Igrzyska olimpijskie były wielkim zawodem dla Ewy Swobody. Polskiej sprinterce zabrakło 0,01s, żeby awansować do finału. Wtedy z trudem powstrzymywała łzy. I zapowiadała, iż w Los Angeles awansuje do finału.
REKLAMA
Zobacz wideo
Swoboda szczerze o problemach z kibicami. "Wszyscy za mną łazili"
Niedawno lekkoatletka zszokowała polskie środowisko sportowe, gdy zapowiedziała, iż zbliża się koniec jej kariery. Z tej deklaracji wycofała się kilka dni temu, po tym, jak została mistrzynią Polski w biegu na 60 metrów. Jednocześnie przyznała, iż za nią bardzo trudny rok. - Wszystko mnie przytłoczyło, sytuacja mnie przerosła. Byłam przebodźcowana, zmęczona, niewyspana. To był naprawdę duży dołek psychiczny - tłumaczyła.
W rozmowie z portalem bieganie.pl dała przykład takiej przytłaczającej sytuacji. Okazuje się, iż po igrzyskach olimpijskich Ewa Swoboda nie mogła w spokoju zrobić zakupów.
- Najgorzej było właśnie po tych igrzyskach. Pamiętam, jak chciałam iść po rolki do Decathlonu, a czułam się taka obserwowana, wszyscy za mną łazili i nie mogłam po prostu robić spokojnie zakupów, a chciałam tylko kupić rolki. Więc już nigdy się nie pojawiłam w tym Decathlonie, bo mi się to nie podobało. Zależy też, kto się trafia. Bo o ile to są kobiety, to czuję się bezpieczna. o ile to mężczyźni, to już niekoniecznie - powiedziała sprinterka (od 1:30).
- Ja nie umiem tego zrozumieć, iż jak ktoś może jarać się mną. Bo ja podchodzę do tego, iż to jestem tylko ja. Nie jestem jakimś wspaniałym sportowcem, najpiękniejszą kobietą na świecie, kimś tam, tylko po prostu jestem sobą. I mnie to czasem dziwi, dlaczego ludzie tak na mnie zwracają uwagę - dodała Swoboda.
Teraz Ewa Swoboda szykuje się do zbliżających się halowych mistrzostw Europy (6-9 marca) oraz mistrzostw świata (21-23 marca).