Tak polska debiutantka ruszyła na gwiazdę. Ukrainka nie mogła w to uwierzyć

2 godzin temu
Dzielą je aż 122 miejsca w światowym rankingu. Elina Switolina, numer 12, wygrała 19 turniejów WTA, ostatni 10 dni temu w Auckland. W imprezach wielkoszlemowych Ukrainka aż 13 razy dochodziła co najmniej do ćwierćfinału. Ale miał rację komentator, gdy podkreślał, iż debiutantka Linda Klimovicova to zadziora. Przyjemnie było patrzeć, jak w drugiej rundzie Australian Open 134. rakieta świata wprawia w zdumienie faworytkę. Mimo iż finalnie to Switolina wygrała 7:5, 6:1.
Linda Klimovicova już przechodząc przez eliminacje Australian Open osiągnęła życiowy sukces. Ale pochodząca z Ołomuńca 21-letnia Polka (nasze obywatelstwo ma od października 2024 roku) ewidentnie chce podążać za wielkimi marzeniami. Linda mówi, iż chce kiedyś dojść do pozycji liderki światowego tenisa. I na korcie już teraz pokazuje naprawdę imponującą odwagę.

REKLAMA





Po pokonaniu w pierwszej rundzie 71. w światowym rankingu Brytyjki Jones Klimovicova w drugiej rundzie Australian Open 2026 zmierzyła się z jedną z największych gwiazd tenisa w ostatniej dekadzie. Starsza od Polki o 10 lat Switolina była kiedyś numerem trzy na liście WTA, w Wimbledonie (dwa razy) i US Open (raz) docierała do półfinałów, a w wielkoszlemowych ćwierćfinałach grała w sumie aż 13 razy. Teraz, przed startem Australian Open, pokazała, iż jest w formie. Wygrała turniej w Auckland i do meczu z Klimovicovą przystępowała z bilansem sześciu meczów rozegranych i sześciu wygranych w 2026 roku.
Ale jeżeli kibice Klimovicovej bali się, iż Linda przestraszy się rywalki, to już po pierwszych piłkach tego pojedynku przekonali się, iż niepotrzebnie.
"Zadziora". Komentator zachwycał się Klimovicovą
Mocne, ofensywne granie z obu stron, solidne serwisy, twarde, szybkie wymiany: to dostaliśmy od pierwszego gema. Przy stanie 2:2 zobaczyliśmy pierwszą szansę na przełamanie – o dziwo, dla Klimovicovej. Realizator transmisji pokazał nam wtedy wiele mówiącą minę Switoliny – Ukrainka ze zdziwienia aż zamknęła oczy i pokręciła głową. Po chwili faworytka się wybroniła. Więcej – po wyjściu na 3:2 to ona przełamała przeciwniczkę. Ale absolutnie Klimovicovej nie uciekła, nie odjechała.
Przegrywając 2:4 Polka błyskawicznie wyszła na prowadzenie 40:0 w gemie serwisowym Ukrainki. I choć Switolina robiła wszystko, żeby Klimovicova nie zaliczyła przełamania powrotnego, to jednak przegrała tego gema do 30. W kluczowym momencie Linda zagrała na swoich warunkach. Nie bała się, nie liczyła na błąd, tylko przejęła inicjatywę. – Nie straciła rezonu Polka. Ona jest zadziorą kortową, ona nie odpuści! – zachwycał się wtedy komentujący mecz w Eurosporcie Karol Stopa.



Klimovicovą nie dało się nie zachwycać. Strasznie szkoda, iż po 51 minutach pierwszy set skończył się zwycięstwem Switoliny, bo murowana faworytka była lepsza tylko minimalnie. Tak naprawdę spokojnie o wszystkim mógłby zadecydować tie-break, ale – niestety – Linda nie zdołała obronić podania przy wyniku 5:6.
W każdym razie po secie, w którym na punkty Klimovicova przegrała tylko 38:41, w którym popełniła 14 niewymuszonych błędów przy 13 uderzeniach kończących, a rywalka miała 19 takich pomyłek przy 15 winnerach, mogliśmy wierzyć, iż to jeszcze nie koniec.


Klimovicovej zabrakło doświadczenia
Od razu po powrocie na kort Klimovicova bojowo zaczęła drugą partię. Już w pierwszym gemie miała dwie szanse na przełamanie Switoliny. Niestety, nie wykorzystała żadnej. To była już czwarta i piąta zmarnowana przez Polkę okazja na przełamanie. Ukrainka obroniła w tamtym momencie już piątego z sześciu breaków. Natomiast sama Switolina wykorzystała do tego momentu dwie z czterech takich szans. Tu po prostu widać było różnicę w doświadczeniu.
Niestety, z biegiem drugiej partii coraz wyraźniej widzieliśmy, iż Klimovicova nie potrafi jeszcze utrzymać tak znakomitego tempa, jakie pokazywała przez pierwszą godzinę gry. Przy stanie 5:7, 1:2 kolejny raz straciła swoje podanie. Stało się to po jej podwójnym błędzie serwisowym. Za moment Switolina dołożyła gema na 7:5, 4:1 i nasze nadzieje na sensacje stały się już bardzo niewielkie.



- Ten mecz wystawia Klimovicovej naprawdę bardzo dobre świadectwo. Mimo iż teraz się to wszystko posypało - podsumowywał już wtedy Stopa. Komentator Eurosportu się nie pomylił i nie pospieszył. Oby nie mylił się i w tym, co wówczas dodał. Mianowicie, iż jest przekonany o tym, iż niedługo przyjdzie świetny czas Klimovicovej.
Idź do oryginalnego materiału