„Sezon. Jak przetrwać w niższych ligach” Jakub Olkiewicz napisał książkę o futbolu amatorskim w Polsce.

1 tydzień temu

Jakub Olkiewicz jest dziennikarzem, który od ponad 20 lat aktywnie uczestniczy w rozgrywkach piłkarskich na poziomie A-klasy i ligi okręgowej. Zebrane w ten sposób doświadczenie jeden z założycieli duetu Tetrycy postanowił przelać na kartki książki „Sezon. Jak przetrwać w niższych ligach”, która ukaże się 12 listopada nakładem Wydawnictwa SQN. Z dużą dozą humoru i dystansu Olkiewicz opisuje w niej, jak naprawdę wygląda futbol amatorski w Polsce i przed jakimi wyzwaniami stają wszyscy, którzy chcą posmakować rywalizacji na niższych szczeblach.

Zamów książkę Jakuba Olkiewicza „Sezon. Jak przetrwać w niższych ligach” na LaBotiga.pl: https://bit.ly/oprawcy-sezon

– dostępna wersja z autografem autora

– rabat na standardowe wydanie książki

– z kodem TRZECI50 trzeci najtańszy produkt Wydawnictwa SQN w koszyku z 50% rabatem

Fragment książki:

Zanim ludzkość zaczęła analizować dokładniej ruchy słońca, zarówno podczas dnia, jak i na przestrzeni dłuższych okresów, zanim w sprawę upływu czasu zaczęli się mieszać egipscy uczeni, greccy, potem rzymscy rachmistrzowie, a wreszcie i papieże, rytm roku wyznaczały rytuały klubów z niższych lig.

Gdy na treningach zjawia się powyżej 20 osób, bociany dumnie spoglądają na Polskę z wysokości swoich gniazd, ufne, iż do rozpoczęcia ich wielkiej wędrówki pozostało dużo czasu, iż lato dopiero nabiera mocy, iż gdyby nie okres urlopowy, ziściłyby się najpiękniejsze sny trenerów – i dałoby się zrobić na treningu gierkę 11 na 11. Lato jednak, podobnie jak wszystko, co nie jest cierpieniem, przemija bardzo szybko. A co po nim następuje? Dziś powiemy krótko: jesień. Ale zanim astrologia, meteorologia oraz językoznawcy doszli do chwiejnego konsensusu, niższoligowcy nieśli brzemię wyznaczania czasu w swoich wątłych barkach. To czas gierek sześciu na sześciu, czasem siedmiu na siedmiu – już minęły ciepłe dni, gdy z 34-osobowej kadry zespołu udawało się ściągnąć na zajęcia ponad połowę zawodników, ale jeszcze nie nastała smuta krótkich dni, kiedy trudno się adekwatnie połapać, czy trening jest, czy też zostaje odwołany z uwagi na obfite opady śniegu, deszczu albo po prostu ciemność.

To pierwsze półrocze, tradycyjnie prostsze w odczycie. Rolnik, który chciał mieć pewność, iż sadzi rośliny zgodnie z przyjętymi normami, szedł na lokalny LKS Beklasowo albo inny LZS Aklasowice. Zakładał okulary, wyciągał notes i skrzętnie zapisywał – tego dnia na treningu było tylu a tylu, co oznacza, iż pszenicę musimy zasiać najpóźniej przed najbliższą kolejką ligową. Analogicznie postępowały oczywiście zodiakary, które widząc coraz bardziej pustoszejące boiska, domyślały się, iż za moment zaczną rodzić się Koziorożce, Wodniki i Strzelce. Z historii znane są przypadki absurdalnych pomyłek – niektórzy dowódcy wojenni państw szeroko rozumianej Europy Zachodniej wpadali na treningi, czy to lokalnego Olympique, czy swojej Borussii. Było dużo ludzi na treningu, więc dochodzili do wniosku, iż do śniegu daleko, po czym ruszali na wschód. Ale zanim domaszerowali do Moskwy, to ludzie przestawali uczęszczać na treningi, spadał śnieg, konie czy tam czołgi utykały na trasie i tyle było z podbojów.

Rytm drugiego półrocza wyznacza frekwencja na treningach – najwyższa latem, najniższa pod koniec, gdy po parkach biegają samotni desperado, czyli najwytrwalsi spośród B-klasowców. Ale pierwsze półrocze? O, wtedy jest ciężej. Ludzi do grania nie ma zimą. Ani wczesną wiosną. Ani w kwietniu. W maju zaczynają się komunie, w czerwcu śluby i wesela, a przecież niektórzy startują z zawieraniem związków małżeńskich już w marcu. Rolnicy i zwierzchnicy sił zbrojnych musieli wymyślić kalendarz, miesiące, godziny i inne tego typu pierdoły, bo z frekwencji w niższych ligach już nic nie dało się poprawnie odczytać. Poza jednym. Poza test-meczem.

Gdyby liczba ludzi na zajęciach była funkcją, widzielibyśmy stopniowy spadek, od tych 20, czasem 24 osób w lipcu, aż do 10 zimą i 0 w końcówce ligi, gdy są święta wielkanocne, długi weekend majowy oraz całe watahy kobiet, które ciągną mężów nad wodę, bo jest ŁADNA POGODA. Następnie, po długim okresie szorowania po dnie, następuje połowa czerwca. Noc Kupały. Noc Świętojańska. Najkrótsza noc, najdłuższy dzień. Połowa roku, początek wakacji. I mecz testowy dla wszystkich chętnych, którzy chcą wzmocnić zespół w nowych rozgrywkach. Chętnych liczymy w dziesiątkach, czasem setkach. Organizm ludzki jest skonstruowany w taki sposób, iż w połowie czerwca próbuje przekonać mózg, iż niemożliwe nie istnieje. Skoro natura jest tak silna, iż potrafi wypędzić ze świata resztki listopada, to i ja, człowiek, jestem silny. Skoro drzewa jakoś dźwignęły się z niebytu, jeżeli niedźwiedzie obudziły się ze snu zimowego, to i ja, człowiek, mogę wszystko, choćby regularnie chodzić na treningi w niższych ligach. Żona? Wybaczy. Rodzina? Zrozumie. Kolana? Przetrwają. Zresztą są wakacje, dzieci zostawi się z babcią, żona sobie posiedzi na działce i jakoś to będzie. Liczba osób, które wyobrażają sobie, iż następne dziesięć miesięcy spędzą w ścisłym reżimie treningowym A-klasowej drużyny, znacznie przewyższa liczbę zawodników wciąż kopiących piłkę w połowie września. Kojarzycie siłownię w pierwszym tygodniu stycznia, gdy postanowienia noworoczne zmuszają ludzi do nierównej walki z bieżnią i rowerkiem? Styczniem niższych lig są czerwcowe test-mecze.

O książce:

Surowe, pełne humoru i uniwersalnych prawd zapiski prosto z A-klasowych boisk i szatni

Każdy piłkarski sezon w dowolnym piłkarskim klubie to gotowy serial. Wszędzie znajdziemy całe zastępy bohaterów: od pierwszoplanowych postaci, bez których nie odbędzie się żaden trening, aż po aktorów ukrytych gdzieś na trzecim planie, mających do odegrania swoją małą rolę gdzieś między 22. a 23. ligową kolejką. Każdy tydzień to nowe anegdoty i opowieści, każdy mecz to osobny finał – jak w kultowych produkcjach pokroju Doktora House’a, gdzie tytułowy bohater w ostatnich scenach wreszcie wprowadza dla pacjenta odpowiednie leczenie.

To dotyczy zarówno klubów ze ścisłego światowego topu, co udowadniają kolejne netflixowe opowieści, jak i tych na samym dole, co kapitalnie uchwycił kanał Kartofliska.

Mam to szczęście, iż od ponad 20 lat obserwuję z poziomu murawy kolejne piłkarskie sezony w futbolu amatorskim. I po ponad dwóch dekadach przymiarek wreszcie postanowiłem opisać od pierwszego do ostatniego gwizdka cały sezon. Sezon jak każdy inny. Ale jak sami zobaczycie: sezon jak żaden inny. Leszek Milewski, mój kolega z kanału Tetrycy, często mówił: „Jesteś jedynym dziennikarzem, który tkwi w tym tak głęboko, jedynym, który widział w klasie A i okręgówce niemal wszystko, musisz to opisać”.

No to opisałem.

Książkę znajdziecie na stronie: https://bit.ly/oprawcy-sezon

Książkę polecają:

„Większą część swojego życia spędziłem, przegrywając” to najlepsze pierwsze zdanie naszej literatury od czasu „Ogary poszły w las”. A kolejne wcale nie są gorsze. „Nie traktuję życia poważnie, nie traktuję tak pracy, zdrowia, różnych ważnych misji, które powierza mi świat, śmiertelnie poważnie natomiast traktuję granie na siódmym poziomie rozgrywkowym” – ajjezusmaria, ludzie, a co, jeżeli uniwersum polskiej piłki istnieje tylko po to, żeby pisał o nim Jakub Olkiewicz?

Michał Okoński, „Tygodnik Powszechny”

Kuba próbuje nas przekonać, iż całe życie przegrywał. A przecież to książka człowieka, który wygrał i ostatecznie spełnił swoje marzenia. Czy da się ciekawie pisać o klasie A? Jak najbardziej. Zwłaszcza jeżeli jesteś piłkarzem, dziennikarzem, a przede wszystkim tak wnikliwym obserwatorem rzeczywistości jak autor. Kuba widzi więcej niż inni. I potrafi o tym pisać jak mało kto.

Tomasz Ćwiąkała

Widziałem na żywo grubo ponad tysiąc meczów w najniższych ligach w Polsce. Co z tego? choćby gdybym zrobił najbardziej spektakularny piruet na przyrodzeniu, to i tak nie opisałbym tego w taki sposób jak Kuba. Olkiewicz nie dość, iż zna prawdziwy futbol od środka, to jeszcze ma dar „sprzedawania” klimatu niższych lig w taki sposób, iż choćby dziewczyny z Tindera (gdyby tylko Sezon przeczytały) chciałyby się umawiać na randki na mecze Teofilka Łódź.

Radosław Rzeźnikiewicz, Kartofliska.pl

Polska piłka jest najciekawsza, ale niższe ligi piłkarskie to już przesadziły. Pozwólcie, by Kuba Olkiewicz wam to wytłumaczył.

Leszek Milewski

Idź do oryginalnego materiału