- Trochę mi ściska gardło, jak o tym mówię - tak zaczyna rozmowę ze Sport.pl Grzegorz Łomacz. Przez lata był stałym elementem kadry. I byłby nim ponownie, gdyby sam nie poprosił o przerwę. A iż tak samo postąpił Marcin Janusz, główny dyrygent w kadrze, to tego lata za jej prowadzenie odpowiadać będą będący dotychczas na drugim planie Marcin Komenda i Jan Firlej.
REKLAMA
Zobacz wideo ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonała BOGDANKĘ LUK Lublin w pierwszym meczu ćwierćfinałowym PlusLigi. Bartosz Kurek wybrany MVP
Chuchanie i dmuchanie na Kurka. Jeden z filarów kadry: byłem wręcz przerażony
Przypomnijmy: w szerokiej kadrze na Ligę Narodów (a w praktyce na cały sezon) nie ma aż pięciu srebrnych medalistów igrzysk w Paryżu. Części absencji można było się spodziewać, inne nieobecności zaskakują. Rewolucja i zmiana pokoleniowa w kadrze Nikoli Grbicia nie objęła jednak - przynajmniej na razie - Bartosza Kurka. Kapitan i atakujący drużyny narodowej latem skończy 37 lat.
- Od wielu lat jest liderem tego zespołu. Jak jest w formie i zdrowy, to - jak widzieliśmy to nieraz w kadrze i jak widzimy teraz w Zaksie - drużyna dużo zyskuje. Aczkolwiek wiek ma już taki, iż te wahnięcia formy są duże. Zdrowie już też nie to. Trzeba więc na niego chuchać i dmuchać. Musi być tylko zmotywowany, chętny do gry i przede wszystkim zdrowy, to wtedy tej reprezentacji jeszcze pomoże. Spodziewałem się, iż nie będzie go już teraz, ale widocznie czuje się dobrze i nie ma innych ciekawszych zajęć - podsumowuje w swoim stylu Paweł Zagumny.
Kurek w ostatnich miesiącach pokazuje, iż sportowo zdecydowanie daje radę. Ma na koncie osiem statuetek dla MVP kolejki, najwięcej w PlusLidze. Mimo iż na początku sezonu przymusowo pauzował dwa miesiące z powodu pechowego urazu oka, a później zdarzyło mu się z powodów zdrowotnych opuścić mecz. Czy jednak dotrwa do igrzysk w 2028 roku?
- Nie mam pojęcia. W tym wieku czas dla sportowca leci dwa, trzy razy szybciej. Teraz może się czuć wyśmienicie, a za rok stwierdzi, iż kończy karierę. Tak to działa - twierdzi Zagumny.
W rozmowie z legendą kadry jednak skupiamy się na bliskiej jego sercu pozycji rozgrywającego. W przypadku Janusza sytuacja jest jasna - to od trzech lat pewniak do wyjściowego składu. Ale niekiedy też w tym czasie mierzył się z kłopotami zdrowotnymi i to właśnie dlatego chciał w najbliższe wakacje odpocząć.
- Ostatnie trzy lata były niesamowicie intensywne. Nie miałem za dużo czasu nie tylko na to, by dobrze przepracować okres przygotowawczy, ale też aby mieć czas dla siebie. Na pewno latem będę pracował z trenerem od przygotowania fizycznego. Rehabilitacji jako takiej nie muszę przechodzić, ale wszyscy wiemy, jak wyglądały moje ostatnie lata, więc ten czas bardzo mi się przyda - opowiadał niedawno dziennikarzom 30-latek.
W pamiętnym półfinale olimpijskim z USA (3:2) doznał kontuzji pleców. W finale zagrał nafaszerowany środkami przeciwbólowymi. Pytam, czy już wtedy wiedział, iż kolejnego lata będzie chciał zrobić sobie przerwę, czy też ta myśl kiełkowała w jego głowie w trakcie obecnego sezonu ligowego.
- Grając w klubie i w reprezentacji, takie myśli przychodzą i odchodzą. Ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć, bo są momenty gorsze, jak np. ten półfinał igrzysk, gdzie było naprawdę źle i byłem wręcz przerażony. A są też momenty lepsze, kiedy przez naprawdę długi okres potrafię grać bez większej kontuzji. Gdzieś to kiełkowało na pewno, odbyłem wiele rozmów z Nikolą i obserwowaliśmy sytuację, by coś ustalić - relacjonuje siatkarz, który w latach 2022-23 triumfował z Zaksą Kędzierzyn-Koźle w Lidze Mistrzów.
Bohater z Paryża nie zamyka drzwi. Zagumny nie ma litości
Niektórzy spodziewali się, iż w ramach zmiany pokoleniowej paryskie igrzyska będą ostatnim występem w kadrze Łomacza, ale Grbić był innego zdania. To sam zawodnik, który jesienią będzie obchodził 38. urodziny, poprosił o przerwę. Ale nie z powodu kłopotów zdrowotnych, a w związku z tym, iż w lutym po raz drugi został ojcem.
- Trochę mi ściska gardło, jak o tym mówię, bo reprezentacja to dla mnie coś wyjątkowego. Ale tak, zgłosiłem taką potrzebę. Poczułem, iż muszę być z rodziną i nie wyobrażałem sobie opuścić jej znowu na kilka miesięcy. Chciałem poświęcić jej więcej czasu. Już po igrzyskach pojawiła mi się w głowie taka myśl i z upływem czasu dojrzewałem do tego. Poczułem, iż rodzina mnie potrzebuje i iż nie chcę ominąć żadnych etapów dorastania dzieci - tłumaczy siatkarz, który zadebiutował w kadrze 16 lat temu, a od 2015 roku był w niej niemal bez żadnej przerwy.
Pytam, czy z jego perspektywy gra w reprezentacji Polski to przez cały czas otwarta sprawa. - Nie wiem. Trudno powiedzieć, co przyniesie przyszłość, ale ja nie zamykam tych drzwi. Myślę, iż Nikola też ich nie zamyka, a co przyniesie przyszłość, to zobaczymy - zaznacza.
A czy wyobraża sobie udział w igrzyskach w Los Angeles? - To odległy temat. Jest kilka osób, które wypominają mi wiek. Na chwilę obecną czuję się fizycznie chyba aż za dobrze, bo naprawdę nie czuję tego wieku po sobie. Tak więc zobaczymy - stwierdza Łomacz.
Sprecyzowane zdanie na temat dalszej przyszłości w kadrze bohatera olimpijskiego półfinału ma Zagumny. - Już chyba czas na zmianę na pozycji reprezentacyjnej "dwójki". By przygotować sobie jej obsadę pod kątem kolejnych igrzysk, bo Grzesiek też (jak Kurek - red.) może mieć problem z dotrwaniem. Zdziwiłbym się, gdyby tej zmiany nie było. Skoro teraz o jego nieobecności zdecydowały względy rodzinne, to znaczy, iż Nikola sportowo wciąż go widział w kadrze. Na szczęście ta młodsza ekipa ma teraz wszystko w swoich rękach, by się pokazać trenerowi z jak najlepszej strony i przekonać go do tego, iż warto stawiać na troszeczkę młodszych zawodników niż Grzesiek na tym etapie - podkreśla.
Mistrz świata z 2014 roku i wicemistrz z 2006 r. uważa, iż zarówno Firlej, jak i Komenda są w stanie poradzić sobie w roli zmiennika Janusza.
- Oczywiście, Grzesiek dał świetną zmianę w Paryżu i wyciągnął mecz praktycznie przegrany, więc chwała mu za to. Nagrodą jest medal olimpijski, o którym marzył. Miał nieoceniony wkład w osiągnięcia kadry w przeszłości, ale czas leci nieubłaganie dla wszystkich - ocenia.
Rozgrywający nie mają łatwo u Grbicia. "Do bólu uproszczona"
Tego lata w kadrze Janusza nie będzie i odpowiedzialność za prowadzenie gry w najważniejszych meczach spadnie właśnie na Komendę i Firleja.
- Czy to dźwigną? Zobaczymy, bo kierowanie reprezentacją Polski i granie na najwyższym poziomie nie jest prostą sprawą. Oczywiście, dookoła są znakomici zawodnicy na każdej pozycji, ale trzeba trzymać klasę, odpowiedni styl - wskazuje słynny "Guma".
A po chwili dodaje, iż ogółem pod wodzą Grbicia rozgrywającym nie gra się łatwo, bo Serb "bardzo steruje chłopakami".
- Tak naprawdę żaden z naszych rozgrywających nie gra w reprezentacji tak, jak w klubie. Bo nasza gra w kadrze jest do bólu uproszczona, ale też bardzo skuteczna. Ale takim rozgrywającym był sam Nikola - do bólu skutecznym. Mało było u niego ciekawych i mocno zaskakujących zagrań. On był po prostu skuteczny i tego wymaga od swoich rozgrywających - opisuje Zagumny.
Czy taki styl to kłopot dla drużyny? Mistrz Europy 2009 przyznaje, iż na razie to działa i reprezentacja odnosi sukcesy.
- Czasami już gramy bardzo statycznie i przewidywalnie i stąd się biorą momentami problemy. o ile nam nie zadziała serwis, nie zapunktujemy blokiem, to atak staje się czasami męczarnią dla chłopaków, bo wszędzie mają podwójny blok. Ale jako drużyna z takich opresji nieraz już wyszli. Zabiera to troszeczkę kreatywności rozgrywającym, ale coś kosztem czegoś - podsumowuje były reprezentant Polski.
Pytam, czy taka gra może być ułatwieniem dla Firleja i Komendy wobec ich braku doświadczenia w meczach o dużą stawkę w kadrze. Zagumny stwierdza, iż ma nadzieję, iż poza dopasowaniem do rządzących w kadrze schematów będą potrafili też zaskoczyć ciekawą grą. Nie chce porównywać jakości sportowej tego duetu z parą Janusz - Łomacz.
- Pierwsza dwójka nie miała zbytnio możliwości pokazania się w kadrze. Dajmy im pograć i wtedy będziemy oceniać - zaznacza.
Dodaje też, iż Janusz miał ułatwione zadanie, gdy został "jedynką", bo w kadrze było wielu zawodników z Zaksy, z którymi był już zgrany. Według mojego rozmówcy Komenda i Firlej mają teraz trudniej, ale pewien punkt zaczepienia jest. Pierwszy w klubie ma jednego z reprezentacyjnych liderów Wilfredo Leona, a Firlej Jakuba Kochanowskiego, Bartłomieja Bołądzia i Artura Szalpuka. Komenda, który pojawia się w szerokim składzie kadry od 2017 r., przyznaje, iż pamięta z poprzednich lat, jakie piłki poszczególni zawodnicy preferują.
- o ile z kimś się nie grało przez jakiś czas, to na pewno te kilka tygodni jest potrzebne, by znaleźć wspólny rytm, tempo. Poznać się na nowo. Ale wydaje mi się, iż to nie będzie bardzo długi proces. Czasu i treningów na zgrupowaniu jest na tyle dużo, iż powinno wystarczyć, by się znów zgrać - mówi Sport.pl kapitan Bogdanki LUK Lublin.
Klubowa preselekcja. "Swoje w życiu sportowym już przeszedłem"
On i Firlej są rówieśnikami - w tym roku skończą 29 lat. Ten drugi ma krótszy staż w kadrze - pierwsze powołanie dostał w 2022 roku. Który z nich w tym roku zastąpi Janusza w roli "jedynki"?
- Myślę, iż będą o to walczyć w trakcie tego sezonu kadrowego. Podejrzewam, iż Nikola tak to potraktuje. Aczkolwiek trudno teraz stwierdzić. Czasami jego wybory są kontrowersyjne dla opinii publicznej. Mam nadzieję, iż ta walka o "jedynkę" będzie się toczyć na zgrupowaniu przed LN i w czasie LN, a wygra ten, z którym drużyna będzie grała lepiej - zaznacza Zagumny.
Gdy proszę go o scharakteryzowanie obu tych zawodników, to najpierw stwierdza, iż są różni i to najważniejsze. Przypomina, jak ważne jest, by rezerwowy - wchodząc na boisko - zmienił sposób gry. Przy wątku kreatywności wskazuje, iż nieco więcej nutki szaleństwa dostrzega u Firleja.
- W kadrze Grbicia takie szaleństwo nie jest za bardzo dopuszczalne, więc to nie będzie pomagało. Tam liczy się dokładność, dobre tempo i szybkość piłki oraz odpowiednie wybory. Marcin ma trochę lepszy blok, bo jest wyższy, zagrywkę mają podobną, tak samo przegląd pola. Dochodzi jeszcze kwestia wytrzymania presji przy wyniku po 23 czy po 24. Wtedy liczą się mądre wybory i dokładność - wylicza.
Mający na koncie ponad 420 meczów w kadrze ekspert wskazuje też, iż pierwszym etapem selekcji w przypadku tej dwójki będą już nadchodzące mecze w klubach.
- Niedługo mamy turniej finałowy Pucharu Polski i decydujące mecze w fazie play-off, które pokażą, kto na jakim jest etapie. Zobaczymy, który z nich lepiej dźwiga presję, bo oba kluby walczą o podobną stawkę. Myślę, iż Nikola będzie bacznie obserwował końcówkę sezonu, bo te mecze są już bardzo zbliżone pod względem stawki i energetycznie do meczów reprezentacji - argumentuje "Guma".
Komendę i Firleja pytam, czy czują się gotowi, by dowodzić drużyną narodową we wrześniowych MŚ. Ten drugi nigdy jeszcze nie brał udziału w imprezie rangi mistrzowskiej, a w LN rywalizował tylko w fazie interkontynentalnej.
- Wiadomo, iż mecze reprezentacji i wielkie imprezy to coś innego niż gra w klubie. Każdy czuje wtedy dumę i motywację. I na pewno pojawiają się emocje, adrenalina. Mam nadzieję, iż jeżeli taka sytuacja by nastąpiła, to będę zwarty, gotowy, zdrowy i po prostu będę mógł spełniać oczekiwania. Swoje i trenera - zaznacza Firlej.
Komenda pierwsze zetknięcie z taką rywalizacją ma już za sobą. W 2019 roku był drugim rozgrywającym podczas ME, a w turnieju finałowym LN (Polacy zagrali tam rezerwami) - pierwszym. Brał też wtedy udział w niektórych meczach Pucharu Świata.
- Na pewno tamten sezon dużo mi dał pod względem takiego okrzepnięcia i odnalezienia się w nowej roli w kadrze. Mam nadzieję, iż o ile teraz dostanę swoje szanse, to dzięki tamtemu doświadczeniu będzie mi łatwiej się w tym wszystkim odnaleźć. Czy jestem gotowy na prowadzenie drużyny w MŚ? o ile trener będzie mnie widział w takiej roli, to na pewno zrobię wszystko, by temu sprostać i by reprezentacja dalej odnosiła sukcesy. Wydaje mi się, iż swoje też w życiu sportowym już przeszedłem, więc potrafię sobie radzić w trudnych sytuacjach - podsumowuje gracz Bogdanki.
A czy Zagumny uważa, iż drużyna narodowa pod wodzą Komendy i Firleja oraz w obecnym składzie może zdobyć medal MŚ? W trzech ostatnich edycjach dwukrotnie wywalczyła tytuł, a trzy lata temu srebro.
- Myślę, iż jesteśmy teraz całościowo jako reprezentacja na takim etapie, iż na każdą imprezę jedziemy po medal. Czy stać nas na złoto? Przy odrobinie szczęścia myślę, iż tak. Mamy porządną grupę zawodników - ciekawych, już ogranych i doświadczonych, wiedzących, jak zdobywać medale. Więc dlaczego nie? Wiadomo, dochodzi zmiana na najważniejszej pozycji, ale przypomnijmy sobie, iż Marcin Janusz też nie był w pełni zdrowy w ostatnim sezonie i jego gra była powiedzmy 20 procent słabsza od tego, co prezentował rok wcześniej - przekonuje ekspert.
"Gdyby dobrzy rozgrywający rośli na drzewach..."
Rozmowy z wybitnym siatkarzem nie kończymy na wątku Komendy i Firleja. Grbić powołał jeszcze na rozegraniu dwóch debiutantów - prawie 28-letniego Łukasza Kozuba i 22-letniego Kajetana Kubickiego. Obaj w klubach są rezerwowymi. Czy ich powołania to zaskoczenie?
- Trzeba się zastanowić, kto jeszcze mógł zostać powołany. Ponad połowa rozgrywających w lidze to obcokrajowcy (w tym sezonie w 10 z 16 klubów PlusLigi są oni "jedynkami" - red.). Nie wybieramy więc z 10 zawodników - zaznacza Zagumny.
Większość trenerów zazdrości Grbiciowi kłopotu bogactwa. Najlepiej widać to wśród przyjmujących, gdzie szkoleniowiec przy każdej dużej imprezie ma ból głowy odnośnie tego, z kogo zrezygnować. Na środku również można mówić o dobrobycie. W przypadku rozegrania przyszłość wydaje się nie być aż tak optymistyczna.
- Realnie mamy Komendę, Janusza i Firleja - ta trójka zabezpiecza nam rozegranie na następne pięć, siedem lat. Myślę, iż dojdzie do nich jakaś młodzież. Ale gdyby dobrzy rozgrywający rośli na drzewach, to bym nie grał w kadrze prawie 20 lat. To nie jest łatwa pozycja. Na pewno to sygnał dla grup szkoleniowych, aby skupić się mocniej na pozycjach technicznych. Rozgrywającego bardzo trudno wyszkolić, a w obecnej pogoni za wynikiem troszeczkę mniej się poświęca czasu w technikę w wieku młodzieżowym. Stąd może ci zawodnicy nie są od razu gotowi i potrzebują więcej czasu - analizuje mój rozmówca.
A czy na tej pozycji doświadczenie ma większe znaczenie niż na innych? - Coś w tym może jest. Ale też w dzisiejszej siatkówce porządne granie zaczyna się w wieku 25 lat. Być może dlatego tak jest. Wcześniej też trudno jest wejść tym chłopakom do ligi, a co dopiero do reprezentacji. Kubicki nie gra w klubie, Kozub też. Firlej też dość długo czekał na swoją szansę. Myślę, iż z tego to się bierze - diagnozuje Zagumny.