Nadchodzi turniej kobiecy w Dosze, pierwsze w tym roku zawody rangi WTA 1000, najwyższej kategorii po Wielkim Szlemie. Kolejne czołowe tenisistki świata zdecydowały się wycofać z rywalizacji. Wśród nich są m.in. Jessica Pegula (6. w rankingu w singlu), Madison Keys (15.), Belinda Bencic (9.), Naomi Osaka (14.), Marta Kostiuk (23.) czy Iva Jovic (20.). Największą nieobecną jest jednak liderka światowego zestawienia, Aryna Sabalenka.
REKLAMA
Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, iż jeszcze sporo przede mną"
W Dosze bez Sabalenki
Oficjalnie Sabalenka jako powód decyzji podała zmianę w harmonogramie startów. Jej ruch nie powinien nas zaskakiwać i to z kilku powodów. Przede wszystkim Białorusinka zaledwie kilka dni temu występowała jeszcze w Australian Open. W ostatnią sobotę przegrała w finale z Jeleną Rybakiną 4:6, 6:4, 4:6. By dojść do finału, Sabalenka musiała rozegrać w Melbourne siedem spotkań w zaledwie dwa tygodnie. Po tak intensywnym okresie najlepsi potrzebują zwykle dłuższego odpoczynku.
Tym bardziej iż w tym roku zmieniono kalendarz WTA. Wcześniej zawody w Dosze rozpoczynały się co najmniej dwa tygodnie po Australian Open, a teraz ten dystans skrócono o połowę. Eksperci podejrzewali, iż to może sprawić, iż półfinalistki i finalistki z Melbourne nie zjawią się w Katarze - zwyczajnie nie zdążą się zregenerować. WTA nie tłumaczy zmian, co może dziwić, bo imprezy rangi 1000 to ich oczko w głowie w sytuacji, gdy za Wielki Szlem odpowiada Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF).
Decyzja Sabalenki jest tym bardziej zrozumiała, iż w Dosze broniłaby jedynie 10 punktów do rankingu. To dlatego, iż rok temu przegrała w katarskiej imprezie już na etapie drugiej rundy. Lepsza od niej okazała się wówczas niespodziewanie Rosjanka Jekaterina Alexandrowa 3:6, 6:3, 7:6(5). Chwilę później Białorusinka kilka lepiej wypadła w innym turnieju rangi WTA 1000 - w Dubaju. W trzeciej rundzie uległa Dunce Clarze Tauson 3:6, 2:6.
Problemy na Bliskim Wschodzie
To oznacza, iż w nadchodzących dwóch prestiżowych turniejach na Bliskim Wschodzie Sabalenka ma do obrony raptem 130 punktów z 10 990, które w tej chwili posiada. Nie można wykluczyć, iż za moment ogłosi także informację o wycofaniu się z zawodów rozgrywanych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Turnieje w tej części świata to nie jej specjalność, a raczej przeklęty rejon. W Dosze wygrała tylko raz - sześć lat temu. W Dubaju cztery razy zaszła do ćwierćfinału (2020, 2021, 2023), ale nigdy dalej. W porównaniu do innych imprez najwyższej kategorii to najsłabsze wyniki Białorusinki.
Jej trener Anton Dubrov tłumaczył niedawno, iż podobne występy na Bliskim Wschodzie to naturalny efekt skupienia na Australian Open. Od kilku sezonów jego tenisistka celuje, by jak najlepiej wypaść na starcie sezonu w Melbourne. To dzięki temu od trzech lat nie schodzi poniżej finału, wygrywając edycje australijskiego turnieju wielkoszlemowego 2023 i 2024. Sabalenka ciężko pracuje w okresie między sezonami, by być w pełni formy już na starcie w Australii. Płaci za to potem dołkiem w lutym, gdy rozgrywane są zwykle zawody w Dosze i Dubaju.
- Nie jestem wystarczająco głodna na korcie. Decyzje są złe, emocjonalnie nie jestem na swoim poziomie - mówiła rok temu po przegranej w Emiratach. Dubrov zapowiadał zmiany w przygotowaniach, ale nikt z nich nie spodziewał się wtedy, iż WTA wprowadzi taką modyfikację kalendarza, która jeszcze bardziej utrudni Białorusince odzyskanie sił po Australii.
Czytaj także: Flick wydał wyrok na Lewandowskiego
Sabalenka kolejny raz zdecydowała się opuścić turniej rangi WTA 1000. W zeszłym roku nie pojawiła się w Pekinie oraz w Montrealu. Nie zagrała także w trzech z sześciu obowiązkowych imprezach kategorii WTA 500. Zgodnie z regulaminem, jeżeli tenisistka nie wystąpi w danych zawodach, dopisywane jest zero - ale nie dotyczy to nieobecności na turniejach 500. Wtedy jest inaczej - wpisywane jest jej karne zero zastępujące najsłabszy osiągnięty wynik w innych turniejach.
Szansa dla innych
Rezygnacja Aryny Sabalenki z zawodów w Dosze nawiązuje do wypowiedzi, jakiej udzieliła na początku stycznia na konferencji prasowej w Brisbane. - Terminarz jest zdecydowanie szalony, co nie jest dobre dla nas wszystkich, ponieważ widać, jak wiele zawodniczek boryka się w jego trakcie z kontuzjami. W zeszłym sezonie miałam problemy. W niektórych turniejach grałam bardzo słabo albo byłam wyczerpana z powodu zbyt wielu spotkań - mówiła. Brzmiała przy tym jak Iga Świątek, która nieraz podkreślała, iż terminarz jest zbyt intensywny dla najlepszych.
Dodała, iż to dlatego nie startowała w niektórych lokalizacjach i w przyszłości zamierza trzymać się tej taktyki. Krytykowała także działaczy WTA. - To, co robią, jest szalone. Myślę, iż po prostu dbają o swoje interesy, a nie o ochronę nas wszystkich - stwierdziła. To były pierwsze tak mocne słowa Sabalenki skierowane do zarządzających kobiecymi rozgrywkami od dawna.
Po tych zapowiedziach, w obliczu obowiązującego kalendarza i kolejnych wyzwań nadchodzących w tym sezonie, decyzja Sabalenki nie mogła być inna niż wycofanie się z Kataru. Tylko w marcu będzie bronić 1650 punktów za finał imprezy 1000 w Indian Wells oraz triumf w zawodach tej samej kategorii, ale w Miami. Na opuszczenie Bliskiego Wschodu może sobie pozwolić, bo nad drugą Igą Świątek ma w tej chwili w zestawieniu WTA 3012 punktów przewagi.
W obliczu absencji Sabalenki Świątek będzie najwyżej rozstawioną tenisistką w Dosze. Polka wygrywała ten turniej trzykrotnie (2022-2024, w poprzednim sezonie odpadła w półfinale z Jeleną Ostapenko). Obok naszej tenisistki na liście zgłoszeń Qatar TotalEnergies Open 2026 znajdują się wciąż nazwiska m.in. mistrzyni tegorocznego Australian Open Jeleny Rybakiny, obrończyni tytułu w Dosze Amandy Anisimowej, Coco Gauff, Mirry Andriejewej czy Jasmine Paolini. Pewny udział w drabince głównej ma także Magda Linette, a Magdalena Fręch i Katarzyna Kawa wystąpią w eliminacjach. Transmisje w Canal+ Sport, relacje w Sport.pl.

2 godzin temu















