Mieszkańcy okolic lotniska w Bednarach w Wielkopolsce od kilku lat walczą z hałasem samolotów latających ze skoczkami spadochronowymi. Twierdzą, iż maszyny krążą nad ich domami choćby przez osiem godzin dziennie, a skoczkowie latają tuż nad ich domami. Interesy obu grup wydają się nie do pogodzenia. Materiał "Interwencji".
Samoloty i skoczkowie nad domami. Konflikt wokół lotniska

Ludmiła Piosik jest emerytką. W 2016 roku kupiła z mężem działkę w miejscowości Karczewko w Wielkopolsce. - Sprzedaliśmy cały swój majątek i przeprowadziliśmy się z Poznania tutaj do lasu. Stwierdziliśmy, iż warto tutaj zainwestować, kupić działkę, wybudować swój dom i doczekać starości w ciszy, spokoju. Tak było do 2021 roku - opowiada pani Ludmiła.
Pięć kilometrów dalej w Bednarach, w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska, mieszka Magdalena Przesławska. - Samoloty wylatują zza tych drzew, jest takie wrażenie, jakby miały czasami po prostu zawadzić o nasz komin. Przy tym jest taki ryk silnika, iż po prostu człowiek nie wie, co się dzieje. Wybiega z domu sprawdzić, co się wyprawia - mówi.
Samoloty latają nad ich domami. Mieszkańcy narzekają na hałas
Panie Magdalena i Ludmiła od kilku lat protestują przeciwko działalności firmy, która organizuje w ich okolicy skoki spadochronowe. - To jest tak, jakby ktoś kosił tu trawę przez całe osiem godzin. Jak mamy zamknięte okna, mimo iż mamy najnowocześniejsze potrójne szyby, to samolot słychać. Z koleżanką zaczęłyśmy jeździć i zbierać podpisy od ludzi, którym też ten hałas przeszkadza. I się okazało, iż jest nas bardzo dużo - tłumaczy pani Ludmiła.
- Spadła o godzinie 21.00 na moją posesję spadochroniarka. Od rana do wieczora ja mam tutaj poligon desantowy. Po prostu skoczkowie nadlatują z każdego miejsca. Przelatują również nad moim domem na niskich wysokościach. Towarzyszą temu dzikie wrzaski. To się dzieje od czterech lat, jak tu przyszedł Sky Camp - dodaje pani Magdalena.
ZOBACZ: Sołtys pomagała choremu sąsiadowi. Sprawą zajęła się prokuratura
Okoliczni mieszkańcy organizują protesty. - Na normalnym lotnisku ten hałas jest tylko przy starcie oraz lądowaniu. Natomiast tutaj firma Sky Camp głównie prowadzi działalność polegającą na skokach spadochronowych. W związku z tym kilkunastu spadochroniarzy wchodzi do samolotów, ten startuje i wprowadza ich na bardzo dużą wysokość. W związku z tym robi kółka i na tych kółkach lata i wzbija się do góry – relacjonuje Renata Ogórkiewicz.
- Te kręgi, ta czerwona linia, to są dane z Flightradar. W tym dniu mamy 19 lotów. Każdy lot to są 3 - 4 kręgi. Czyli mamy ponad 70 kręgów w ciągu dnia, w ciągu 12 godzin i 41 minut. Prawie 8 godzin hałasu w ciągu tego dnia z decybelami 70-80 w pikach – wylicza Wojciech Gośliński, prezes Fundacji Twoja Zielonka.
- Każdą sobotę, niedzielę lub też często w czwartek, piątek wstajemy i włączony jest od razu tak zwany świder, czyli samolot startuje, lata i ten hałas praktycznie utrzymuje się przez cały dzień – opowiada Jacek Kowalczak.
- Zamknęliśmy drzwi, okna od tarasu i w domu słuchaliśmy muzyki. To nie idzie po prostu wytrzymać. To się odbija później na śnie – podkreśla Janusz Leyko.
- W związku z tym mamy problemy natury psychicznej, natury fizycznej. Nie chcemy, żeby taka działalność odbywała się naszym kosztem, kosztem naszego zdrowia - dodaje Renata Ogórkiewicz.
Mieszkańcy protestują. Urzędnicy są bezradni
Urzędnicy znają problem, ale wydają się bezradni. - Starosta poznański nałożył na zarządzającego lotniskiem obowiązek sporządzenia przeglądu ekologicznego z kompleksowymi badaniami hałasu. Z danych, które w tych badaniach zostały wykazane, ten równoważny poziom dźwięku nie był przekroczony. Dopuszczalny poziom to 60 dB - mówi Paweł Jazy ze Starostwa Powiatowego w Poznaniu.
- Mamy akurat możliwość zilustrowania tego, co jest nie tak z tymi badaniami. Są udokumentowane trasy samolotu w zwykły dzień i trasy samolotu w jeden z dwóch dni, kiedy były wykonywane pomiary zlecone przez firmę Sky Camp dla starostwa. Z tego wynika, iż firma musiała wiedzieć, gdzie są punkty pomiarowe. Jak to się mówi: przypadek? Nie sądzę – odpowiada Michał Remiszewski.
ZOBACZ: Bez pieniędzy za zniszczony dom. Zabrakło... kilku metrów na mapie
Dziennikarze "Interwencji" pojechali na lotnisko, żeby porozmawiać z organizatorem skoków spadochronowych.
- Pilot samolotu nie ma wpływu na kierunek startu. o ile w danym dniu zostaną postawione mikrofony na przykład po stronie wschodniej, a my startujemy na zachód, to po prostu nic z tym nie zrobimy. Jak wieje wiatr z zachodu, to musimy startować na zachód. Jest absolutną bzdurą mówienie, iż pilot miałby omijać mikrofony – zapewnia Sebastian Dratwa, prezes Stowarzyszenia Spadochronowy Klub Sportowy Sky Camp. Dodaje, iż "właściwie tylko w weekendy ludzie chcą do nas przyjeżdżać", więc firma nie może działać w inny sposób.
- Złożyłam pozew do sądu, bo się nie da żyć. Chcę, żeby oni albo w ogóle nie latali, albo nie latali w weekend, żebym mogła odpocząć – tłumaczy Ludmiła Piosik.
- Dostaliśmy wszelkie pozwolenia, zapłaciliśmy pieniądze, żeby zamanifestować to, do czego mamy prawo manifestować. Banery nie stały choćby 24 godzin. Zostały zniszczone, uszkodzone, zdeptane – opowiada Wojciech Gośliński prezes Fundacji Twoja Zielonka.
Konflikt się zaognia. "To my dostajemy pogróżki"
Sytuacja wokół lotniska w Bednarach coraz bardziej się zaognia. - Ktoś wyjechał z bazy Sky Campu, wjeżdżając w naszą legalnie zgłoszoną demonstrację, wjechał w ludzi, uderzając jednego z demonstrantów – wspomina Wojciech Gośliński, prezes Fundacji Twoja Zielonka.
- Sky Camp nie ma z tym nic wspólnego. Faktycznie współpracujemy z tą osobą, to było tak, iż została ona zatrzymana przez grupę protestujących osób, która wyszła mu pod samochód, zatrzymała go, wkładając swoje tablice pod maskę. A kiedy otworzył okno, jedna pani wsadziła rękę z telefonem do samochodu i zaczęła go nagrywać z bliskiej odległości - przekonuje Sebastian Dratwa, prezes stowarzyszenia Spadochronowy Klub Sportowy Sky Camp.
ZOBACZ: ROD w centrum Krakowa. Spółka zażądała fortuny od działkowiczów
Pytany dlaczego ta osoba miała kominiarkę stwierdził, iż "chciała pojechać do domu, ale nie chciała być rozpoznana". - Apelujemy do naszej społeczności, żeby nie dać się sprowokować. I taka jest prawda, iż to my dostajemy pogróżki - dodał.
Sebastian Dratwa odniósł się również do zarzutów o zniszczone billboardy, które nazwał "totalną bzdurą". - o ile kiedykolwiek usłyszymy, iż ktoś powie, iż Sky Camp zniszczył billboardy, to powiem, iż jest to kłamstwo i po prostu nie pozostawimy tego. Sky Camp nie ma absolutnie żadnego związku z jakimikolwiek aktami wandalizmu. Nie jest tajemnicą, iż w promieniu tego lotniska ma się pojawić farma wiatraków. A żeby ta farma wiatraków mogła powstać, trzeba zamknąć lotnisko. Moim zdaniem celem tych osób jest zamknięcie naszej działalności, a docelowo lotniska. W tym wszystkim chodzi o pieniądze - ocenił prezes.
- My nie możemy tej walki odpuścić. Dlatego, iż to jest walka o nasze zdrowie, o nasze życie, o nasze bezpieczeństwo i nasze prawo do odpoczynku - podsumowuje Renata Ogórkiewicz.
Materiał wideo "Interwencji" można obejrzeć TUTAJ.


2 godzin temu








