Tak Polacy potraktowali Doncicia. "Złe emocje"

2 godzin temu
Fantastyczny Jordan Loyd, świetny Mateusz Ponitka, chęć do walki pod każdym względem, ale też finezja i element zaskoczenia - polscy koszykarze znów ugotowali wielkiego Lukę Doncicia w garnku złych emocji. Wygrana ze Słowenią na inaugurację EuroBasketu daje nadzieję na pasjonujący turniej.
Mateusz Ponitka podniósł ręce do góry, podszedł do Jordana Loyda, obaj zderzyli się torsami. Były piątki, uśmiechy, gesty triumfu, szalona euforia kibiców. Spodek odleciał, dziękował koszykarzom na stojąco. Bo było za co! Biało-Czerwoni w pierwszym meczu EuroBasketu w Katowicach pokonali Słowenię 105:95 i ponownie - jak trzy lata temu w ćwierćfinale poprzednich mistrzostw - przyćmili wielkiego Lukę Doncicia.


REKLAMA


Zobacz wideo Gortat o ciężkich meczach w NBA: Wracałeś do domu, wypijałeś maluszka i szedłeś spać


Wygrany mecz ze Słowenią miał twarze trzech koszykarzy, o których wiedzieliśmy, iż będą najważniejsi – kapitana Mateusza Ponitki, nowego naturalizowanego Amerykanina Jordana Loyda oraz Michała Sokołowskiego, który słusznie określany jest jako "serce i płuca" reprezentacji. Ale miał też twarz czwartego zawodnika, którego w tym zestawieniu raczej nie spodziewaliśmy się zobaczyć.
Pierwszy, Ponitka, znakomicie zaczął – nie zdeprymowała go pierwsza akcja, w której zablokował go Doncić. Po chwili zaczął trafiać za trzy, nadał drużynie dobry rytm, po pierwszej kwarcie miał już 10 punktów. Ponitka zrobił to, czego od niego oczekujemy – rzucił hasło, reszta pobiegła za nim. Charyzmatyczny kapitan po raz kolejny udowodnił, iż grając w reprezentacji potrafi się wznieść na wyjątkowy poziom.


Na taki sam poziom, co Ponitka, gwałtownie wszedł Loyd, który polski paszport otrzymał dopiero na początku sierpnia, z zespołem zna się od ledwie trzech tygodni. Doświadczony w Eurolidze Amerykanin, najlepszy naturalizowany gracz, jakiego miała Polska, po pierwszej kwarcie miał 11 punktów, a do przerwy rzucił ich aż 19. Jak szalony trafiał za trzy – po efektownych zwodach, po zatrzymaniu w kontrze.
Polska - Słowenia. Tak Polacy potraktowali Doncicia
Trzecią twarzą dobrej gry Polaków był Sokołowski. On wykonał brudną robotę – bronił i próbował ograniczać Lukę Doncicia. Jeden z najlepszych koszykarzy na świecie i tak robił swoje, i tak trafiał trudne rzuty, ale "Sokół" się nie zrażał. Naciskał, odpychał, uderzał. Grał na pograniczu faulu, czasem tę granicę świadomie przekraczał. Robił wszystko, by uprzykrzyć gwieździe życie i robił to dobrze – do przerwy miał pięć punktów, dwie asysty, trzy asysty i trzy przechwyty. I to właśnie on trafił szybką trójkę po zmianie stron, która podwyższyła prowadzenie do 50:46.


Wtedy zaczął się lepszy moment w grze Polaków, bo swoją twarz – twarz na tym poziomie jeszcze niewidzianą - pokazał Andrzej Pluta. 25-letni rozgrywający po świetnym sezonie w Legii Warszawa, z którą zdobył mistrzostwo Polski, to syn Andrzeja Pluty seniora, wielkiej postaci polskiego basketu, którego takimi meczami jak ten czwartkowy, może zacząć przerastać. Pluta grał odważnie, z polotem, z finezją. gwałtownie zdobył siedem punktów, przewaga Biało-Czerwonych zaczęła rosnąć, a Doncić – jak to ma w zwyczaju – trochę się "zagotował". Dyskutował z sędziami, szukał wsparcia u trenerów, ale popełniał też faule – w tym techniczny. Wciąż grał świetnie, ale złe emocje wybijały go z rytmu.
I w tym nerwowym, szarpanym meczu Polacy byli bardziej cwani, wyrachowani i cierpliwi – jak przystało na otrzaskany w bojach, najstarszy zespół w turnieju, bo średnia wieku Biało-Czerwonych to 29,8 lat. Po świetnej akcji, akurat jednego z najmłodszych w kadrze Pluty, było 62:49 w połowie trzeciej kwarty i 80:69 w momencie jej zakończenia, bo niesamowity Pluta dołożył kolejną trójkę w ostatnich sekundach.


I choć Doncić rzucał, rzucał i rzucał, w sumie dobił do 34 punktów, to prowadzenie do końca utrzymaliśmy. Zespół Igora Milicicia pokazał to, o czym trener i koszykarze mówili podczas niezbyt udanych przygotowań – iż ma charakter, iż ma doświadczenie, iż jest zdyscyplinowany taktycznie. Gotowy na walkę, także wręcz, gotowy na zwycięstwa. Pokazali to także Aleksander Balcerowski, Przemysław Żołnierewicz, Dominik Olejniczak czy Kamil Łączyński - każdy z nich miał w tym meczu ważne akcje. A w końcówce, wrócili ci, którzy zaczęli - Ponitka i Loyd trafiali przesądzające rzuty, pierwszy zdobył 23 punkty, a drugi aż 32. To były fantastyczne występy. Do tego stopnia, iż po jednym z ostatnich trafień Amerykanina choćby Pluta złapał się za głowę.
Wygrana na inaugurację o niczym nie przesądza, turniej jest długi, w grupie czekają nas jeszcze mecze z faworyzowaną Francją, silnym Izraelem oraz teoretycznie słabszymi Belgią i Islandią. Z sześciu drużyn do 1/8 finału awansują cztery, znalezienie się w tym gronie to dla Polaków plan minimum. A plan maksimum? Powtórzenie sukcesu sprzed trzech lat, awans do strefy medalowej, byłby sensacją. Ale dobrze widzieć, iż Biało-Czerwoni są gotowi na walkę o wszystko.


Kolejny mecz – w sobotę. Rywalem będzie Izrael, który w czwartek pewnie, 83:71, pokonał Islandię.
Idź do oryginalnego materiału