaire-Emery’ego do pilnowania bocznego obrońcy (Stanisicia). Pacho podążał wszędzie za Kanem, więc Neves cofał się nisko, aż do linii obrony, a Marquinhos przesuwał się na prawą stronę w kierunku Luisa Diaza. Wyżej rozgrywało się starcie Davies – Hakimi.
PSG bez piłki wyglądało często tak:

PSG w takiej grze musiało być w swojej grze szalenie konsekwentne. I choćby gdy Bayern wprowadzał swoje wariacje – jak niskie zejścia Kane’a, wyskoki bocznych obrońców czy przesuwanie Kimmicha – piłkarze PSG cały czas trzymali się swoich par.

Pomysł Enrique długimi momentami okazywał się skuteczny. Bayern miał problem z intensywnym pressingiem, był wybijany z rytmu i ratował się szukaniem długich podań.
Ale taka gra gospodarzy była ekstremalnie ryzykowna. Wystarczył jeden błąd, by rywal tworzył sobie dogodną sytuację. Jak na przykład po przegranym – wydawałoby się w bezpiecznej jeszcze strefie – pojedynku główkowym Nevesa na środku boiska…

Pomyłka Nevesa sprawiła, iż kilkanaście sekund później Bayern znajdował się w takiej sytuacji:

To był mecz, w którym każdy pojedynczy przegrany pojedynek mógł (i często kończył się) golem dla przeciwnika.
Rola Desire Doue
Dla zmylenia równie ryzykownie grającego Bayernu kluczowa była wymienność pozycji w ofensywie PSG. Tu błyszczał Doue, który od początku meczu wręcz podwajał pozycję lewoskrzydłowego.
To wprowadzało zamęt w defensywie FCB. Raz duet skrzydłowych na jednej stronie wyciągał stoperów Bayernu…

Raz tworzyli przewagę liczebną na skrzydle…

Aż w końcu doprowadzono do tego, iż Doue wyciągnął Upamecano, otworzył miejsce za linią obrony i podaniem z pozycji lewego obrońcy/rozgrywającego asystował przy bramce Kwary na 1:1.

Zresztą zwróćcie uwagę jak wściekły jest kilka minut później Stanisić, który ruszył kryć Vitinhę, a nagle zorientował się, iż za jego plecami jest zupełnie samotny Doue, który znów ruszył z prawej strony na lewą i kompletnie zgubił krycie Bayernu.

Największy błąd PSG
Gra Paryżan nie była jednak rzecz jasna wolna od błędów. Największy błąd? Zostawianie miejsca Harry’emu Kane’owi.
Tak wyglądała sytuacja sześć sekund przed tym, jak Diaz był faulowany na rzut karny…

Tak trzy sekundy przed tym, jak Michael Olise wyszedł na sytuację sam na sam z Safonowem (rosyjski bramkarz obronił uderzenie):

A tak siedem sekund przed tym jak Luis Diaz zdobył bramkę na 4:5:

Natychmiast mściło się zresztą nie tylko zostawienie miejsca Kane’owi. Spuszczony na mgnienie oka z radaru Olise natychmiast doprowadził do wyrównania 2:2.
Sytuacja na cztery sekundy przed golem Michaela Olise:

Ryzyko obu drużyn sprawiało, iż każda najmniejsza drzemka kończyła się golem.
Najsłabszy punkt Bayernu
Gdybym miał wskazać go w ofensywie, wskazałbym na (mimo ogromu sympatii) Josipa Stanisicia. Boczny obrońca w taktyce Kompany’ego odgrywa kluczową rolę, ale mecz z PSG uwypuklił przede wszystkim (poza przeciętną techniką) braki szybkościowe Chorwata.
Żadna z dwóch sytuacji poniżej (to dwie różne sytuacje), gdy Stanisić ruszał w stronę pola karnego PSG, mając przed sobą masę przestrzeni, nie zakończyły się groźnymi sytuacjami ani choćby strzałami na bramkę PSG.


Gdyby na miejscu Stanisicia był piłkarz pokroju Hakimiego, mogłoby się to skończyć zupełnie inaczej (patrz: gol na 4:2 dla PSG).
A przecież była jeszcze sytuacja, w której gdyby Stanisić czysto trafił w piłkę, Kane strzelałby do pustej bramki. I znów: gdyby na jego miejscu był Hakimi…

Stanisić to bardzo rzetelny, świadomy taktycznie obrońca, ale z ograniczeniami, które w kluczowych momentach mogą wiele ważyć.
Co zmieniło wejście Laimera?
Z drugiej strony to błąd techniczny drugiego z bocznych obrońców Bayernu rozpoczął kontrę, po której PSG strzeliło gola na 5:2.
15 sekund wcześniej Laimer w takiej sytuacji zagrywa za plecy do Musiali, a Doue i Dembele ruszają z kontrą dwóch na trzech. Zamiast groźnej akcji Bayernu – następuje utrata gola.

A co na to wspomniany Hakimi? Marokańczyk zaliczył świetną asystę przy golu na 4:2, choć cała akcja PSG była wzorowa i zasługuje na uznanie.
Część kibiców Bayernu winę za to, ile miejsca miał Hakimi w pierwsze tempo zrzuciła na Laimera, ale rzeczywistym winowajcą w tej sytuacji okazał się Luis Diaz, który zamiast na rywalu, w pełni skoncentrował wzrok na piłce. I nie zauważył, iż Hakimi ucieka mu za plecy. Marokańczyk sprytnie wykorzystał fakt, iż Doue wyciągnął z tamtej strefy Laimera.

Czy zmiana Alphonso Daviesa na Konrada Laimera, na którą zdecydował się w przerwie Vincent Kompany przyniosła też jakieś pozytywne efekty? jeżeli przyjrzymy się głębiej, zobaczymy, iż tak, choć jego gra miała w tym meczu swoje blaski i cienie.
Austriak jak mało kto potrafi wtapiać się w tzw. półprzestrzeń między liniami rywala. I tak było też tym razem. Oto sytuacja z 53. minuty, która mogła zakończyć się golem.

I sytuacja numer dwa, z 61. minuty. W obu akcjach Laimer kompletnie zgubił pilnujących go zawodników, sprawiając, iż żaden z graczy PSG nie wiedział, kto powinien odpowiadać za jego krycie (a powinien Hakimi).

Dlaczego jednak wejście Laimera było istotne? Dlatego, iż wprowadził zamieszanie w szeregi obronne PSG, sprawiając, iż zawodnicy Enrique czasami nie wiedzieli, kto ma za niego odpowiadać i Austriak absorbował uwagę dwóch zawodników.
To stwarzało miejsce w innych rejonach boiska i pozwalało swobodnie dryblować choćby Diazowi. W tej sytuacji Hakimi sfaulował Diaza, co skończy się rzutem wolnym, po którym padła bramka na 3:5.

Podsumowując – ryzykowna gra obu zespołów sprawiała, iż różnice tworzyły najmniejsze detale, w tym przede wszystkim – wygrane i przegrane pojedynki. Styl gry PSG oraz Bayernu powoduje, iż każdy, choćby najmniejszy błąd, może skutkować golem dla drużyny przeciwnej.
Dlatego do finału Ligi Mistrzów awansuje drużyna, która w rewanżu albo popełni mniej błędów, albo której zawodnicy ofensywni będą w stanie skuteczniej mijać obrońców rywali. To w bezpośrednich pojedynkach rozstrzygnie się kwestia awansu.
My już zacieramy ręce i nie możemy doczekać się rewanżowego starcia na Allianz Arenie. A Wy?
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Będzie rekord goli w dwumeczu Ligi Mistrzów? Brakuje niewiele
- Kompanego nie zaskoczył przebieg meczu. „Czułem, iż to może mieć miejsce”
- Po prostu futbol. W półfinale PSG – Bayern działo się wszystko
fot. Newspix, screeny: Canal+

22 godzin temu
















