Szara eminencja, dzięki której Rosja liczy na wielki powrót. Nikt by nie przypuszczał

1 godzina temu
Jelcyn, Putin, wódka, papierosy, mafia. Czy to Szamil Tarpiszczew stoi za zmiękczeniem MKOl wobec Rosjan i Białorusinów? Najbardziej zadziwiający przypadek człowieka wpływu.
Korespondencja z Mediolanu

REKLAMA





Kilka chwil po tym, gdy w Teatro alla Scala Szamil Tarpiszczew dyskretnie przekonywał MKOl, jego szefową Kirsty Coventry, a także szefa FIFA Gianniego Infantino o konieczności dopuszczenia Rosjan do międzynarodowych zawodów, włoskie ambasady, obiekty olimpijskie i hotele w Cortinie d’Ampezzo stały się celem cyberataku, prawdopodobnie rosyjskiego.


Zobacz wideo Małysz o konflikcie z Piesiewiczem: Zachowaliśmy się jak małe dzieci



Ministerstwo spraw wewnętrznych Włoch umniejsza problem, jak może. Częstemu gościowi olimpijskiemu, takiemu jak ja, wydaje się, iż igrzyska we Włoszech są pod atakiem permanentnym, może choćby trwa on od chwili, gdy ogłoszono, iż Mediolan i Cortina będą gospodarzami imprezy.
"Dla MKOl najważniejszy jest sport"
W środę, po przylocie na lotnisko Mediolan-Bergamo trudno było nie zauważyć, iż największe reklamy dotyczyły Królestwa Straciatelli, igrzyska były wymiecione z zasięgu wzroku. Podobnie w stolicy Lombardii: centrum akredytacyjne na stacji Centrale nie istniało, a to rzekomo całodobowe w luksusowym hotelu MKOl-owskim, do którego mnie skierowano, zamknięto o 21, półtorej godziny przed moim przyjazdem. Na ślady igrzysk natrafiłem dopiero w metrze.
Szefowa Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, Kirsty Coventry, podczas otwarcia sesji komitetu wypowiedziała w La Scali znaczące słowa o tym, iż "dla MKOl najważniejszy jest sport".



Na zewnątrz padał deszcz, a w środku sławny baryton Luca Salsi śpiewał arię z "Mocy przeznaczenia" Giuseppe Verdiego, który tworzył w Mediolanie i zmarł 300 metrów od La Scali, w hotelowym apartamencie. Niedaleko od Kirsty Coventry i obok szefa FIFA Gianniego Infantino siedział Szamil Tarpiszczew, człowiek, który zawsze siedzi blisko. Jego zadaniem jest zmieniać przeznaczenie.
Tarpiszczew mógłby być synonimem i uosobieniem szarej eminencji. W Rosji jest wielu takich jak on - Uszakowych, Surkowych, Rołduginów, ludzi, którzy po prostu siedzą blisko, bo wiedzą, gdzie usiąść.
Ale jakim cudem Tarpiszczew, ten dinozaur z przedputinowskiej ery, siedzi w MKOl-u, mieszka w luksusowych apartamentach najlepszych hoteli, gdy zawodnicy z Rosji są wykluczani, sekowani na różnych poziomach od 2016 r., a niemal całkowicie od inwazji na Ukrainę przed czterema laty? Jakim cudem w czasach, gdy MKOl włączył limit wieku i kadencji, 78-letni Tarpiszczew jest nieprzerwanie członkiem komitetu od 1994 r.? Jakim cudem przetrwał w olimpijskim świecie, choć go prześwietlano i oskarżano o seksizm (pamiętne "Williams Brothers")?






wywiad



Czytaj także:


W Polsce już się zaczęło. Obławy na gangi. "Ceny skaczą w górę"



No właśnie. Nikt nie ma takiej zdolności przystosowania się, wpływania, cichego przepychania własnej opinii.



Tarpiszczew za czasów Leonida Breżniewa – kto dziś pamięta generalnego sekretarza KC KPZR, chyba tylko jego memiczne brwi i namiętny całus z Erichem Honeckerem z NRD – był tenisistą, najpierw milicyjnego Dynama, potem wojskowego CSKA. Tenis mu został do dziś, bo jest szefem rosyjskiej federacji tenisa, prawdopodobnie z najdłuższym stażem ze wszystkich szefów. Rządzi nią od 1999 r.
Fenomen człowieka wpływu
Wzięło się to stąd, iż uczył grać w tenisa prezydenta Borysa Jelcyna, poprzednika Putina. Ten go uczynił szefem sportu, a co lepsze - Rosyjskiej Fundacji Sportu. To mu dało nie tylko wpływy, ale - co ważniejsze dla niego - wpływy finansowe z bezcłowego handlu wódką i papierosami, które za zgodą Kremla prowadziła fundacja w czasach dzikiej prywatyzacji i rządów mafii za czasów Jelcyna.
Z tamtych czasów wspomnieć można znajomość z jednym z największych mafiosów Rosji, Otarim Kwantraszwilim, byłym zapaśnikiem, aż do jego nagłej śmierci w kwietniu 1994 r. przed Łaźniami Krasnopreśnieńskimi w Moskwie. Kwantraszwili z kolegami zapaśnikami chcieli zorganizować Partię Sportowców, no ale celne strzały płatnego mordercy (siedzi już za 11 innych zleceń) zakończyła ów śmiały pomysł. Pochowano go na Wagańkowskim Cmentarzu, w sumie blisko łaźni, przy których poniósł śmierć. Przybyli na pogrzeb ciekawscy dziennikarze odnotowali obecność Tarpiszczewa.
Czy to coś zmieniło? Wciąż grał w tenisa z Jelcynem i robił szemrane interesy, a potem był doradcą Putina. Dostał od niego medal. Zawsze wiedział, jak wyjaśnić decyzje prezydenta wywodzącego się z KGB. Był delegatem jego krainy i wybielał, malował w jasnych barwach. Spokojnym, cichym głosem wyjaśniał, racjonalizował, podsuwał rozwiązania idealne dla rodziny. Dzięki temu został wybrany dwa lata temu na kolejne dwie czteroletnie kadencje członka MKOl, sprytnie omijając zasady komitetu – wybrano go dwa lata przed końcem poprzednich kadencji, zarazem tuż przed jego 80. urodzinami, limitem wiekowym dla takich jak on.



Także w La Scali byli dziennikarze, jak wtedy na pogrzebie na Cmentarzu Wagańkowskim.
Zauważono go w foyer opery ze szklaneczką coca-coli z lodem i Bóg wie, czym jeszcze w środku.
O czym pan rozmawiał z Giannim Infantino? – Aaa, o niczym. Tak, bardzo pozytywnie przyjął nasze starania o udział w tegorocznych mistrzostwach świata – odpowiedział Tarpiszczew, choć wiadomo, iż w nich Rosja nie zagra. No, ale starania zostały przyjęte pozytywnie.






Czytaj także:


Igrzyska olimpijskie 2026. Kiedy startują Polacy? Pełny terminarz [HARMONOGRAM]



Czy naciskał pan na Infantino w tej sprawie? – Nie, ja? Nie musiałem. Jesteśmy w stałym kontakcie – odpowiedział stary, szczwany lis.



A potem Kirsty Coventry dołożyła swoje. "Jesteśmy specjalistami od sportu, a nie od polityki. Owszem, wiemy, co to jest polityka, ale chcemy się trzymać daleko od niej".
Tarpiszczew mógł słuchać z anielskim wyrazem na swojej steranej wysiłkami twarzy.
Idź do oryginalnego materiału