Shamaev odsłonił kulisy rozstania z Pudzianowskim: Po piętnastu latach, tak, mam do niego pretensje

1 godzina temu
Zdjęcie: Shamaev-odslonil-kulisy-rozstania-z-Pudzianowskim-Po-pietnastu-latach-tak-mam-do-niego-pretensje


Arbi Shamaev opowiedział szerzej o zakończeniu wieloletniej współpracy z Mariuszem Pudzianowskim. Trener przyznał, iż najbardziej zabolał go nie sam fakt zmiany szkoleniowca, ale sposób, w jaki wszystko zostało przeprowadzone podczas przygotowań do walki z Eddie’em Hallem.

Shamaev przez około piętnaście lat był jednym z najważniejszych trenerów „Pudziana”. Ich kooperacja została raz przerwana, gdy były strongman na pewien czas przeniósł się do Piotra Jeleniewskiego, ale później obaj ponownie zaczęli pracować razem.

W rozmowie z Arturem Mazurem w programie „Klatka po klatce” trener wrócił do całej historii i przyznał, iż przez lata nie mieli większych problemów.

– Pracowałem z Mariuszem piętnaście lat. o ile się na coś umówiliśmy, nie mieliśmy problemu jeżeli chodzi o finanse. Przygotowałem go na osiemnaście walk, wygrałem z nim piętnaście. Przegrana walka z Różalem, Bedorfem i Kołeckim. Na ostatniej walce, którą przegrał z Hallem, zawiodłem się. Zawiodłem się bardzo i od tego czasu ani razu nie dzwoniliśmy, ani razu nie rozmawialiśmy i wydaje mi się, iż nigdy nie będziemy rozmawiać. Przykro się skończyło.

Shamaev zdradził, co najbardziej zabolało go w decyzji „Pudziana”

Szkoleniowiec podkreślił, iż nie ma problemu z samym faktem zmiany trenera. Jego zdaniem w takich sytuacjach kluczowa jest jednak szczera rozmowa i jasne zakomunikowanie decyzji.

– Rozstanie mocno otworzyło oczy. Nie krytykuję, każdy podejmuje decyzje. Zmiana trenera to nie jest nic złego. Tylko trzeba mówić o tym wprost. To jest najważniejsze: być szczerym, usiąść, powiedzieć, iż to i to mi nie pasuje, a to chciałbym zmienić. Rozmowa to jest podstawa, a tutaj tego nie było.

Do ostatecznego rozstania doszło podczas przygotowań Pudzianowskiego do starcia z Eddie’em Hallem. W tym czasie Shamaev zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi i trafił do szpitala.

– On te przygotowania zaczął pół roku wcześniej, nie wiedząc, czy będzie Hall, czy nie, jeżeli dobrze pamiętam. Potem jak ogłosili walkę, były jeszcze trzy miesiące. Ja byłem w szpitalu. On przyjechał do szpitala. Wiedział, iż jest duże prawdopodobieństwo, iż z tego szpitala nie wyjdę, i on poszedł do innego trenera.

– Ja leżąc w szpitalu, byłem pod adrenaliną, bo nie mogłem zasnąć, bo miałem tak wysoki cukier. Leżąc na SOR-ze, wysłałem wiadomość do jego menadżerki, iż o wszystkim poinformowałem Anzora, on zna całkowicie plan i przygotowania i iż proszę zadzwonić do Anzora, on pociągnie wszystko, a co będzie się działo, ja na walkę przyjadę.

W podobnym czasie pod skrzydła Shamaeva trafił Artur Szpilka. Trener przytoczył jego zachowanie jako kontrast do tego, co wydarzyło się w relacji z Pudzianowskim.

– Artur napisał do mnie: „Trenerze, jeżeli coś potrzebujesz, jestem gotowy, pomogę. Jak coś, to nie martw się, ja będę dalej w grupie z Anzorem robił treningi”. Dwa, trzy dni przed walką wyszedłem ze szpitala. Obejrzałem ostatnie sparingi Artura, pojechałem z nim na walkę, a Mariusz pojechał do innego trenera przygotowywać się. Po piętnastu latach. Tak, mam do niego pretensje. Nie będę ukrywał.

Na koniec Mazur zapytał jeszcze, czy trener i „Pudzian” rozliczyli się finansowo za ostatni okres współpracy.

– To zostawię dla siebie.

Z wypowiedzi Shamaeva wynika jasno, iż po tylu latach wspólnej pracy liczył przede wszystkim na rozmowę i szczerość. Tego, jak sam przyznał, w końcówce ich współpracy zabrakło.

Idź do oryginalnego materiału