Tak naprawdę wyglądają relacje Semirunnija z rodzicami w Rosji

2 godzin temu
Władimir Semirunnij wróci z Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026 ze srebrnym medalem zdobytym na dystansie 10 000 metrów w łyżwiarstwie szybkim. Nasz panczenista rozmowie z rosyjskim portalem Sport-Express opowiedział, jak wyglądają jego relacje z rodzicami, którzy wciąż mieszkają w Rosji. - Ostatnio widzieliśmy się 1,5 roku temu - wyjawił "Władek".
Historia Władimira Semirunnija już jest dobrym materiałem na film. W 2023 roku panczenista zdecydował się rzucić wszystko i uciec z putinowskiej Rosji, by ratować swoją karierę w łyżwiarstwie szybkim. Trafił do Tomaszowa Mazowieckiego pod skrzydła Pawła Abratkiewicza, a następnie uzyskał prawo do reprezentowania Polski. Obywatelstwo naszego kraju otrzymał w sierpniu ubiegłego roku, a dziś jest srebrnym medalistą Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026.

REKLAMA







Zobacz wideo Stare sanki, Snoop z pierogiem, aferki. Niezwykłe igrzyska dla Polski!



Semirunnij od dawna nie widział rodziców. "To trudne"
"Władek" podczas tegorocznych igrzysk odczuwał ogromne wsparcie płynące ze strony kibiców oraz będącej na miejscu wydarzeń dziewczyny Klaudii. W rodzimej Rosji z kolei przed telewizorami głośno dopingowali go rodzice, o których codziennym życiu pisaliśmy już na Sport.pl.
Pierwszy telefon po zdobyciu olimpijskiego srebra Semirunnij wykonał właśnie do nich. Jak przyznał w rozmowie z rosyjskim portalem Sport-Express, nie mógł dodzwonić się do mamy, ale tata odebrał telefon.
- Każdy wtedy do niej dzwonił. Przeprosiła mnie, to było oczywiście zabawne. Na szczęście udało się dodzwonić do taty - mówił "Władek". - Są szczęśliwi. Telefony się urywają, codziennie dostają gratulacje. Bardzo ich kocham, to najlepsi rodzice - dodał.


Na co dzień jednak srebrny medalista ZIO nie jest w stanie pielęgnować relacji z rodzicami tak, jak sportowcy, których bliscy mieszkają w tym samym kraju. Zamiast spotykać się, najzwyczajniej w świecie do siebie dzwonią. "Władek" wyjawił, kiedy ostatni raz miał okazję zobaczyć matkę i ojca.



- Widzieliśmy się półtora roku temu. Dzwonimy do siebie co tydzień. Nie lubię dzwonić codziennie i moi rodzice o tym wiedzą. Dzwonię więc albo wtedy, gdy mam coś do przekazania, albo gdy coś się wydarzyło. Ale gdy już się zdzwonimy, rozmawiamy przez dwie godziny - przyznał.


- To trudne. Chciałbym móc ich widywać bez żadnych problemów, ale niestety - to jeszcze nie jest możliwe. Natomiast jesteśmy zgodni, iż wybór, którego dokonałem, jest w stu procentach lepszy dla mojej kariery - dodał, przypominając o braku możliwości podróży do Rosji, która wciąż prowadzi wojnę na terytorium Ukrainy.
Wprawdzie pozostałe starty Władimira Semirunnija - w biegu na 1500 metrów (10. miejsce) oraz w biegu masowym (odpadł w półfinale) - nie wypadły tak udanie, jak ten na 10 kilometrów, ale nie ulega wątpliwości, iż urodzony w Jekaterynburgu panczenista wyjedzie z Włoch jako wielki wygrany. Dostąpi również zaszczytu pełnienia roli chorążego reprezentacji Polski podczas ceremonii zamykającej imprezę czterolecia.
Zobacz też: Rosja prowadzi operację "Matrioszka". Tak Kreml chce uderzyć w Ukraińców
Idź do oryginalnego materiału