Suma miliarda dolarów jako pula nagród to kwota z jednej strony kosmiczna, a z drugiej nieprzyzwoita. Przecież w mundialu z udziałem drużyn narodowych FIFA przeznacza tylko 440 mln dolarów, a zarabia na nim gigantyczne pieniądze. W czteroleciu 2018-22 zanotowała na swoich kontach wpływy w wysokości 7,5 miliarda dolarów (są w tym również pieniądze z mundialu kobiet i innych imprez o mniejszym znaczeniu) i prawie już dogoniła MKOl, który dzięki igrzyskom zarobił 7,6 mld dolarów (lata 2017-2021).
REKLAMA
Zobacz wideo
Miliard dolarów nagród w klubowych mistrzostwach świata
Klubowe Mistrzostwa Świata mają w planach FIFA przynieść 2 mld dol. przychodu. Ale od założeń do realizacji daleka droga. Na razie pewny jest tylko miliard dolarów z tytułu praw telewizyjnych i nieznana, ale z pewnością nie oszałamiająca, kwota od sponsorów (m.in. chiński Hinsene i amerykańska Coca Cola).
Zadziwiające jest więc, iż FIFA przeznaczyła aż miliard dolarów na nagrody z turnieju, który wciąż pozostaje wielką niewiadomą. Szef federacji Gianni Infantino i jego poplecznicy nie mieli jednak innego wyboru. Tego turnieju nie chcą ani europejskie kluby, ani piłkarze grający na Starym Kontynencie. Ich zdaniem nowa impreza niszczy tradycję, iż przynajmniej co dwa lata najlepsi zawodnicy świata mogli pozwolić sobie na dłuższe wakacje. Tymczasem FIFA zaburza ten rytm i to jeszcze w sezonie, w którym ruszyła powiększona Liga Mistrzów.
FIFA naprawdę poważnie obawiała się, iż najlepsze kluby świata zbojkotują turniej lub będą wystawiać na mecze jedenastki pozbawione największych gwiazd. Stąd nagrody w wysokości aż miliarda euro, które zostaną jeszcze "niesprawiedliwie" podzielone. Najlepsze kluby z Europy dostaną po 38,19 mln dolarów startowego, kluby z Ameryki Południowej 15,2 mln, a pariasi z reszty świata po 9,55 mln, poza Oceanią, której mistrz musi zadowolić się niemal drobnymi (3,58 mln). Do tego dojdą sowite nagrody za zwycięstwo w każdym meczu i jeszcze premie za awans do każdej rundy. Zwycięzca klubowych mistrzostw świata może zasilić budżet kwotą 125 mln dolarów. To kilka mniej niż zwycięzca Ligi Mistrzów. Tyle tylko, iż triumf w europejskich rozgrywkach wymaga rozegrania 15 lub 17 meczów. Zwycięstwo w KMŚ będzie wymagało rozegrania jedynie siedmiu meczów. To najlepszy dowód jak absurdalna jest tu wysokość nagród.
FIFA nie miała wyboru. Musiała "przekupić" wielkie kluby
Ale FIFA nie miała wyboru. Musiała "przekupić" najlepsze kluby świata, by stawiły się w Stanach Zjednoczonych na przełomie czerwca i lipca w możliwie najlepszych składach. Inaczej turniej zakończyłby się klapą i nie byłoby sensu starać się, by go powtórzyć za cztery lata. A Infantino liczy, iż impreza na stałe wejdzie do piłkarskiego kalendarza i będzie okazją, by poszerzyć piłkarską geografię o kraje, które mają pieniądze, ale ich geograficzne położenie nie pozwala na rywalizację z najlepszymi klubami świata.
Tu warto prześledzić, jaką drogą do FIFA trafił miliard dolarów z tytuł praw do transmisji telewizyjnych. Gdy Infantino sondował rynek nadawców, to adekwatnie nie było zainteresowanych. Przynajmniej nie za taką sumę, jaką chciała uzyskać FIFA. W końcu federacja zdecydowała, iż turniej pokaże DAZN, czyli platforma streamingowa, i zapłaci za to okrągły miliard dolarów.
Umowa na pierwszy rzut oka wygląda kuriozalnie. DAZN to platforma płatna, ale mecze z KMŚ ma pokazywać za darmo. Po drugie firma Lena Blavatnika rokrocznie przynosi straty. W 2021 roku było to 2 miliardy dolarów, a w 2022 – 2,21 mld. Po trzecie DAZN zdaniem analityków kupił prawa do klubowego mundialu po zawyżonej kwocie.
Odpowiedź na wszystkie wątpliwości przyszła bardzo szybko. W DAZN zainwestował fundusz SURJ Sports Investment, związany z Public Investment Fund (PIF) z Arabii Saudyjskiej. Nabył 10 procent udziałów w przedsięwzięciu za miliard dolarów. W ten właśnie sposób DAZN zdobył luźny miliard na sfinansowanie umowy z FIFA.
To będzie saudyjski głos w domu każdego kibica?
Negocjacje na temat inwestycji funduszu z Arabii Saudyjskiej w platformę trwały - jak twierdzi "New York Times" - prawie rok. Amerykanie zwracają też uwagę na fakt, iż tydzień po tym, jak DAZN ogłosiła nabycie praw do pokazywania klubowego mundialu, Arabia Saudyjska została ogłoszona gospodarzem mistrzostw świata w 2034 r. Co nie było niespodzianką, bo tej kandydaturze od dawna sprzyjał Infantino. Zdaniem "New York Timesa" to szef FIFA doprowadził do tego, iż Saudyjczycy nie mieli żadnego rywala. Z rywalizacji zostały bowiem wykluczone oferty z innych regionów poza Azją i Oceanią.
Jednak w arabskiej inwestycji w DAZN nie chodzi tylko o to, żeby Infantino miał za co rozkręcić swój autorski pomysł Klubowych Mistrzostw Świata. Saudyjczycy mają dalekosiężne plany. Od dawna organizują u siebie wielkie wydarzenia sportowe w boksie, piłce nożnej czy golfie. DAZN ma im pomóc dotrzeć ze swoją ofertą do każdego miejsca na świecie. Przede wszystkim w świecie Zachodu. Z odrobiną ironii można powiedzieć, iż w przyszłości platforma może być saudyjskim głosem w domu każdego kibica. Klubowe Mistrzostwa Świata wcale nie będzie ostatnią imprezą, którą Saudyjczycy chcieliby pokazywać za darmo.
Im nie chodzi o pieniądze, ale o budowę wizerunku nowoczesnego, sprawnie zarządzanego państwa, które może być bezpieczną alternatywą jako miejsce spędzania wakacji czy robienia biznesu. To szeroko zakrojony plany zmiany wizerunku monarchii znad Zatoki Perskiej, który realizuje sukcesor tronu Mohammed bin Salman. Sport jest kluczowym obszarem od czasu, gdy ogłosił on zamiar dywersyfikacji gospodarki, by nie była ona zależna tylko od ropy naftowej.