Sześć goli i szalony mecz w Poznaniu! Lech musiał gonić wynik

2 godzin temu
Lech Poznań musiał aż trzykrotnie odrabiać straty w meczu z GKS-em Katowice. Pierwsza połowa była zdecydowanie poniżej oczekiwań w wykonaniu mistrzów Polski. Lech wykonał swoje zadanie w połowie, bo wywalczył punkt w konfrontacji z GKS-em (3:3). Zespół Nielsa Frederiksena powiększył przewagę nad wiceliderem do dwóch punktów.
To była 38. minuta spotkania w Poznaniu. Alan Czerwiński dośrodkował piłkę w pole karne Lecha. Tam najlepiej odnalazł się Eman Marković, skrzydłowy GKS-u Katowice, który uderzył piłkę głową i dał prowadzenie drużynie Rafała Góraka. Nie był to pierwszy wypad GKS-u w pole karne rywala, a gol był konsekwencją dobrej gry przez całą pierwszą połowę.

REKLAMA







Zobacz wideo Widzew ma kłopoty. Co dalej? "Dla właściciela to byłaby trauma"











Lech rozczarowuje w Poznaniu. Brzydka twarz lidera Ekstraklasy
Lech zaprezentował się słabo w pierwszej połowie starcia z GKS-em. Po ekipie gości nie było widać, iż to oni grali w czwartek w półfinale Pucharu Polski i odpadli po rzutach karnych z Rakowem Częstochowa. GKS był bardzo energiczny, często inicjował wysoki pressing blisko pola karnego rywala. Lech popełniał też sporo błędów technicznych.
W dziesiątej minucie Patrik Walemark upadł w polu karnym GKS-u po starciu z Arkadiuszem Jędrychem, ale rzut karny nie został podyktowany. GKS praktycznie co chwilę próbował stwarzać zagrożenie z rzutów rożnych. Po jednym z dośrodkowań znakomicie interweniował Bartosz Mrozek. Bramkarz Lecha dwoił się i troił, by jak najdłużej utrzymać czyste konto.


W 23. minucie pierwszą groźną sytuację miał Ilja Szkurin, który zszedł na prawą nogę w polu karnym Lecha i oddał strzał. Był on jednak niecelny. Dwie minuty później zrobiło się gorąco po drugiej stronie, ale Leo Bengtsson skiksował przy próbie strzału.
Przez długi czas Lech nie oddał celnego strzału na bramkę rywala. Dopiero w szóstej minucie doliczonego czasu gry dokonał tego Mikael Ishak, ale świetnie interweniował Rafał Strączek. Lech miał przewagę wyłącznie w posiadaniu piłki (60 proc. posiadania).



Łącznie GKS oddał dziesięć strzałów w pierwszej połowie, z czego cztery celne. Poza próbami Szkurina był też strzał Sebastiana Milewskiego po rzucie rożnym, natomiast piłka leciała prosto do rąk bramkarza.
Pięć goli w drugiej połowie. Rollercoaster emocji i podział punktów w Poznaniu
Po przerwie szczęście uśmiechnęło się do Lecha. Pablo Rodriguez uderzył piłkę w polu karnym GKS-u. Doszło do rykoszetu, piłka odbiła się od brzucha Arkadiusza Jędrycha i wpadła do bramki. Później Lechowi brakowało celności przy kolejnych sytuacjach.






Zobacz też: Spektakularny gol nie wystarczył! Sensacja w meczu Wisły w I lidze
Jak już o szczęściu mowa, to ono dopisało później GKS-owi w 60. minucie. Nowak podał piłkę prostopadle w kierunku Szkurina. Napastnik gości wszedł przed Pereirę, który jeszcze próbował wybić piłkę wślizgiem. Portugalczyk trafił piłką w Wojciecha Mońkę, a Szkurin miał na tyle miejsca, by strzelić gola na 2:1.









Lechowi brakowało momentu przyspieszenia, a GKS cały czas bronił się kompaktowo. Moment zwrotny nastąpił w 74. minucie, chwilę po potrójnej zmianie w GKS-ie. Luis Palma zagrał prostopadłą piłkę do Daniela Hakansa. Norweg nie dał się dogonić i uderzył z lewej nogi w polu karnym GKS-u. Kibice siedzący na trybunach stadionu przy Bułgarskiej mogli odetchnąć na kilka minut.
W 78. minucie Lech popełnił kosztowny błąd przy kolejnym ataku rywala. Najpierw Michał Gurgul minął się z piłką przy dośrodkowaniu. Erik Jirka zdołał przyjąć piłkę i oddać strzał, natomiast Wojciech Mońka interweniował ofiarnie, wybijając piłkę z linii bramkowej. Na nieszczęście dla obrońcy Lecha, na dobitkę czyhał już Marković, który znów zapewnił prowadzenie zespołowi z Katowic.
Minęło dosłownie kilkadziesiąt sekund, a Lech znów doprowadził do remisu. Gholizadeh podał piłkę w pole karne GKS-u do Palmy, a gracz Lecha oszukał Alana Czerwińskiego balansem ciała i strzelił gola na 3:3. VAR jeszcze sprawdzał, czy w akcji bramkowej był spalony, ale tak się nie stało.






Lech miał co najmniej dwie szanse, by wygrać to spotkanie. Najpierw Yannick Agnero uderzył piłkę głową, a potem Hakans mógł pokonać bramkarza po strzale z bliskiej odległości. W obu sytuacjach znakomicie zachował się Strączek.



Ostatecznie mecz Lech - GKS zakończył się remisem 3:3. Mistrz Polski pozostaje liderem Ekstraklasy, ale jego przewaga nad drugim Zagłębiem Lubin zwiększyła się "tylko" do dwóch punktów. Wysoka temperatura w walce o mistrzostwo Polski została zatem utrzymana.
Idź do oryginalnego materiału