Dwadzieścia lat temu sprawa była prosta. Wybierało się w NBA Live czy NBA 2K dwie drużyny, ustawiało się długość kwart i się grało. Dziś na szczęście NBA 2K27 przez cały czas pozwala zrobić to samo i robi to najlepiej od lat. Tyle, iż współczesna gra o NBA stała się czymś znacznie większym, niż tylko zwykłym meczem. Mamy tu symulator prowadzenia klubu, karierę własnego zawodnika, zabawę w kolekcjonowanie kart oraz całe internetowe miasto dla graczy. Spróbujemy wyjaśnić, co jest czym, co naprawdę może zainteresować fana NBA i za co wcale nie trzeba płacić dodatkowych pieniędzy.

NBA 2K27 jest dostępne na PlayStation 5, Xbox Series X|S, PC i Nintendo Switch 2. Nie ma już wersji na PS4 ani Xbox One. Na okładce podstawowej edycji tym razem znalazł się Victor Wembanyama, ale nie jest to gra wyłącznie dla młodych ludzi, którzy całymi wieczorami rozwijają w internecie własną postać.
Jeżeli ktoś chce po prostu zagrać Lakers kontra Celtics, odtworzyć finały NBA albo sprawdzić, czy obecni Blazers daliby radę ekipie z czasów Clyde’a Drexlera, to przez cały czas może to zrobić w kilka chwil. Wybiera drużyny, poziom trudności i długość kwart. Reszta jest już dodatkiem.
Dobra wiadomość jest taka, iż w NBA 2K27 ta najprostsza, najważniejsza część gry – sam mecz pięciu na pięciu – jest naprawdę świetna. Najgorsza wiadomość dotyczy tego, co dzieje się obok parkietu: 2K wciąż bardzo chętnie proponuje dodatkowe zakupy ludziom, którzy chcą gwałtownie rozwijać wirtualnego zawodnika albo rywalizować w trybach online.
Najpierw najważniejsze: jak dziś wygląda zwykły mecz?
W standardowym meczu kontrolujesz całą drużynę, nie jednego zawodnika. Podajesz piłkę LeBronowi Jamesowi, biegniesz nim do kosza, a po stracie przełączasz się na obrońcę, który w danym momencie znajduje się najbliżej piłki. Możesz po prostu grać intuicyjnie albo wejść głębiej: ustawiać zagrywki, zmieniać krycie, podwajać gwiazdę rywali i reagować na to, co dzieje się na parkiecie.
To przez cały czas jest ten sam pomysł co w dawnych NBA Live. Różnica polega na szczegółach. Koszykarze poruszają się bardziej jak konkretni ludzie, a nie jak pięć podobnych sylwetek z różnymi twarzami. Stephen Curry inaczej wychodzi po zasłonach, Nikola Jokić inaczej prowadzi grę z wysokiego postu, a Wembanyama zupełnie inaczej broni obręczy niż niski obrońca.
Nie trzeba przy tym znać wszystkich nowych mechanik. Można zagrać normalnym sterowaniem, używając przycisków do rzutu i podania. Prawa gałka pozwala wykonywać bardziej zaawansowane zwody i wykończenia pod koszem, ale to opcja dla osób, które chcą się nauczyć więcej. Nie warunek dobrej zabawy.

W jednej grze są dziś adekwatnie różne gry
Największe nieporozumienie wokół współczesnego NBA 2K bierze się stąd, iż pod jednym tytułem kryje się kilka zupełnie innych sposobów grania. Każdy z nich jest skierowany do innego odbiorcy.
| Play Now | Zwykły mecz: wybierasz dwie drużyny i grasz. Można też rozegrać play-offy, sezon lub mecz ze znajomym na jednej kanapie. | Dla każdego, kto chce po prostu grać w NBA. | Nie. |
| MyNBA | Prowadzisz cały klub: robisz transfery, wybierasz w drafcie, dajesz kontrakty, zatrudniasz trenerów i decydujesz, czy budujesz drużynę na już, czy zaczynasz przebudowę. | Dla fana transferów, draftu i salary cap. | Nie. |
| MyCAREER | Tworzysz własnego koszykarza i prowadzisz jego drogę do NBA. W meczach kontrolujesz tylko jego, a nie cały zespół. | Dla osób, które chcą „być zawodnikiem NBA”. | Nie trzeba, ale gra mocno zachęca do dopłat. |
| The City | Internetowe wirtualne miasto, po którym chodzi się swoją postacią i rozgrywa mecze przeciwko innym ludziom. | Dla osób grających regularnie online. | Nie trzeba, ale łatwiej rywalizować po wydaniu pieniędzy. |
| MyTEAM | Budujesz własną, fantazyjną drużynę z kart zawodników. Możesz połączyć gwiazdy z różnych epok NBA i WNBA. | Dla kolekcjonerów i graczy online. | Nie trzeba, ale tu dodatkowe zakupy są najbardziej widoczne. |
| The W i MyWNBA | Odpowiednik kariery zawodniczki oraz prowadzenia drużyny WNBA. | Dla osób, które chcą grać ligą kobiet. | Nie. |
Kupując NBA 2K27, nie trzeba ogarniać wszystkich tych trybów. Ktoś może przez rok grać wyłącznie szybkie mecze i MyNBA, nie wchodząc ani razu do internetowego miasta czy trybu kart.
Play Now – czyli stary, dobry mecz NBA
To tryb najbliższy temu, co pamiętają gracze z przełomu wieków. Wybierasz Warriors, Knicks, Lakers albo klasyczne Bulls z Michaelem Jordanem i grasz. Można zmierzyć aktualne drużyny z ekipami historycznymi, ustawić własne play-offy, a choćby po prostu puścić komputerowi mecz i oglądać go jak symulację.
To właśnie tutaj NBA 2K27 broni się najlepiej. Mecz wygląda jak transmisja telewizyjna: są pełne hale, powtórki, komentarz, grafiki ekranowe i tysiące drobnych elementów, które tworzą atmosferę NBA. Wizualnie nie jest to może przeskok tak wielki jak między PlayStation 2 a PlayStation 5, ale dla kogoś, kto nie grał przez kilkanaście lat, efekt będzie robił ogromne wrażenie.
Najważniejsze jest jednak to, iż sama koszykówka jest bardziej rozsądna niż w NBA 2K26. Rok temu zbyt często wygrywał ten, kto najszybciej nauczył się powtarzać te same ruchy i trafiać seriami bardzo trudne trójki. Teraz obrona naprawdę potrafi zatrzymać atak.

Obrona wreszcie ma znaczenie
NBA 2K27 mocniej premiuje dobre ustawienie. jeżeli zawodnik stoi przed rywalem, zdąży podnieść ręce do rzutu albo dobrze zamknie drogę do kosza, gra częściej to uwzględnia. Nie ma już tak wielu sytuacji, w których ktoś oddaje absurdalny rzut przez ręce i trafia tylko dlatego, iż zna odpowiednią sekwencję przycisków.
To zmienia odczucie całego meczu. W poprzednich częściach obrona bywała koniecznym dodatkiem między jedną trójką a drugą. Teraz można wygrać spotkanie tym, iż dobrze ograniczysz gwiazdę rywali, wymusisz trudne rzuty albo zatrzymasz wejścia pod kosz.
Dzięki temu zawodnicy tacy jak Kawhi Leonard, Jrue Holiday, Amen Thompson czy Wembanyama są bardziej wartościowi. Czuć ich długość ramion, siłę, szybkość w bocznym ruchu i umiejętność bronienia obręczy. To brzmi jak oczywistość, ale w grze sportowej właśnie takie rzeczy decydują o tym, czy zawodnicy zachowują się jak ich prawdziwe odpowiedniki.
Zmieniły się też wejścia pod kosz. Zawodnik może w ostatniej chwili zmienić sposób wykończenia akcji, ominąć blok albo zamiast forsować wsad oddać miękki rzut. Gra jest przez to mniej automatyczna. Trzeba patrzeć, gdzie stoi obrońca, a nie tylko biec z piłką i liczyć, iż uruchomi się efektowna animacja.
MyNBA – coś dla ludzi, którzy zawsze mają pomysł na transfer
Zakładamy, iż dla naszych Czytelników najciekawszy może być MyNBA. To tryb dla wszystkich, kto podczas sezonu zastanawia się „a co by było, gdyby Lakers jednak wymienili tego zawodnika?”, „czy Blazers powinni iść w przebudowę?”, „jak dałoby się zbudować sensowny skład wokół Wembanyamy?”.
W MyNBA stajesz się jednocześnie menedżerem, trenerem i właścicielem drużyny. Możesz rozgrywać wszystkie mecze samodzielnie, ale możesz też część symulować i skupić się na decyzjach. Podpisujesz wolnych agentów, robisz transfery, wybierasz młodych zawodników w drafcie i patrzysz, jak liga zmienia się przez kolejne lata.
NBA 2K27 poprawiło ten tryb w ważnym miejscu: zasady finansowe są bliższe prawdziwej NBA. Bardzo drogi zespół nie może już bez ograniczeń ściągać kolejnych gwiazd. Klub, który łamie obietnice dane zawodnikom albo źle prowadzi szatnię, może mieć trudności z przekonaniem kolejnych wolnych agentów.
Można robić transfery z udziałem choćby czterech zespołów, korzystać z rynku wykupionych weteranów i prowadzić ligę przez sto wirtualnych lat. Brzmi trochę absurdalnie, ale to właśnie siła MyNBA: można poświęcić jeden wieczór, próbując ratować sezon Clippers, albo spędzić miesiące na budowaniu własnej dynastii.
Jest też wariant historyczny. Można cofnąć się do konkretnych epok NBA i zmienić ich przebieg. To gratka dla ludzi, którzy wciąż zastanawiają się, co byłoby, gdyby pewien transfer nie doszedł do skutku albo gdyby dana dynastia dostała innego rywala.

MyCAREER – czyli „a gdybym to ja trafił do NBA?”
MyCAREER działa inaczej. Nie prowadzisz całego zespołu, tylko jednego stworzonego przez siebie zawodnika. Wybierasz mu wzrost, pozycję i styl gry, a potem próbujesz poprowadzić go od młodego koszykarza do gwiazdy NBA.
W czasie meczu kontrolujesz wyłącznie swoją postać. Gdy twój zawodnik jest bez piłki, musisz wychodzić po zasłonach, ścinać pod kosz, pomagać w obronie i dobrze ustawiać się na parkiecie. To bliższe temu, jak wyglądałaby prawdziwa kariera zawodnika, ale wymaga też więcej cierpliwości niż zwykły mecz.
W NBA 2K27 można przejść współczesną historię od liceum przez G League do NBA. Jest też bardzo dobry pomysł dla fanów historii: MyCAREER Eras. Można zacząć karierę w czasach Magica Johnsona i Larry’ego Birda, Michaela Jordana, Kobe Bryanta, LeBrona Jamesa albo na początku ery Stephena Curry’ego.
Gra zmienia wtedy nie tylko składy. Inaczej wygląda oprawa telewizyjna, grafiki na ekranie, hale i klimat ligi. Można wejść do NBA w 1991 roku i sprawdzić, czy własny zawodnik byłby w stanie rywalizować z Jordanem, albo trafić do 2003 roku, gdy do ligi przychodzili LeBron i Carmelo Anthony.
To jeden z najlepszych pomysłów w całym NBA 2K27. Nie jest potrzebny do zwykłych meczów, ale daje coś, czego trudno szukać gdzie indziej: możliwość uczestniczenia w historii NBA, a nie tylko oglądania jej na YouTube.
The City – duże internetowe boisko, którego nie trzeba odwiedzać
The City to najbardziej współczesna, a zarazem najbardziej obca dla starszego gracza część NBA 2K. Wyobraź sobie wirtualne osiedle stworzone dla fanów koszykówki. Chodzisz po nim własną postacią, spotykasz innych graczy, wchodzisz na kolejne boiska i umawiasz się na mecze trzy na trzy albo pięć na pięć.
To nie jest tryb, który interesuje osobę grającą samotnie po pracy. Jest za to centrum dla tych, którzy traktują 2K jak internetową rywalizację i regularnie grają ze stałą grupą znajomych.
W tym roku pojawiła się możliwość tworzenia żeńskich postaci i wspólnej gry z męskimi postaciami w internetowym mieście. Są też bardziej spokojne miejsca dla początkujących, gdzie nie trafia się od razu na najbardziej doświadczonych graczy.
Warto jednak powiedzieć uczciwie: o ile ktoś kupuje 2K po to, by zagrać sezon Bulls albo niedzielny mecz z synem, może The City spokojnie ominąć. Nie straci przez to najważniejszej części gry.
MyTEAM – nowoczesne Panini, tylko iż w grze
MyTEAM najlepiej wyobrazić sobie jako album z kartami Panini, ale w wersji cyfrowej. Zdobywasz karty zawodników, układasz z nich własny skład i możesz połączyć koszykarzy z różnych drużyn i epok. W jednej piątce mogą znaleźć się Curry, Jokić, Wembanyama, Michael Jordan i gwiazda WNBA.
To brzmi świetnie i przez pierwsze tygodnie naprawdę potrafi wciągnąć. Zbierasz zawodników, odkrywasz mniej oczywiste karty i próbujesz stworzyć drużynę lepszą od przeciwnika. W NBA 2K27 karty rozwijają się dzięki graniu, więc niektóre z nich dłużej zachowują wartość.
Problem polega na tym, iż część kart zdobywa się w wirtualnych paczkach o losowej zawartości. Można je kupić za prawdziwe pieniądze. To trochę jak kupowanie kart Panini w ciemno, z tą różnicą, iż w grze od siły twojej kolekcji może zależeć rywalizacja z innymi ludźmi i to, czy jesteś w stanie rzucim im wyzwanie.
MyTEAM nie jest konieczne, by cieszyć się NBA 2K27. Jest dodatkiem dla osób, które lubią kolekcjonowanie i grę online. Trzeba tylko uważać, żeby sportowa zabawa nie zamieniła się w wydawanie pieniędzy na kolejne cyfrowe paczki.
The W i MyWNBA – osobna droga dla fanów WNBA
NBA 2K od kilku lat rozwija również koszykówkę kobiet. W trybie The W można stworzyć zawodniczkę i prowadzić jej karierę w WNBA. MyWNBA pozwala natomiast zarządzać klubem tak jak w MyNBA: podpisywać zawodniczki, robić transfery, budować skład i rozgrywać kolejne sezony.
To nie pozostało część gry tak rozbudowana jak męska NBA. przez cały czas brakuje jej pełnej oprawy i rozmachu największych trybów. Dobrze jednak, iż nie sprowadza się wyłącznie do pojedynczego meczu. Fan WNBA może tu prowadzić drużynę i budować własną historię ligi.
Za co adekwatnie ludzie krytykują 2K?
Tu trzeba wyjaśnić kilka pojęć, które często pojawiają się w recenzjach, a dla osoby spoza świata gier nic nie znaczą.
W MyCAREER tworzysz własnego zawodnika. Na początku jest on przeciętny: wolniejszy, słabszy i mniej skuteczny niż gwiazdy NBA. Aby poprawić jego rzut, obronę, szybkość czy siłę, potrzebujesz waluty w grze o nazwie VC.
VC zdobywa się, rozgrywając mecze. Można też kupić je za prawdziwe pieniądze. Problem polega na tym, iż zbieranie wystarczającej ilości VC wyłącznie przez granie bywa bardzo powolne. Gracz może przez wiele godzin wykonywać podobne zadania tylko po to, by poprawić jedną lub dwie umiejętności swojej postaci.
To właśnie jest słynne „grindowanie”: długie, powtarzalne granie nie dlatego, iż ma się na to ochotę, ale dlatego, iż chce się odblokować lepszego zawodnika.
Podobnie działają płatne przepustki sezonowe. To dodatkowe zestawy nagród dla osób, które grają regularnie przez kilka tygodni. Mogą zawierać stroje, przyspieszenie rozwoju postaci lub elementy potrzebne w trybie kart. Nie są konieczne do zwykłego grania, ale gra wyraźnie przypomina o ich istnieniu.
Najważniejsze dla zwykłego fana jest więc proste: szybkie mecze, sezony i MyNBA nie wymagają dodatkowych zakupów. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy ktoś chce gwałtownie zbudować mocną postać do internetu albo kolekcjonować najlepsze karty.
Co zmieniło się przez pięć i dziesięć lat?
Pięć lat temu NBA 2K22 zaczęło mocniej łączyć karierę zawodnika z dużą przestrzenią online. Dla wielu osób było to wtedy ciekawe, dla innych niepotrzebnie skomplikowane. NBA 2K27 idzie jeszcze dalej, ale najważniejszą różnicą nie jest wielkość wirtualnego miasta.
Najważniejsze jest to, jak gra zachowuje się na parkiecie. Obrona lepiej reaguje, zawodnicy bardziej przypominają swoje prawdziwe wersje, a mecze nie są już tak mocno zdominowane przez trójki i efektowne ruchy z piłką.
Dziesięć lat temu, w NBA 2K17, seria miała już tryb kariery, zarządzanie drużyną i grę online. Była jednak przede wszystkim grą o rozgrywaniu spotkań NBA. Dziś pod jednym tytułem mieści się cały cyfrowy świat ligi: symulator managera, historia jednego zawodnika, kolekcja kart, internetowe boiska i kobieca koszykówka.
To postęp, ale także źródło chaosu. NBA 2K27 bywa przytłaczające przy pierwszym uruchomieniu. Na szczęście po kilku minutach można po prostu wejść w Play Now, wybrać drużynę i przypomnieć sobie, dlaczego w ogóle lubi się gry o NBA.
Czy warto kupić NBA 2K27?
Jeżeli ktoś chce grać przede wszystkim w zwykłe mecze NBA, odpowiedź jest prosta: tak. NBA 2K27 ma bardzo dobry fundament. Mecze wyglądają świetnie, obrona jest lepsza niż rok temu, a gra daje ogromną liczbę aktualnych i historycznych drużyn.
Jeżeli ktoś lubi transfery, draft i analizowanie składów, MyNBA może wciągnąć na długie miesiące. To w praktyce trochę połączenie gry koszykarskiej z zabawą w generalnego menedżera NBA.
Jeżeli ktoś marzył kiedyś, by wejść do ligi w czasach Jordana, Kobe’ego albo LeBrona, MyCAREER Eras jest jedną z najciekawszych nowości w historii serii.
Najmniej polecamy NBA 2K27 osobie, która od razu chce wejść do internetowej rywalizacji własną postacią i nie ma cierpliwości do długiego rozwijania jej w grze. Właśnie tam najłatwiej poczuć, iż 2K zamiast dawać czystą zabawę, próbuje nakłonić do kolejnych wydatków.
Ocena PROBASKET: 8,5/10
NBA 2K27 jest dziś czymś znacznie większym niż zwykła gra o koszykówce. Nie wszystko w tym wielkim świecie jest potrzebne i nie wszystko jest równie dobre. jeżeli jednak potraktować ją jak współczesne NBA Live – tylko nieporównywalnie bardziej rozbudowane, piękniejsze i bliższe prawdziwej koszykówce – trudno o lepszy wybór dla fana ligi. Najlepsza rada? Zacznij od zwykłego meczu. Resztę można odkrywać później, wtedy, gdy naprawdę ma się na to ochotę.

1 tydzień temu













