Sędzia zabrał głos: Są argumenty za karnym dla Wisły i przeciwko

19 godzin temu

Mecz Legia Warszawa – Wisła Kraków (2:0) budzi bardzo duże emocje, a najwięcej mówi się o sędziowaniu. Wydaje się, iż goście zostali skrzywdzeni, bo w pierwszej połowie nie przyznano im rzutu karnego, a do tego uznano gola na 1:0 dla Legii, mimo iż decyzja powinna być inna, choćby z dwóch powodów. Sędzia spotkania, Damian Sylwestrzak, postanowił wytłumaczył swój punkt widzenia i decyzje, które podjął przy Łazienkowskiej.

Damian Sylwestrzak, sędzia meczu Legia – Wisła, był gościem programu na kanale „Meczyki”. Najpierw odniósł się do okoliczności w jakich Legia zdobyła bramkę na 1:0. Przypomnijmy: wrzut z autu należał się Wiśle, a nie gospodarzom. Chwilę później Rafał Augustyniak wrzucał piłkę i w tym momencie jedna z jego stóp była nad ziemią. Tak przynajmniej wydaje się na podstawie powtórek.

– Jeżeli chodzi o wrzut z autu, to był błąd percepcyjny. Asystent, który był blisko, jest bardzo dobrym asystentem i podjął masę dobrych decyzji w ostatnich sezonach, tym razem się pomylił. Pomylił się w sytuacji dotyczącej wrzutu, nie karnego czy czerwonej kartki. A o ile chodzi o samo wykonanie wrzutu z autu, musimy mieć dowód i pewność, iż zawodnik wykonujący wrzut nie ma kontaktu z podłożem. Tutaj tak naprawdę mamy kamerę oddaloną o 80-90 metrów i zrobiony zoom. Pamiętajmy, iż najmniejsza styczność nogi z murawą powoduje, iż to jest wciąż zgodne z przepisami gry. Z perspektywy boiska to są bardzo trudne sytuacje do oceny – tłumaczył Sylwestrzak.

– Jest to też sytuacja, która nie podlega analizie VAR. VAR sprawdza bramki, ale ani to, której drużynie został przyznany wrzut, ani sam sposób jego wykonania, zgodnie z protokołem VAR nie podlega weryfikacji, więc ta decyzja nie mogła być zmieniona. Tu jest po prostu nasz błąd, dotyczący kierunku wrzutu, a co do sposobu moim zdaniem nie ma jednoznacznego dowodu, jak ta piłka została wprowadzona do gry. Prośba, żeby zachować skalę, bo to nie jest błąd o braku czerwonej kartki czy faulu na bramkarzu, gdy piłka wpada do bramki. Tutaj mamy jeszcze sześciu, siedmiu zawodników w polu karnym i jest szansa, iż zespół broniący nie doprowadzi do straty bramki – dodał.

Damian Sylwestrzak tłumaczy, dlaczego nie podyktował karnego dla Wisły Kraków: Były argumenty za, ale też przeciwko

Później w studiu zajęto się sprawą rzutu karnego, którego w pierwszej połowie nie podyktowano dla Wisły.

– Stałem bardzo blisko tej sytuacji. Przed momentem kontaktu zawodnik Legii lewą nogą blokuje piłkę, dotyka jej, a prawą nogę ciągnie po ziemi w sposób naturalny. Widziałem, iż doszło do kontaktu, ale w mojej ocenie był to kontakt niewystarczający do podyktowania rzutu karnego. Nie jesteśmy w stanie zmierzyć tej intensywności i to są rzeczy, które czasami czujemy bardziej albo mniej na boisku, niż z perspektywy ciepłego fotela. Są na pewno argumenty za rzutem karnym i przeciwko. Argumenty za karnym: dochodzi do kontaktu, a przeciwko – to, co mówiłem, iż obrońca Legii wcześniej lewą nogą dotyka piłkę. Pytanie jest o intensywność kontaktu. Gdy decydujemy się ewentualnie na karnego, bierzemy pod uwagę, kto doprowadza do kontaktu, czy występuje kontakt, jaka jest intensywność i czy ma to wpływ na dalszy ruch przeciwnika – wyjaśniał Sylwestrzak.

I dodał: – Ta noga nie jest wbita, nie jest zabrana, przeciwnik nie jest jednoznacznie przewrócony. Z perspektywy VAR są dwa scenariusze. Pierwszy – kiedy sędzia kompletnie nie wie, co się stało. To tzw. przeoczone zdarzenie. Sędzia wtedy mówi to VAR-owi i ten musi to wziąć pod uwagę przy ocenie sytuacji. Tutaj widziałem to i opisałem to w ten sposób sędziemu VAR, jak już mówiłem. Wtedy arbiter VAR bierze pod uwagę to, co usłyszał, i zaprasza sędziego do ekranu tylko, gdy widzi, iż doszło do jednoznacznego faulu i chce, żeby arbiter główny to koniecznie obejrzał i przeanalizował.

Sylwestrzak sugeruje więc, iż choćby teraz sytuacja z rzutem karnym dla Wisły nie jest dla niego jednoznaczna.

Fot. Newspix.pl

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Haditaghi grozi Legii. „Nie wejdą na nasz stadion przez trzy lata”
Michniewicz zbawiłby Raków? „To specjalista od osiągania celu”
Kowal: Sędziowie drukują nam ligę. Za „Fryzjera” było podobnie
Idź do oryginalnego materiału