Metalkas 2. Ekstraliga od dawna znana jest z tego, iż nie ma w niej rzeczy niemożliwych. Liczba niespodzianek w okresie 2026 jednak przeszła najśmielsze oczekiwania wszystkich sympatyków czarnego sportu i wszyscy z wypiekami na twarzy śledziliśmy zmagania na zapleczu elity.
Przed sezonem układ sił zdawał się być dość klarowny – na zdecydowanym czele w notowaniach ekspertów oraz bukmacherów była Abramczyk Polonia Bydgoszcz, za ich plecami miała toczyć się walka pomiędzy Moonfin Magnus Ostrów Wielkopolski, a Cellfast Wilkami Krosno. Kolejnymi dwiema lokatami miały podzielić się ekipy Hunters PSŻ Poznań oraz Dakar Development Stal Rzeszów, a o ligowy byt miały rywalizować zespoły z Rybnika, Łodzi oraz Piły. Te przewidywanie oczywiście nie zakładały ewentualnych roszad w składzie, a na rynku transferowym nie brakowało interesujących nazwisk gotowych z miejsca wzmocnić którąś z ekip. I to właśnie w dalszej części sezonu ta kwestia okaże się absolutnie kluczowa.
Niespodzianki od samego początku
Już od samego początku jednak przewidywania ekspertów poszły w piach. Ze swojej „powinności” wywiązywała się jedynie faworyzowana Abramczyk Polonia Bydgoszcz, która od samego początku wygrywała mecz za meczem, w zdecydowanej większości wywalczając powyżej 50 punktów. I uprzedzając nieco fakty, ten stan rzecz nie zmienił się już do końca sezonu – mecze „Gryfów” w wielu przypadkach nie miały żadnej historii, a Polonia wywalczyła awans do PGE Ekstraligi.
Za jej plecami w pierwszych kolejkach dość niespodziewanie natomiast plasował się zespół H. Skrzydlewska Orła Łódź – Łodzianie po czterech meczach nie mieli na koncie ani jednej porażki. Dzielnie spisywał się również pilski beniaminek, który w trzeciej kolejce rozgromił na własnym obiekcie ostrowskiego faworyta w stosunku 57-32.
I to właśnie ekipa z Ostrowa Wielkopolskiego, a także Cellfast Wilki Krosno były ogromnym zawodem. Obie drużyny miały zagrozić Abramczyk Polonii Bydgoszcz w marszu po awans do PGE Ekstraligi, tymczasem zarówno jedni jak i drudzy przegrywali mecz za meczem i gwałtownie okazało się, iż będą musiały do końca drżeć o awans do fazy play-off.
Kadrowe przetasowania oraz problemy w Rzeszowie oraz Pile
W kolejnych tygodniach, kiedy już wyklarował się ligowy układ sił, zaczęło dochodzić do pierwszych ruchów kadrowych. Do Texom Stali Rzeszów dołączyli Francis Gusts oraz Josh Pickering, w Rybniku zameldował się Nicolai Klindt, a do Ostrowa Wielkopolskiego przeniósł się Jonas Seifert-Salk, który miał być remedium na hamujących zespół byłych mistrzów świata. Zmiany dotyczyły też sztabów trenerskich – z posadą pożegnali się Tomasz Bajerski (Moonfin Magnus Ostrów Wielkopolski), Piotr Świderski (Cellfast Wilki Krosno), a także Norbert Kościuch (Polonia Piła).
To właśnie wydarzenia wokół pilskiego klubu zasługują na osobny akapit. Choć Norbert Kościuch i Polonia Piła zaliczyli udane wejście do ligi, to z czasem pojawiły się problemy – ciężki tor przygotowywany przez Kościucha nie był akceptowany przez władze, a do tego pojawiły się tarcia w samej drużynie. Błyskawicznie zaczęło to oddziaływać na wyniki zespołu – Pilanie przegrywali mecz za meczem, osuwając się na samo dno tabeli. niedługo jednak Kościuch pożegnał się z klubem, a jego miejsce zajął Paweł Piskorz, który przyprowadził ze sobą Andreasa Lyagera oraz Michała Curzytka. Transfer tego pierwszego ma związek z problemami organizacyjnymi w Rzeszowie – Duńczyk trafił do Piły jako wolny zawodnik, wcześniej rozwiązując kontrakt właśnie z „Żurawiami” z powodu zaległości finansowych. Na podobny krok zdecydował się Anders Rowe.
Dramat po ostrowsku i krośnieńsku…
Wydawało się, iż ekipy z Ostrowa Wielkopolskiego i Krosna zaliczyły wyłącznie fatalny początek sezonu, a później drużyny naszpikowane takimi gwiazdami wrócą na adekwatne tory i zameldują się ostatecznie w czołowej czwórce. Nic takiego jednak nie miało miejsca – ostrowscy mistrzowie świata nie tylko nie odnaleźli formy, a w dodatku Tai Woffinden w trakcie sezonu podjął decyzję o zakończeniu kariery sportowej. Pozostali zawodnicy również spisywali się poniżej oczekiwań, a większych pretensji nie można było mieć wyłącznie do Frederika Jakobsena.
Krośnieńska „Wataha” natomiast spisywała się fatalnie całościowo jako drużyna, mając szczególnie chroniczny problem z domową nawierzchnią, przegrywając przy Legionów pięć (!) meczów z rzędu. Podobnie jak w Ostrowie Wielkopolskim, tak i w Krośnie niewypałem okazał się transfer byłego mistrza świata. Jason Doyle w wielu meczach spisywał się po prostu przeciętnie, by nie powiedzieć słabo. kilka lepiej to wyglądało w przypadku pozostałych zawodników zespołu, co złożyło się na takie, a nie inne wyniki.
Dość gwałtownie więc stało się jasne, iż obie ekipy będą razem rywalizować w fazie finałowej, jednak stawką będzie uratowanie ligowego bytu.
Faza play-off to lawa
W walce o play-off liczyły się cztery drużyny – pierwsze miejsce było zarezerwowane dla Abramczyk Polonii Bydgoszcz, a z walki wypisały się wspomniane ekipy z Krosna i Ostrowa Wielkopolskiego oraz Polonii Piła, która za kadencji Norberta Kościucha straciła zbyt wiele punktów.
Każda z czterech zaangażowanych ekip miała sporo perypetii oraz wpadek, które nie pozwalały im na komfortowe zabezpiecznie miejsca w czołowej czwórce. Najwięcej takowych działo się w Rzeszowie – oprócz wspomnianych problemów finansowych, w lipcu zawieszony do końca sezonu za akt przemocy w Danii został Rasmus Jensen, co sprawiło, iż „Żurawie” straciły kilka cennych punktów – jak się okazało, kluczem był domowy remis z Polonią Piła. Mecz za meczem też przegrywał Orzeł Łódź, dwie nieznaczne porażki poniósł INNPRO ROW Rybnik, a z outsiderem z Krosna na własnym torze przegrał PSŻ Poznań. Ostatecznie miejsca w czołowej czwórce zabrakło dla ekipy z Podkarpacia.
Bez niespodzianki w play-off, dramaturgia w play-down
Jeśli chodzi o rywalizację w fazie play-off, zakończyła się ona bez większej historii – Abramczyk Polonia Bydgoszcz pewnie uporała się z H. Skrzydlewską Orłem Łódź oraz Hunters PSŻ-em Poznań, meldując się w PGE Ekstralidze nie przegrywając ani jednego meczu.
Znacznie większych emocji dostarczyły igrzyska śmierci o ligowy byt. W pierwszej rundzie zmierzyły się ze sobą wspomniane ekipy z Krosna i Ostrowa. W pojedynku, którego nagrodą było jak najszybsze zakończenie kompletnie nieudanego sezonu górą okazała się „Wataha”, która dość spokojnie wygrała oba mecze. Więcej emocji dostarczyła rywalizacja rzeszowsko-pilska – głównie pod kątem aspektów pozasportowych. Mecz miał spory podtekst emocjonalny, związany z osobami Piskorza i Lyagera, którzy w napiętych stosunkach pożegnali się z klubem z Rzeszowa. Ostatecznie nieznacznie górą okazały się osłabione „Żurawie”.
W decydującym dwumeczu o utrzymanie zmierzyły się zatem dwie ekipy z województwa wielkopolskiego. Wydawało się, iż Moonfin Magnus Ostrów Wielkopolski zakończył sprawę już w pierwszym meczu, wygrywając na własnym torze 58-32. Jak to jednak w tym sezonie często bywało, rewanż nieoczekiwanie do samego końca trzymał w sporym napięciu. Po niezwykle emocjonującej końcówce, Pilanie wygrali „tylko” 55-35, co okazało się niewystarczające do zachowania miejsca w Metalkas 2. Ekstralidze.
Ostatecznie więc największym paradoksem tego niezwykle interesującego sezonu okazały się przewidywalne wyniki – na dwóch krańcach tabeli zgodnie z oczekiwaniami znalazły się dwie Polonie. Drogi do tych rezultatów jednak przed sezonem nie wymyśliłby nikt, a Metalkas 2. Ekstraliga po raz kolejny pokazała, iż jest najciekawszą ligą do śledzenia.





![2. trening przed GP Sao Paulo F1 [Relacja live]](https://powrotroberta.pl/wp-content/uploads/2026/11/2303838210-scaled-e1793991768538.jpg)






