Lech Poznań ma za sobą przeciętny okres. Na początku sierpnia pokonał na własnym stadionie Górnika Zabrze, natomiast potem było tylko gorzej. Najpierw poznańska drużyna nie dała rady, by przejść Crvenę zvezdę w el. Ligi Mistrzów, a następnie przegrała w dwumeczu w el. Ligi Europy z KRC Genk. Już po pierwszym spotkaniu było po wszystkim, gdyż Lech został rozbity u siebie aż 1:5. I choć w rewanżu niespodziewanie zwyciężył, to odpadł z rozgrywek. Piłkarze Nielsa Frederiksena chcieli zatem udowodnić umiejętności w ligowym starciu z Widzewem Łódź.
REKLAMA
Zobacz wideo Sport Właściciel Widzewa odsłania kulisy klubu. "Będzie burza"
Widzew był blisko, grał dobrze. Ostatecznie Lech sięgnął jednak po trzy punkty
Lech przystąpił do tego meczu w dość eksperymentalnym składzie. Od początku na boisku zobaczyliśmy m.in. Wojciecha Mońkę, Timothy'ego Oumę oraz Bryana Fiabemę. Drugi raz z rzędu kapitanem drużyny był Antoni Kozubal. Widzew po zwolnieniu Żeljko Sopicia został poprowadzony przez Patryka Czubaka, który zdecydował się dokonać kilku zmian. Mecz rozpoczęli m.in. Szymon Czyż, Mariusz Fornalczyk czy wracający do składu po dłuższej przerwie - Bartłomiej Pawłowski, który wystąpił na "dziewiątce".
I już po 10 minutach fani Widzewa oszaleli. Pawłowski udowodnił, iż warto było mu dać szansę. Spore zamieszanie w polu karnym po rzucie rożnym, uderzał Baena, obronił Mrozek, ale zrobił to źle. Piłka leciała wzdłuż bramki i z najbliższej odległości piłkę do siatki wbił kapitan łódzkiego zespołu. Po konsultacji z wozem VAR gol nie został jednak uznany, a arbiter odgwizdał spalonego.
Tuż po tym dwie dobre okazje wykreował sobie Bryan Fiabema. W decydującym momencie podjął jednak decyzję zbyt wolno i dwukrotnie został zablokowany. Niedługo potem błysnął Filip Jagiełło, który doskonale przerzucił piłkę na drugą stronę. Tam znajdował się Joel Pereira, który dośrodkował wprost na głowę Luisa Palmy - a ten pokonał Macieja Kikolskiego. Po tym trafieniu tempo wyraźnie spadło. Do przerwy wynik nie uległ zmianie.
Sceny na stadionie Lecha. Bryan Fiabema czekał na to 417 dni
Od początku drugiej odsłony goście ruszyli do ataku. Najpierw po doskonałym zagraniu Szymona Czyża przed szansą stanął Baena. Ale nieczysto trafił w piłkę i skiksował. Po chwili na pole karne dośrodkował Fornalczyk, zamieszanie, Moutinho popycha jednego z rywali - i mieliśmy rzut karny. Do piłki podszedł Bartłomiej Pawłowski, który wreszcie wpisał się na listę strzelców.
gwałtownie próbował odpowiedzieć Palma, natomiast fenomenalną obroną popisał się Kikolski. Po chwili przed szansą stanął Alvarez, który potężnie kropnął zza pola karnego. Ale trafił w aluminium. Lech próbował, atakował, ale znakomicie między słupkami spisywał się Maciej Kikolski. Ten w 65. minucie nie był już w stanie uratować zespołu.
Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego powstało zamieszanie w polu karnym, w którym najlepiej odnalazł się... Bryan Fiabema. Czekał na to 40 meczów, dokładnie 417 dni - aż w końcu się doczekał. Mógł do tego dołożyć jeszcze asystę, kiedy w 73. minucie wykorzystał błąd obrońcy Widzewa. Stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał jednak Lisman. - Jestem bardzo szczęśliwy - mówił w pomeczowym wywiadzie Norweg. Do końca nie działo się zbyt dużo i finalnie Lech wygrał 2:1.
Lech Poznań - Widzew Łódź 2:1 (1:0)
Gole: Luis Palma (21'), Bryan Fiabema (65') - Bartłomiej Pawłowski (50' k.)
Dzięki temu zwycięstwu Lech Poznań awansował na szóste miejsce w tabeli ekstraklasy. Po pięciu rozegranych meczach ma na koncie 10 pkt i traci sześć do liderującej Wisły Płock. Piłkarze Nielsa Frederiksena mają jednak dwa spotkania zaległe.