18 stycznia minęło 11 lat, odkąd Rokita nie skacze już w międzynarodowych zawodach. Wtedy w 2015 roku zajął wysokie czwarte miejsce w Kranju. W tym samym konkursie skoczyli między innymi Paweł Wąsek i Andrzej Stękała. Rokita był jednym z Austriaków, którzy po latach treningów w słynnej szkole Schigymnasium Stams mogli liczyć, iż przebiją się wyżej, zaczną walczyć o coraz wyższe cele. Ale jego skokowa historia dobiegła końca już rok później.
REKLAMA
Zobacz wideo Tak Maryna Gąsienica-Daniel trenuje przed IO! "Niektórzy skakali na skoczni"
W wieku 20 lat Rokita zakończył karierę, zniknął ze świata skoków. Tylko po to, żeby niedługo skończyć studia i znów pojawić się w profesjonalnym sporcie. Ale już w zupełnie nowej i zaskakującej roli.
Na jednym turnieju zarobił prawie milion dolarów. A zaczęło się od eksperymentu
Rokita został profesjonalnym pokerzystą. I już można powiedzieć, iż odniósł w ten sposób o wiele większy sukces niż w karierze skoczka. To była jego decyzja życia.
Portale zajmujące się pokerem podają, iż Austriak zarobił w turniejach choćby 3,8 miliona euro. Jego największym osiągnięciem pozostaje wygrana z 2024 roku na turnieju w Korei - Triton Cup w Jeju, na którym zgarnął aż 904 tysiące dolarów (ponad 3,2 miliona złotych).
Jest uważany za jednego z najlepszych graczy w Europie. Współtworzy grupę Grindhouse, która w turniejach zarobiła już ponad - uwaga - 45 milionów dolarów! A zaczęło się od eksperymentu. Bo w 2020 roku grupa aspirujących zawodników została zaproszona do tego projektu i przygotowana przez takich ze światowej czołówki. Uczyli ich swoich sztuczek, starali się poprawić ogólny poziom gry i chcieli zobaczyć, na co im to pozwoli. Efekty były zdumiewające.
Wtedy Rokita był jednym z tych, którzy dzięki grupie się rozwijali. Dziś jest jedną z jej twarzy. I zarabia na pewno nie tylko z tego, co wygra na turniejach, ale przede wszystkim z tego, kogo i za ile szkoli.
Rokita był skoczkiem obecnego trenera Austriaków. Gdy inni grali w bilarda i strzelanki, on miał na ekranie pięć stołów
- Roland? Był skoczkiem w mojej grupie w Stams - mówi Sport.pl Andreas Widhoelzl, dziś trener kadry Austriaków, a wtedy szkoleniowiec pracujący w słynnej szkole, do której uczęszczał też Rokita. - Miał chyba 14 lat. Już wtedy czytał dużo książek o pokerze, systemach gry i taktyce. Grał też w pokera online. Cieszę się, iż mu się udało, słyszałem, iż dobrze zarabia. Z tego, co wiem, z niektórymi osobami, które poznał dzięki skokom, przez cały czas jest w kontakcie - wskazuje Widhoelzl.
Jedną z takich osób jest fizjoterapeuta kadry Alexander Hayboeck. - Może nie jest to codzienny kontakt, ale czasem się do siebie odezwiemy. Przez pięć lat mieszkaliśmy w tym samym pokoju w Stams. Roland zakończył karierę skoczka, gdy zdawaliśmy egzaminy maturalne. Potem poszedł na studia biologiczne, chciał mieć jakiś plan B. Kiedy je skończył, czyli jakieś osiem czy dziewięć lat temu, został profesjonalnym pokerzystą - opisuje członek sztabu austriackiej kadry.
- W Stams, gdy był już po treningu skoków i skończył wszystko, co związane ze szkołą, na koniec dnia siadał i grał w pokera. Ja grałem w "Call Of Duty", inni chodzili grać w bilarda, a on zawsze miał na ekranie pięć stołów. Grał online, za małe wkupne, żeby od razu nie oznaczało to czegoś wielkiego. Zaczął od niewielkich stawek i zebrał doświadczenie. Coraz bardziej się w to zagłębiał. Od zera do wielkich scen i najważniejszych turniejów. A pracę, którą musimy oddać w Austrii, gdy zdajemy maturę, też napisał o pokerze - opowiada Hayboeck.
Stracił jądro w dniu finałowego stolika. Ale chciał zagrać o 750 tysięcy dolarów
- Pomyślałem sobie kiedyś, iż zostanie profesjonalistą, ale wtedy to wyglądało bardziej na hobby. Był bardzo zaangażowany i z czasem to się tylko zwiększało. Czytał książki, grał. A potem wygrał pierwszy większy turniej w Seefeld. Zarobił chyba coś pomiędzy 10 a 15 tysiącami euro. Ale nie było tak, iż wszyscy patrzyli na to pozytywnie. Jego rodzice nie byli zadowoleni. Myśleli sobie pewnie, iż to niezbyt bezpieczne. Łatwo możesz zostać z niczym albo stracić sporo pieniędzy. Chcieli, żeby robił coś "normalnego", jak inni w jego wieku. Ale on wyjechał do Wiednia, mieszka tam od pięciu-sześciu lat. I dalej gra. Jak wiemy, z sukcesami - śmieje się Alexander Hayboeck.
Poza Triton Cup z Jeju, Rokita pokazał się w pokerowym świecie także inną niezwykłą historią. Ta dotyczy turnieju World Poker Tour w Wenecji sprzed niespełna pięciu lat. Austriak dotarł do finałowego stolika i miał walczyć choćby o kwotę 750 tysięcy dolarów. Wtedy zaczęły się jednak jego problemy. - W dniu finałowego stolika obudziłem się z bólem jąder. Zadzwoniłem do mojego brata, który jest lekarzem i od razu kazał mi pojechać do szpitala, sprawdzić to. Powiedział, iż mogłem doznać skrętu jądra - mówił cytowany przez pokercode.com. Takie zdarzenie może spowodować brak przepływu krwi do jądra i zwykle wymaga natychmiastowej operacji. Zdrowie było najważniejsze, ale Rokita był też zdeterminowany, żeby wrócić i walczyć w finale turnieju.
Ból nie był stały, nieco się zmniejszył, a Roland, po konsultacji z bratem, zdecydował się wrócić i spróbować zagrać. Przez to, iż dolegliwości ustały, nie do końca dowierzał pierwszym diagnozom. Pozostali zawodnicy, słysząc o jego problemach, zgodzili się opóźnić start rozgrywki o godzinę. Dzięki temu Rokita zdążył wrócić do stołu. I ostatecznie był trzeci. Odszedł od stołu, zgarniając ponad 360 tysięcy dolarów. Następnie mógł się już zająć swoim zdrowiem. Po powrocie do szpitala okazało się, iż stracił jedno jądro. Szczęśliwie, sytuacja nie zagrażała jego życiu. Rokita poleciał z Włoch do Austrii i tam przeszedł operację usunięcia jądra. Sukces przy pokerowym stole przypłacił problemami ze zdrowiem, ale trzeba przyznać, iż jego determinacja była czymś wyjątkowym.
Poker i gry w skokach? "Dobrze mieć jakąś odskocznię od rzeczywistości"
Rokitę zna co najmniej kilku czołowych austriackich skoczków, choć niewielu rywalizowało z nim bezpośrednio w zawodach. jeżeli już, to lokalnie, zwłaszcza podczas mistrzostw kraju. Nie zapowiada się też, żeby kolejni skoczkowie poszli w jego ślady. Choć to nie tak, iż poker czy gra w karty jest zupełnie obcym tematem w skokach.
- Najwięcej graliśmy w zeszłym roku. Nie w pokera, ale w karty lub inne gry już bardzo często. Mamy takie, które ze sobą wozimy. Dobrze mieć jakąś odskocznię od rzeczywistości. Żeby w hotelu po zawodach nie siedzieć ciągle nad analizami wideo skoków, tylko móc się też trochę wyluzować - wskazuje Andreas Widhoelzl.
Jednego skoczkowie po części mogliby zazdrościć Rokicie - zarobków. W końcu w jednym turnieju w Jeju zarobił prawie dwa razy tyle, co Daniel Tschofenig przez cały zeszły sezon Pucharu Świata, w którym okazał się najlepszym zawodnikiem klasyfikacji generalnej. Zdobywca Kryształowej Kuli zgarnął 372 550 franków szwajcarskich (prawie 1,7 miliona złotych). Pod tym względem skoki są jednak daleko od wielu dyscyplin sportu i gier na całym świecie.
Poker jest też zdecydowanie bardziej nastawiony na pieniądze. W skokach o wiele bardziej eksponuje się sam sport. W ten weekend areną zmagań zawodników jest skocznia imienia Heiniego Klopfera w Oberstdorfie. To na niej Stefan Kraft broni złotego medalu mistrzostw świata w lotach wywalczonego dwa lata temu na Kulm. Po pierwszych dwóch seriach największym faworytem do zdobycia tytułu w Niemczech jest Słoweniec Domen Prevc. Trzecia i czwarta seria odbędą się w sobotę - początek o godzinie 16:30. Na niedzielę zaplanowano rywalizację drużynową. Relacje na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

1 godzina temu














