Sabastian Sawe. Kim jest człowiek, który przesunął granice maratonu?

2 godzin temu

Sabastian Sawe należy do grupy zawodników, którzy nie budowali kariery według klasycznego schematu długiej dominacji na stadionie, ale stosunkowo gwałtownie weszli w świat biegów ulicznych i tam osiągnęli poziom światowej elity. Rozwój Kenijczyka zbiegł się w czasie z najbardziej dynamicznym okresem zmian w maratonie, zarówno sportowych, jak i technologicznych.

Kulminacja tej ścieżki nastąpiła podczas niedzielnego TCS London Marathonu, gdzie Sawe uzyskał 1:59:30, ustanowił rekord świata i jako pierwszy zawodnik w warunkach rywalizacji złamał barierę dwóch godzin. Co istotne, były to pełnoprawne zawody na atestowanej trasie w warunkach dalekich od laboratoryjnych. Kenijczyk o ponad minutę poprawił dotychczasowy najlepszy czas na świecie uzyskany w 2024 roku przez Kelvina Kiptuma (2:00:35)

Od Monzy, przez Wiedeń do Londynu

Punktem wyjścia dla współczesnej historii „sub-two” był uruchomiony przez markę Nike projekt o nazwie Breaking2 z 2017 roku, przeprowadzony na torze Monza we Włoszech. Celem było sprawdzenie czy maraton poniżej dwóch godzin w ogóle jest fizjologicznie możliwy. Kluczową rolę w tym eksperymencie odegrał Kenijczyk Eliud Kipchoge, który uzyskał wtedy 2:00:25. Próba zakończyła się fiaskiem, bo bariery 120 minut nie udało się przełamać.

Jak mawia znane porzekadło „co ma wisieć, nie utonie”, sztuka ta udała się Kipchoge dwa lata później w Wiedniu, w ramach projektu INEOS 1:59 Challenge. Kenijczyk jako pierwszy w historii złamał na dystansie 42,195 km barierę dwóch godzin osiągając wynik 1:59:40. przez cały czas był to jednak bieg zaprojektowany w każdym detalu: bez rywali, z lotnymi zmianami pacemakerów i specjalnie wytyczoną trasą w parku Prater, dlatego federacja World Athletics nie mogła uznać tego wyniku jako rekord świata.

Warunki na niedzielnym maratonie w Londynie były niemal optymalne: stabilna pogoda, około 13–16°C i bardzo mocna stawka. Tempo od startu było ekstremalne, a półmetek liderzy osiągnęli w okolicach 60:30. W odróżnieniu od dotychczasowych ataków na rekord świata, tym razem nie byliśmy świadkami samotnego biegu, jak w przypadku prób Kipchoge w Berlinie na 2:01:09 czy Kiptuma w Chicago na 2:00:35.

fot. adidas

Jeszcze na 2 km przed końcem wyścigu obok Sawe biegł debiutujący w maratonie Etopczyk Yomif Kejelcha, numer dwa na liście półmaratonu (57:40), dzięki temu obu zawodnikom łatwiej było trzymać tempo. Na 40 km Kejelcha jednak ominął punkt z odżywkami i w ten sposób pogrzebał swoje szanse na walkę o zwycięstwo w maratonie oraz miano rekordzisty świata.

Sawe niezagrożony podkręcił tempo i pomknął do mety w alei The Mall, na którą wpadł z wynikiem 1:59:30, lepszym o minutę i 5 sekund od dotychczasowego rekordu świata. Kluczem do pobicia wyniku 2:00:35 okazało się przyspieszenie w drugiej części dystansu, którą zwycięzca London Marathon pokonał w 59:01.

Potwornie zmęczony Kejelcha finiszował jako drugi z wynikiem 1:59:41, a trzeci był Jacob Kiplimo z czasem lepszym niż rekord Kiptuma – 2:00:28.

Potwierdzeniem świetnych warunków do szybkiego biegania w Londynie było również pobicie rekordu świata kobiet (bieg bez udziału mężczyzn) przez Etiopkę Tigst Assefę (2:15:41).

Adizero Adios Pro Evo 3 – WR shoe

Jak już wspomnieliśmy, Nike zaczęło całą narrację #breaking2, jednak to niemiecka marka adidas postawiła kropkę nad i dostarczając sprzęt, w którym pierwszych dwóch biegaczy na świecie uporało się z granicą 2 godzin w maratonie.

Zarówno Sawe, jak i Kejelcha, a także Assefa mieli na nogach model z kategorii supershoe Adizero Adios Pro Evo 3, który pokazano zaledwie trzy dni przed startem w Londynie. To ultralekka, ważąca zaledwie 97 gramów startówka łącząca sprężystą piankę Lightstrike Pro Evo z karbonowym systemem EnergyRim. Tworzy go cienka rama z włókna węglowego biegnącą wokół krawędzi pianki, która daje sztywność i sprężystość, a jednocześnie zapewnia stabilność i dynamiczne wybicie przy minimalnej masie.

fot. adidas

Drogę do zmniejszenia wagi buta o około 30 proc. w stosunku do modelu Adios Pro Evo 2.otworzyła nowa pianka Lightstrike Pro Evo, która jest niemal o 50 proc. lżejsza od wcześniejszych wersji, a jednocześnie oferuje wyższą amortyzację i zwrot energii.

Adizero Adios Pro Evo 3 został oczywiście stworzony z myślą o elicie. Pomaga oszczędzać energię (Adidas deklaruje +1,6% running economy w porównaniu do Evo 2 i +11% energii zwrotnej z przodu stopy). Wymaga od biegacza idealnej techniki (najlepiej lądowanie na śródstopiu/przodostopiu) i mocnych stóp i łydek. Wcale nie jest komfortowy i bezpieczny, wyposażony został w cienki język, jest mało wyściełany, nie zapewnia żadnego systemu stabilizującego stopę.

Cholewka w Adios Pro Evo 3 jest ultralekka, minimalistyczna, inspirowana żaglami kitesurfingowymi.

Wysokość podeszwy wynosi 39 mm w pięcie i 36 mm w przedniej części (spadek o 3 mm), co jest maksymalną wartością dopuszczoną przez World Athletics.

To but o wyjątkowo niskiej trwałości (100-200 km max) i kosmicznej wręcz cenie 2299 zł. Od dzisiaj (30 kwietnia) model Pro Evo 3 kupić może każdy, sprzedaż ruszyła na stronie https://www.adidas.pl/buty-adizero-adios-pro-evo-3/KH7678.html

Strój rekordzisty świata

Przez cały czas trwania zawodów mocno świeciło słońce, dlatego istotną rolę w uzyskaniu w Londynie przełomowych wyników odegrała również odzież. Sabastian Sawe miał na sobie koszulkę Climacool+, ultralekki singlet zaprojektowany z myślą o maksymalnej wentylacji. Jej zadaniem było utrzymanie stabilnej temperatury ciała przy długotrwałym wysiłku w tempie wyścigowym. Materiał o strukturze strefowej miał przyspieszać odprowadzanie wilgoci i ograniczać efekt przegrzewania w drugiej części maratonu.

Strój uzupełniały spodenki Techfit+ Endurance Shorts wyposażone w technologię wspierającą stabilizację mięśni i redukcję mikrowibracji przy wysokiej kadencji biegu. W praktyce chodziło o ograniczenie strat energii w końcowej fazie dystansu, gdy zmęczenie wpływa na mechanikę kroku.

Z kolei Kejelcha ubrał jednoczęściowy Techfit+ Endurance Suit, który łączył funkcję kompresji i aerodynamiki. Strój miał ograniczać opór powietrza oraz stabilizować pracę tułowia w grupie biegnącej na granicy rekordu świata.

W Londynie zagrały trzy elementy: warunki pogodowe, wyrównany poziom rywalizacji i technologia. To połączenie sprawiło, iż dwóch zawodników jednocześnie złamało barierę dwóch godzin, a cała czołówka osiągnęła wyniki na poziomie lepszym niż dotychczasowy rekord świata.

Umarł król, niech żyje król

Czy Sawe stać na jeszcze lepszy wynik? Patrząc na to jak się rozwija, zdecydowanie nie można tego wykluczyć. Wygrał wszystkie maratony, w których dotychczas startował za każdym razem osiągając wynik poniżej 2:03 (Walencja, Berlin, Londyn). Ma 31 lat i jeszcze ładnych kilka lat biegania przed sobą.

fot. adidas

Jeszcze ciekawsze perspektywy rysują się przed Kejelchą, który jest trzy lata młodszy od Sawe. Po biegu w Londynie trochę Kenijczyk skradł mu show, bo wszyscy mówią o rekordziście świata, tymczasem to Kejelcha w maratońskim debiucie (!) uzyskał wynik poniżej 2 godzin. Można spodziewać się, iż rozpoczynając przygodę z królewskim dystansem od takiego wyniku Etiopczyk nie powiedział ostatniego słowa i będzie próbował ten rekord poprawić. Nie skreślajmy również Jacoba Kiplimo, który do tej pory znany był bardziej jako specjalista od półmaratonu (57:20), ale pokazał, iż potrafi biegać również maratony.

W tabelach wszech czasów król maratonu Eliud Kipchoge osunął się ze swoim najlepszym wynikiem 2:01:09 już na piąte miejsce. Gdy schodził ze szczytu swojej kariery pojawił się jego rodak Kelvin Kiptum, z którym wiązaliśmy nadzieje, iż to właśnie on połamie 2 godziny na królewskim dystansie. Po jego tragicznej śmierci w 2024 roku wydawało się, iż prędko nie zobaczymy nowego pretendenta do rekordu świata, jednak jak widać życie pisze niesamowite scenariusze. Nachodzące lata w maratonie zapowiadają się ekscytująco.

red

fot. w nagłówku adidas

Idź do oryginalnego materiału