To była najdłuższa podróż Władimira Semirunnija, zakończona szampanem i srebrnym medalem olimpijskim: z Jekateryburga do Tomaszowa i Mediolanu. Zaryzykował, a jak mawiają w jego rodzinnym kraju: kto nie ryzykuje, nie pija szampana.
REKLAMA
Było to też najdłuższe siedem ostatnich, śmiertelnie wyczerpujących rund do mety wyścigu na 10 000 m. I najdłuższa godzina oczekiwania, czy wystarczyło sił. Złoto zdobył Czech Metodej Jilek, przez Semirunnijem (5,65 s straty) i 39-letnim Holendrem Jorritem Bergsmą (7,05 s straty). To drugi medal dla Polski na tych igrzyskach. po srebrze Kacpra Tomasiaka w skokach narciarskich.
Radosław Leniarski: Rzeczywiście była to najdłuższa godzina w twoim życiu?
Władimir Semirunnij: - Myślę, iż tak. Najdłuższa godzina i najdłuższe ostatnie siedem rund. Naprawdę już myślałem: kiedy koniec. Najważniejsze to nie patrzeć na tablicę i nie sprawdzać, ile rund zostało. Dużo emocji. Czuję się teraz bardzo dobrze, lepiej niż zaraz po swoim biegu. Wcześniej po prostu siedziałem, patrzyłem na ekran i obgryzałem palce. choćby już połykałem rękę. Naprawdę bardzo się stresowałem. Strasznie było to oglądać.
Ale kiedy zobaczyłem, iż Norweg Sander Eitrem [mistrz olimpijski z Mediolanu na 5000 m, jechał w ostatniej parze – rl] zrobił wolniejsze kółko, pomyślałem, iż już będzie wszystko dobrze, iż zdobędę brąz. Później zobaczyłem, iż Timothy Loubineaud [jechał w parze z Eitremem] też ciężko jedzie. I już wiedziałem, iż będę miał srebro.
Nic więcej od siebie nie mogłem dać. Metodej [Jilek, wygrał w piątek] był dziś po prostu najmocniejszy. Trzeba było jechać od początku mocno, tak zrobiłem, ale nie wystarczyło sił na ostatnich siedem rund. Wielkie gratulacje dla Jorrita Bergsmy [trzeci na 10 tys. m] - 39 lat i medal olimpijski dzięki doświadczeniu. Dobrze, iż gwałtownie pojechałem początek, a jemu nie wystarczyło sił na koniec.
Jestem teraz pełen emocji, ale dziś chyba będzie pierwsza noc, kiedy spokojnie zasnę.
Gdy Eitrem i Loubineaud skończyli, wbiegła do ciebie cała biało-czarowna ekipa...
- Natalia Czerwonka oblała mnie szampanem. Cała ekipa do mnie przybiegła. Mam najlepszą ekipę. Na przykład mam w głowie coś takiego, żeby nigdy nie brać strojów na dekorację. Dlatego Agata [Jabłońska, menedżerka ekipy łyżwiarskiej] już cztery dni przed startem zabrała je z mojego pokoju, i dziękuję jej bardzo za to. Fajnie, iż moja ekipa uważnie patrzy na sprawy, które mają wpływ na to, co dzieje się w mojej głowie. Jest tu moja dziewczyna, czekała na mnie od wczoraj. Na pięć dni tutaj przyjechała.
Dziękuję każdemu. Chcę dzisiaj każdego przytulić. Każdego, kto przyjechał mnie oglądać. Dziękuję mojemu trenerowi. Wiem, iż nie tylko ja czekałem na medal. Widziałem, iż on też bardzo się stresuje. Zrobiliśmy to razem.
A medal jest bardzo ciężki. Muszę dwóch rąk używać. Z trenerem ćwiczyłem latem siłownię, ale teraz nie, żeby wchodzić w strój. Naprawdę ciężko w jednej ręce go utrzymać.
Komu go dedykujesz?
- Sobie.
Który moment twojego wyścigu najbardziej ci się podobał?
- Tak szczerze, to w ogóle nie jestem z niego zadowolony. Na treningach jeździłem szybciej, ale nie było stresu wtedy. Już trochę po połowie dystansu zacząłem "lecieć" w wyższej pozycji, mniej aerodynamicznej. Ale jestem chłop, który lubi pracę, i serio pracowałem do końca. Lód był ciężki, jest tutaj bardzo gorąco, ale miałem wszystko, żeby było dobrze - choćby wiatrak dla ochłody.
Po 15 kółkach naprawdę miałem kryzys. Słyszałem głos każdego mojego przyjaciela, który mi mówił, iż dam radę. W głowie słyszałem: "dasz radę, dasz radę, dasz radę". Walczę za siebie i za innych, za Polskę też.
Po tym wszystkim czujesz dzisiaj ulgę, czy jednak pewien niedosyt?
- Zawsze mam niedosyt, jak nie jestem pierwszy. Zawsze chcę mieć złoto. Ale teraz znowu poczułem spokój, bo mogę trenować dalej. Za cztery lata będę znowu walczył o złoto.
Może jeszcze w wyścigu na 1500 m o nie powalczysz, poniesiony srebrem. Choć wiadomo, iż to nie jest twój dystans...
- Hmm, dlaczego nie? Jestem wicemistrzem Europy na tym dystansie. Zobaczymy, z kim będę w parze. Spróbuję zrobić dobry czas. Tak, medal motywuje. Nie usiądę na kanapie. Jutro zacznę od lekkiego treningu na trenażerze, a pojutrze już znowu na lód.
To prawda, iż miałeś przygotowany już hymn do zaśpiewania?
- Tak. Trenowałem na mistrzostwa Europy w Tomaszowie. A na ślubowaniu zaśpiewałem pierwszą zwrotkę i refren, drugiej zwrotki nie znałem. A na ślubowaniu była druga. Wszyscy śpiewają, więc pomyślałem: "O kurde, muszę jeszcze pouczyć się trochę".
Dlaczego wybrałeś Polskę?
- Tylko Polska chciała mnie przyjąć i naprawdę potrzebowałem Polski, bo chciałem zdobyć medal. Polska też chciała medalu, więc chciała takiego zawodnika, jak ja. Dziękuję bardzo Konradowi Niedźwiedzkiemu [były łyżwiarz, medalista olimpijski, dyrektor sportowy PZŁS, szef misji olimpijskiej – rl], który mi zaufał.
Mogę podziękować Polsce, tylko zdobywając medal. Zrobiłem to i dziękuję bardzo panu prezydentowi [Karolowi Nawrockiemu -rl] oraz Konradowi Niedźwiedzkiemu, iż pomogli mi osiągnąć mój cel, moje marzenie. Zaufali mi. To dużo dla mnie znaczy. Myślę, iż też dużo znaczy dla Polski, iż nie rzucam słów na wiatr. Powiedziałam, iż zdobędę medal i to zrobiłem.
Myślę, iż to była dobra współpraca. Każdy dał z siebie, co miał najlepszego. W tym sezonie nie mogę na nic narzekać. Jestem młodym zawodnikiem, choć z długim stażem, i to był mój pierwszy sezon, gdy myślałem tylko o treningach i igrzyskach. O niczym innym.
Sprawy geopolityczne, polityka, ma dla ciebie znaczenie?
- Koncentruję się na jeździe na łyżwach. To, co się dzieje na świecie, jest bardzo smutne, ale nie mam na to żadnego wpływu. Mogę tylko pokazać, iż jak w coś wierzysz, masz swoje marzenia, trzeba to robić.
Mieszkasz w Tomaszowie. Idealne miejsce? Nie przeniesiesz się do Zakopanego, kiedy powstanie tam tor?
- Tomaszów to dobre miejsce do trenowania, ale chciałbym w przyszłości gdzieś się przeprowadzić. Nie, nie do Warszawy, bo lubię "kręcić na rowerze", a z Warszawy trudno wyjechać. Bardzo mi się podoba Milanówek. Mój przyjaciel tam mieszka. Nie byłem jeszcze w Zakopanem, muszę tm pojechać po sezonie. Bardzo mi się podoba w Szklarskiej Porębie. Piękne widoki, piękne góry na rower. Bo myślę głównie o trenowaniu, a tam byłyby bardzo dobre warunki.
Gdy myślisz o tym, gdzie jest teraz twój dom, który kraj przychodzi ci do głowy?
- Polska, zawsze.
Jak długo nie widziałeś się ze swoimi rodzicami?
- Z mamą już pół roku. Może po medalu nie będzie problemów, żeby wyrobić rodzicom wizę.
Czy twoja rodzina mogła tu przyjechać?
- Nie, nie zdążyli wyrobić wizy, bo gdy zakwalifikowałem się na 10 kilometrów, już nie było wystarczająco dużo czasu.
Miałeś okazję z nimi porozmawiać po zdobyciu medalu?
- Od razu zadzwoniłem. Mama nie odbierała, nie wiem dlaczego, pewnie akurat do niej wszyscy dzwonili. Dobrze, iż tata odebrał. Powiedział, iż jestem najlepszym synem, a ja, iż on jest najlepszym ojcem. Wierzyli we mnie.

5 godzin temu














