Tajemnicze słowa po meczu w Pile. Czy Gapiński zostanie w Ostrovii? Mamy komentarz

speedwaynews.pl 1 godzina temu

Tomasz Gapiński już po pierwszym występie Gleba Czugunowa w meczu w Pile wiedział, iż w tym meczu Rosjanin z polskim paszportem nie będzie w stanie pomóc swojej drużynie. Doskwierająca mu przez cały sezon kontuzja barku wykluczyła go z rywalizacji na trudnym torze. Sam zawodnik chciał jechać, ale decyzją trenera było wycofanie go z rywalizacji o ligowe punkty.

– Patrząc na ten pierwszy wyścig Gleba, to wiedziałem, iż on tutaj nie zdobędzie dziś za dużo punktów, więc robiliśmy zmiany. Wymęczyliśmy trochę tego Pawła Sitka, ale no też jakby stanął on na wysokości zadania w tym czternastym biegu. Jest młodym chłopcem, a dał sobie radę. Udźwignął ciężar wyścigu, bo mówiliśmy, iż najlepiej by było, jak Wiktor został wykluczony, żeby wygrać 5:1. Całe szczęście jakoś to się ułożyło na koniec, iż utrzymaliśmy się – powiedział Gapiński o swoich decyzjach oraz emocjach po czternastym biegu.

Tajemnicze słowa. „Zobaczymy co dalej”

Tomasz Gapiński w debiucie w roli pierwszego trenera nie miał łatwo. Choć rozpoczął z wysokiego „c” wygrywając w Łodzi oraz zdobywając bonus w Poznaniu (tam przecież kilka brakło do zwycięstwa), jak również wygrana domowa z Wilkami, to w kolejnych meczach wszystko zaczęło się sypać. Wstydliwa porażka z Polonią Piła i długo trwająca niemoc przerwana dopiero w ostatnim meczu fazy zasadniczej z Orłem.

Ostrovię coraz częściej wymieniano w roli kandydatów do spadku, a sam trener stawał przed trudnymi wyborami. Szukano różnych opcji, żeby wzmocnić zespół. Mówiło się o Tate’cie Zischke, mówiono o Kevinie Fajferze, ale ostatecznie do końca sezonu jeździł tym, co zastał. To, za sprawą znakomitego meczu domowe z Polonią wystarczyło do utrzymania.

Sam jednak ma pewne przemyślenia i nie wybiega daleko w przyszłość. Nie wiadomo, czy Tomasz Gapiński dalej będzie pełnił rolę pierwszego trenera, a przynajmniej sam w tym momencie przekazał, iż umowa kończy mu się w grudniu. Szkoleniowiec przyznał, iż przekonał się na własnej skórze, iż sukces ma wielu ojców, ale porażka sierotą. Dał do zrozumienia, iż gdy nie wszystko się układało to z problemem zostawał sam.

– Zobaczymy co dalej. Na razie jestem do końca grudnia. Co się wydarzy? Nie wiem czy zarząd, sponsorzy i kibice są z mojej pracy zadowoleni. Był to dla mnie ciężki okres. Wiadomo, kiedy się wygrywa to jest fajnie. Wszyscy są, kibicują, wszyscy klepią po plecach, ale jak przegrywamy, tak jak to się mówi „nie ma nikogo” – zakończył.

Idź do oryginalnego materiału