Maciej Wyderka, Filip Ostrowski a może Bartosz Kitliński? Chętnych do tego, aby pobić rekord Polski na 800 metrów nie brakuje. Mimo postępu technologicznego oraz epoki Kszczota i Lewandowskiego od 25 lat Paweł Czapiewski otwiera polską listę wszech czasów na stadionowe dwa okrążenia. Czy najbliższa zima będzie tą ostatnią w fotelu lidera?
Paweł Czapiewski żartował, iż Szwajcarzy dali mu na rekord Polski 10 lat gwarancji. Tak myślał w 2011 roku, kiedy na żyletki do jego 1:43.22 na 800 m zbliżył się Adam Kszczot. Tymczasem w sierpniu minęło ćwierć wieku, jak wynik Czapiego otwiera polską listę wszech czasów na stadionowe dwa okrążenia. Rekordzista Polski w rozmowie z portalem bieganie.pl wraca do wydarzeń z 2001 roku i wspomina, iż kilka dni przed historycznym występem w Zurychu czuł się, jakby zapomniał, jak się biega.
„Jeszcze się taki nie urodził, kto pobije twój rekord”
Polscy kibice, którzy 7 sierpnia 2001 roku włączyli telewizory, żeby śledzić zmagania lekkoatletów podczas mistrzostw świata w kanadyjskim Edmonton, mieli powody do zadowolenia. Paweł Czapiewski, który jeszcze na 150 metrów do mety był ostatni, sięgnął po brąz. Najpierw opędzlował mistrza olimpijskiego z Sydney (2000) Nilsa Schumanna, a na finiszowej prostej pędząc trzecim torem hurtem mijał zawodników z Afryki.
Polak zatrzymał się dopiero na Kenijczyku Wilfredzie Bungeim, któremu przypadło srebro. Poza zasięgiem tego dnia był Szwajcar Andre Bucher. Kilka miesięcy później „Czapi” pokonał go w słynnym biegu podczas Halowych Mistrzostw Europy w Wiedniu (2002) – ale to opowieść na inny materiał (Bucher vs Czapiewski – Bieganie.pl).
Po powrocie z Edmonton Paweł Czapiewski witany był w kraju jak bohater. Pomijając styl w jaki sięgnął po medal, w tamtym czasie zwyczajnie nie byliśmy biegową potęgą i sukces Polaka odbierany był jako wielka niespodzianka. Zaczęły się tzw. wizyty w zakładach pracy, urzędach, kwiaty i uściski dłoni. Sezon jednak pędził dalej a Czapi 17 sierpnia miał zakontraktowany start podczas Złotej Ligi w Zurychu.
– Start był w piątek, a we wtorek pojechałem do Stargardu, żeby pobiegać na tartanie dwusetki. W planie było luźne 4-5 sztuk po 26 sekund. I tak jak zwykle latałem je po 25 i szybciej, tym razem nie mogłem zejść do 26.
Czułem się, jakbym zapomniał, jak się biega. Pomyślałem: kurczę, za trzy dni taki bieg, lipa może być… Dlatego do Zurychu pojechałem z duszą na ramieniu – wspomina Paweł Czapiewski w rozmowie z portalem bieganie.pl.
W Szwajcarii wątpliwości wyparowały. Od rana Czapi czuł moc pod nogą, a sam wyścig ułożył się idealnie pod Polaka, który w swoim stylu od początku ustawił się na końcu stawki. Podczas gdy pacemaker pierwsze koło odhaczył w 49.17, a tuż za nim kreskę minął Bucher, Czapiewski podążał na ostatnim dziesiątym miejscu, tracąc do liderów około 2 sekundy.
– Jak chłopaki poszli, to ledwo mogłem za nimi nadążyć. Zresztą po pierwszym okrążeniu, jak był szeroki kadr kamery, to i tak się nie załapałem. Można powiedzieć, iż miałem swojego prywatnego zająca, Jurija Borzakowskiego, bo on biegał podobną taktyką i cały czas leciałem za nim. Fajnie mi się to ułożyło. Była ekipa, wszyscy się zabrali, widocznie było coś tego dnia w powietrzu.
Czapiewski na ostatniej prostej pokonał nie tylko wspomnianego Rosjanina ale jeszcze dwóch innych rywali i minął metę na piątej pozycji z rekordowym 1:43.22. Wygrał faworyt gospodarzy Andre Bucher, który finiszował z rekordem Szwajcarii 1:42.55.
17 sierpnia 2001 roku Czapiewski poprawił o 1.16 sekundy rekord Polski Ryszarda Ostrowskiego, który przetrwał 16 lat. Jak dziś przyznaje, dla niego szwajcarski rezultat „to był kosmos”.
– Wychowywałem się biegowo w latach 90., gdzie była bida z nędzą. Jak ktoś zrobił minimum na dużą imprezę to było wydarzenie. Byliśmy nauczeni, iż biega to Afryka. Dlatego ten wynik to był dla mnie szok. Zresztą nie tylko dla mnie. Jeden trener mi wtedy przepowiedział, iż jeszcze się taki nie urodził, co mi ten rekord zabierze.
Dziś największe nadzieje na pobicie rekordu kibice pokładają w trójce: Maciej Wyderka, Filip Ostrowski i Bartosz Kitliński. Z tej trójki tylko Ostrowski był już na świecie (urodził się w lipcu 2001), kiedy Czapiewski ustanawiał 1:43.22. Czy to właśnie zawodnik z Kwidzyna, który podobnie jak Czapi trenuje pod okiem Zbigniewa Króla, złamie przepowiednię sprzed 25 lat?
Czapiewski: Kszczot i Lewandowski byli większymi mistrzami ode mnie
W historii polskiej lekkoatletyki jest wiele biegowych rekordów, które zdążyły się przez lata pokryć kurzem. Często wracamy chociażby do Bronisława Malinowskiego, którego wyniki na 3000 metrów z przeszkodami i 5000 m są niepobite od 50 lat.
Rekord kraju na 800 m jest o tyle ciekawym przypadkiem, iż po Pawle Czapiewskim mieliśmy niesamowity urodzaj, jeżeli chodzi o wybitnych biegaczy średniodystansowych. Potrzeba naprawdę dużej ściany, żeby pomieścić wszystkie trofea Adama Kszczota i Marcina Lewandowskiego. Mimo tego, przez cały czas polską listę wszech czasów na stadionowe 800 m otwiera nazwisko biegacza z Choszczna.

Czapiewski nie kryje zaskoczenia, iż jego rekord przetrwał ćwierć wieku, ale jednocześnie podkreśla, iż miał szczęście trafić na mocny bieg. w okresie 2001 aż pięć na sześć najlepszych czasów na świecie pochodziło właśnie z osiemsetki w Zurychu.
Paweł jest aktualnie „najdłużej panującym” rekordzistą Polski na 800 m w historii. Co interesujące „trzynastym” w kolejności, ale daleko mu do pecha, bo w pewien sposób „oszukał przeznaczenie” i wymsknął się wielkim mistrzom tego dystansu. O swojej karierze Czapi mówi jednak w słodko-gorzki sposób.
– Wolałbym mieć więcej medali mistrzostw świata, niż rekord Polski. Uważam, iż jeżeli mielibyśmy ustalać najlepszych Polaków w historii 800 metrów, to Marcin i Adam są zdecydowanie przede mną i to zawsze będę podkreślał. Mistrzem się jest, rekordzistą się bywa. Oni mistrzami byli większymi ode mnie.
Ponadto Czapiewski od lat ma pewną teorię dotyczącą rekordu Polski na osiemsetkę. Według niej, lepszy wynik na tym dystansie tak naprawdę należy do Adama Kszczota z biegu w Rieti w 2011 roku.
– Jestem o tym przekonany, bo trzeba pamiętać, iż 800 metrów to są dwa okrążenia stadionu mierzone przy krawężniku. Kszczot ostatni łuk przebiegł po drugim torze, a ja biegłem cały czas przy bandzie, czyli on zrobił kilka metrówwięcej – tłumaczy Paweł.
Przypomnijmy, iż 10 września 2011 roku zaledwie 22-letni wówczas Kszczot zbliżył się do rekordu Czapiego na 8 setnych sekundy. W Rieti, podczas IAAF World Challenge, młody Polak przegrał jedynie z aktualnym rekordzistą świata Davidem Rudishą, mijając metę w 1:43.30. Właśnie wtedy Paweł po raz pierwszy pomyślał sobie, iż dni jego rekordu są policzone. – Śmiałem się, iż Szwajcarzy dali mi 10 lat gwarancji. 10 lat minęło i koniec – wspomina nasz rozmówca.
Minęło 15 lat od wyniku Kszczota i znowu wydaje się, iż to ostatnia zima, którą Czapiewski spędzi na szczycie krajowej listy ALL-TIME. Zwłaszcza, iż tylko w tym sezonie Maciej Wyderka trzykrotnie rozmienił 1:44. Imponująco wyglądał zwłaszcza 18 września w Chorzowie, gdzie uciekł rywalom na ostatnim wirażu i zatrzymał zegar na 1:43.65.
Wśród biegaczy z ostatnich lat, którzy podobnie jak Kszczot i Lewandowski zapowiadali się na przyszłych rekordzistów Polski, należy wspomnieć jeszcze o brązowym medaliście olimpijskim z Tokio, Patryku Dobku oraz piekielnie zdolnym juniorze, Krzysztofie Różnickim, którego karierę wywróciły kontuzje. Właśnie w tym ostatnim zawodniku Czapiewski pokładał szczególne nadzieje.
– Byłem przekonany, iż przemebluje światowe bieganie. Jak zobaczyłem go w biegu, to wypisz wymaluj drugi Jurek Borzakowski (Rosjanin został w 2004 roku mistrzem olimpijskim – red.). Niestety poza talentem jeszcze trzeba mieć zdrowie. Mi też zdrowie przeszkodziło, dlatego zawsze powtarzam, iż ja nie miałem kariery, tylko wyrób karieropodobny – twierdzi Paweł.
Poziom 800 metrów? „Mam dysonans poznawczy”
Paweł Czapiewski w 2001 roku w Zurychu 1:44 na 800 m złamał pierwszy i ostatni raz w życiu. Dla porównania Kszczot takich wyników ma na koncie pięć, a Lewandowski sześć. – Za jednostrzałowca się nie uważam – uważa jednak Czapi. – Zdrowie mi nie pozwoliło na więcej. Rok później zaczęły mi się historie z kontuzjami i tak bujałem się przez kolejne sześć lat. Nie miałem okazji potem wskoczyć na ten pułap.
W sezonie 2001 rekord Pawła był szóstym wynikiem na 800 metrów na świecie. jeżeli chodzi natomiast o klasyfikację wszech czasów 1:43.22 pozwalało załapać się do trzeciej dziesiątki. w okresie 2026 Czapi ze swoją życiówką byłby 12 na świecie. jeżeli chodzi o tabele ALL-TIME przez ostatnie 25 lat z trzeciej dziesiątki spadł na 80 pozycję.
– Mam dysonans poznawczy, jak oglądam 800 metrów ostatnio. Wyniki poszły tak do przodu. Nowe buty to game changer – przekonuje trzeci zawodnik świata z 2001 roku.
Czapiewski nie obraża się na rzeczywistość i rozumie, iż postęp technologiczny w lekkiej atletyce jest nieunikniony. Z drugiej strony uważa jednak, iż jest różnica między jednorazowym przejściem z bieżni żużlowych na tartan, a rewolucją w biegowych butach, która może nie mieć końca.
– Będą powstawać coraz to lepsze wkładki, coraz lepsze materiały. Jak już tego dżina z butelki wypuściliśmy to nie ma odwrotu. Kiedyś jak ktoś pobiegł 1:41 to był jak samotny biały żagiel na oceanie, a teraz to marina w Mikołajkach. Jest tłum biegaczy na ostatniej stówie na poziomie 1:41! (w finale olimpijskim w Paryżu aż 4 zawodników złamało 1:42 – red.). Na szczęście w lekkoatletyce cały czas utrzymuje się zasada, iż wszyscy na starcie mają równe szanse – podsumowuje Paweł Czapiewski.

6 dni temu








