Tak potraktowali jednego z najlepszych piłkarzy na świecie. "Genialny głupek"

2 godzin temu
Lekcja pokory, którą otrzymuje właśnie Vinicius Junior od kibiców Realu Madryt, może uratować jego karierę. - Nie chcę, żeby buczeli na mnie w moim domu - mówi Brazylijczyk, który we wtorek w meczu Ligi Mistrzów z Monaco zdobył gola i miał trzy asysty.
Kolega z hiszpańskiego dziennika "Marca" nazywa Viniciusa Juniora "Genialnym głupkiem", przypominającym postać Mozarta z kultowego filmu "Amadeusz" Milosa Formana z 1984 roku. Filmowy Mozart jest oczywiście genialnym kompozytorem, ale swoim obcesowym zachowaniem szokuje dwór wiedeński. Jest przy tym naiwny, nierozumiany, do tego schorowany, więc, poza podziwem, budzi powszechną czułość u widzów.

REKLAMA







Zobacz wideo Mocne spięcie na linii Kosecki-Skorża. "Ty się, k***a, to przedszkola nadajesz!"



Vinicius Junior pochodzi z miejscowości Sao Goncalo w stanie Rio De Janeiro. Zaczynał od futsalu, jak Neymar i wielu innych piłkarzy brazylijskich. Kiedy pierwszy raz próbował się dostać do Flamengo, odesłano go, bo był za młody. Wtedy zdecydował, iż chce grać w duży futbol – jedenastoosobowy. Jego pierwszy trener, Cacau, ze szkoły w rodzinnej miejscowości, wspominał, iż był cichy, nieśmiały, zamknięty w sobie, bezkonfliktowy. Kto by w to dziś uwierzył?
Rasiści kontra Vinicius
Zaczynał jako lewy obrońca, ale zawsze zdecydowanie wyróżniał się wśród rówieśników. Trudno było przypuszczać, iż z tego introwertycznego dzieciaka wyrośnie gwiazdor.
Vinicius to nie jest jednak postać jednowymiarowa, bo z jednej strony oparł się stadionowym rasistom w Hiszpanii (przykłady poniżej), z drugiej jego prowokacyjne zachowania: kłótnie z sędziami, rywalami, ściągają na niego lawinę uzasadnionej krytyki.
Kiedy przed rokiem Vinicius uderzył w twarz bramkarza Valencii Stołe Dimitriewskiego i wyleciał z boiska z czerwoną kartką, dziennikarz "Marki" Elias Israel stwierdził, iż to wielka szkoda, iż ogromny postęp, jaki uczynił Vinicius jako piłkarz od chwili przybycia do Realu w 2018 roku, nie idzie w parze z dojrzałością w zachowaniu na boisku.



Presja na 18-latku była ogromna, gdy prezes Florentino Perez zapłacił za niego w lipcu 2018 r. 45 mln euro. Początki w Realu były trudne, szybki jak błyskawica Vinicius wyglądał na klasycznego jeźdźca bez głowy. Potrafił minąć kilku rywali, by spudłować w najprostszej sytuacji podbramkowej. Ówczesny trener, Zinedine Zidane (trenował Królewskich - po raz drugi - w latach 2019-21), zalecił dodatkowy trening strzelecki, a przy Carlo Ancelottim, który zastąpił Francuza na stanowisku szkoleniowca, gwiazda Brazylijczyka rozbłysła.
Zdobywał gole w dwóch wygranych finałach Ligi Mistrzów, w 2022 i 2024 roku. Niedługo po drugim triumfie, w meczu derbowym z Atletico Madryt powiedział prowokacyjnie do kapitana rywali, Koke: "Ja mam "dwie Ligi Mistrzów", a ty co?" Zirytował tym większość hiszpańskich fanów, bo Koke to w tym kraju piłkarz-instytucja.
Walka z rasizmem? W niej Vinicius odgrywa istotną rolę. We wrześniu 2022 roku fani Atletico lżyli Brazylijczyka w taki sposób, iż musiał zareagować premier Hiszpanii Pedro Sanchez, a choćby parlament. Śledztwo prowadziła prokuratura w Madrycie. W grudniu tego samego roku rasiści napadli na Viniciusa podczas meczu z Realem Valladolid. Władze La Liga i hiszpańska federacja złożyły doniesienie w sprawie "przestępstw nienawiści". W styczniu 2023 roku na jednym z wiaduktów w Madrycie zawisła, powieszona za szyję, kukła Viniciusa. W lutym tamtego roku rasiści atakowali Brazylijczyka na Majorce. W maju zatrzymano siedmiu kibiców Valencii za rasizm, szerzenie nienawiści i ksenofobię. Za prześladowanie Viniciusa sąd hiszpański wydał pierwsze w historii wyroki więzienia za rasizm.


Mimo wszystko Brazylijczyk uważał, iż w Hiszpanii z rasizmem na trybunach nikt nie walczy. Oburzeni rodacy w geście protestu i wsparcia dla swojego idola wygasili oświetlenie na słynnej figurze Chrystusa Odkupiciela z Corcovado w Rio de Janeiro. Przeciw rasizmowi na stadionach w Hiszpanii protestował sam prezydent Brazylii Luiz Ignacio Lula.



Przez cały czas brazylijski gwiazdor mógł liczyć na wsparcie fanów Realu. Dla nich był bohaterem.
Spisek organizatorów "Złotej Piłki"?
Został największą gwiazdą zespołu, a jego wartość wzrosła do 200 mln euro. Aż przyszedł moment, który okazał się zwrotny. Vinicius był pewny zwycięstwa w plebiscycie "Złota Piłka" France Football w 2024 roku. Real szykował się na paryską galę, gdy tuż przed wylotem prezes Florentino Perez otrzymał wiadomość, iż wybrano Hiszpana Rodriego z Manchesteru City – największą gwiazdę Euro 2024.
Oburzenie Pereza było głębokie. Zatrzymał delegację, która miała lecieć do Francji. Królewski klub wydał otwartą walkę organizatorom plebiscytu, jakby to zorganizowali spisek wymierzony w Viniciusa i Real. Brazylijczyk opłakiwał "przegraną" w plebiscycie, zajmując w nim drugie miejsce poczuł się ofiarą.
Były piłkarz i trener Realu, Argentyńczyk Jorge Valdano, ocenia, iż Perez zrobił wtedy dla Viniciusa więcej niż jakikolwiek prezes klubu dla zawodnika w dziejach piłki nożnej. Tak podsumował otwarty protest klubu wobec wyboru Rodriego - piłkarza hiszpańskiego, by pokazać Brazylijczykowi, iż dla Realu on jest największy.



Od tamtej pory Vinicius grał gorzej, za to coraz częściej awanturował się z rywalami i sędziami. A kibice na stadionach rywali krzyczeli z trybun ironicznie: "Piłka plażowa", robiąc aluzję do "Złotej Piłki".
W ubiegłym sezonie Real poniósł porażki na wszystkich frontach. Kaprysy Brazylijczyka w końcu zaczęły działać na nerwy choćby fanom z Santiago Bernabeu. Jego obwiniono za niedawne zwolnienie trenera Xabiego Alonso, zaledwie po siedmiu miesiącach pracy w Madrycie. A już porażka w Pucharze Króla z drugoligowym Albacete przelała czarę goryczy. W sobotnim ligowym meczu z Levante kibice Realu buczeli i gwizdali na Brazylijczyka. W obronę wziął go Kylian Mbappe – najlepszy strzelec drużyny.


Podczas ostatnich derbów Madrytu Real – Atletico w półfinale Superpucharu Hiszpanii, trener rywali Królewskich, Diego Simeone, rzucił do Viniciusa: "Florentino ma ciebie dość, wypędzi cię z Realu".
Kwestia pozbycia się Brazylijczyka z Santiago Bernabeu jest dyskutowana już od miesięcy. Jego kontrakt wygasa w czerwcu 2027 roku, więc jeżeli Królewscy chcą na nim zarobić, musieliby go sprzedać najpóźniej za sześć miesięcy. Albo przedłużyć umowę.



Taki rywal jak Monaco we wtorek w Lidze Mistrzów spadł Realowi i Viniciusowi z nieba. W krytycznym momencie konfliktu ze swoimi kibicami Brazylijczyk zdobył gola i miał trzy asysty, Królewscy wygrali 6:1 i pożegnały ich brawa z trybun.
– Nie chcę, żeby buczeli na mnie w moim domu – skomentował Vinicius.
Być może lekcja pokory, otrzymana od swoich kibiców, uprzytomni Brazylijczykowi, iż nie może zachowywać się jak primadonna, której talent artystyczny jest tak ogromny, iż usprawiedliwia wszystko. Dziś wartość Viniciusa – według branżowego portalu Transfermarkt - spadła do 150 mln euro. To wciąż bardzo dużo, bo potencjalnie przez cały czas jest jednym z najlepszych piłkarzy na świecie. Musi jednak udowodnić, iż słowa pierwszego trenera o jego wrodzonej pokorze wciąż mają coś wspólnego z rzeczywistością.
Idź do oryginalnego materiału