Raków Łukasza Tomczyka. Wielka nadzieja, która wisi na włosku

5 godzin temu

Rewanż z Fiorentiną w 1/8 finału Ligi Konferencji będzie dziesiątym meczem Łukasza Tomczyka w roli trenera Rakowa Częstochowa. Symboliczną klamrą zepnie pierwszy okres jego pracy pod Jasną Górą. Na papierze na razie zdecydowanie nie ma się czym zachwycać, ale jego drużyna regularnie wysyła symptomy, iż raczej prędzej niż później powinno być lepiej. Co nie znaczy, iż musi.

Tomczyk w siedmiu ekstraklasowych meczach ma średnią punktową 1,14 za dwa zwycięstwa, dwa remisy i trzy porażki. Jest to wynik w najkorzystniej dla niego wersji rozczarowujący, biorąc pod uwagę status, jaki Raków wypracował sobie w naszej ligowej piłce.

W tabeli za wiosnę tylko cztery zespoły (Termalica, Cracovia, Wisła Płock, Radomiak) punktują w tej chwili słabiej niż Medaliki. Ale…

Forma drużyny dostarczony przez Superscore

Raków Częstochowa Łukasza Tomczyka gra lepiej niż punktuje

Do tego dorobku trzeba doliczyć wygraną po dogrywce z trzecioligową Avią Świdnik w ćwierćfinale Pucharu Polski i ubiegłotygodniową porażkę we Florencji po rzucie karnym w doliczonym czasie.

Gdybyśmy poprzestali na tych danych, sprawa zostałaby gwałtownie zamknięta: Tomczyk chyba się nie nadaje, rzucono go na zbyt głęboką wodę, trzeba bić na alarm. jeżeli jednak wnikniemy nieco głębiej, w Częstochowie przez cały czas mogą być umiarkowanymi optymistami.

Co więc broni Tomczyka? Raków stał się w generalnym ujęciu drużyną trochę przyjemniejszą do oglądania. Zgrabniej rozgrywa atak pozycyjny. Nie ma już mozolnego podawania z jednej strony na drugą, co często kończyło się sygnalizowanym dośrodkowaniem w pole karne. Pod wodzą nowego trenera zawodnicy starają się gwałtownie i zgrabnie wymienić kilka podań, by przejść od razu do fazy finalizacji. Do tego częściej atakują środkiem, już nie (prawie)wszystko opiera się na skrzydłach.

Jednocześnie Częstochowianie nie odbiegli aż tak mocno od tego, czym wyróżniali się przez większość czasu z Markiem Papszunem, czyli solidną defensywą. Wiosną w lidze już cztery razy zachowali czyste konto. Poza drugą połową z Termaliką, nie trzeba było szczególnie drżeć w tych spotkaniach o zagranie na zero z tyłu.

Czy Oliwier Zych daje więcej niż Kacper Trelowski?

Oczywiście można skontrować, iż jak już Raków zaczął przeciekać z Lechem czy z Górnikiem, to na dobre, co kończyło się danego dnia utratą odpowiednio trzech lub czterech goli. W Poznaniu jednak paradoksalnie zobaczyliśmy tę lepszą twarz ekipy spod Jasnej Góry, która na terenie jednego z głównych rywali do tytułu jest w stanie prezentować naprawdę dobry futbol, zdobyć trzy bramki, a przy odrobinie szczęścia jeszcze więcej. Svarnas cofa się o kilka centymetrów przy nieuznanym golu na 4:3 i narracja mogłaby być zupełnie inna.

Głównym problemem Rakowa wciąż jest – bo sygnalizowaliśmy to już miesiąc temu – powtarzająca się nieskuteczność. Podopieczni Tomczyka w ujęciu ligowym tylko w Poznaniu mieli xG niższe niż przeciwnika, a i tak różnice były wtedy minimalne (2.61 do 2.66).

W ostatnich tygodniach przynajmniej zaczęli już strzelać w granicach minimum przyzwoitości, ale za to więcej tracili. W Zabrzu Górnik trafił do siatki trzy razy i za każdym razem były to pozycje trudne, nieoczywiste, piłka była uderzana z dalszych odległości. Po ostatniej kolejce wzmogła się dyskusja, czy na pewno Oliwier Zych zasługuje na miejsce między słupkami kosztem Kacpra Trelowskiego.

Szczerze mówiąc, też mnie to zastanawia…

Zych bez wątpienia swobodniej czuje się na przedpolu i w grze nogami (choć zdarzały mu się już kosztowne błędy w tym aspekcie), ale interwencjami na refleks szczególnych argumentów nie daje. Trelowski jesienią nie imponował formą jak w poprzednim sezonie, jednak trudno byłoby stwierdzić, iż popełniał poważne błędy i zawalał mecze. jeżeli więc do gry wskakuje bramkarz, który jest tylko wypożyczony bez opcji wykupu, kosztem tego, który był odkryciem poprzedniego sezonu i zaczął wzbudzać zainteresowanie klubów zachodnich, powinniśmy mieć do czynienia z gigantyczną różnicą jakościową. A czy po zsumowaniu wszystkich aspektów takowa tu występuje na korzyść Zycha? Można dyskutować.

Mecz z Pogonią punktem odniesienia

Co rzecz jasna nie znaczy, iż to Zych jest teraz głównym problemem Rakowa. Strzały na jego bramkę z czegoś wynikały. W Zabrzu przy pierwszym golu defensywni pomocnicy za głęboko się cofnęli i nie powstrzymali Sadilka, któremu na dodatek pomógł rykoszet. Druga bramka to odpuszczony pressing Bulata, a Racovitan już nie zdążył z doskokiem. Trzeci gol to niefrasobliwe zachowanie Arsenicia i niezablokowanie strzału przez Svarnasa.

Można więc przypuszczać, iż długoterminowo Raków nieco straci w defensywie, ale jeżeli zacznie realizować swój ofensywny potencjał, całościowo bilans może wyjść na plus. Czym na długi dystans powinien być zespół Tomczyka, zobaczyliśmy niedawno z Pogonią. Dość szybka czerwona kartka dla Portowców jeszcze ułatwiła sprawę, ale choćby przed nią gospodarze mieli pełną kontrolę nad wydarzeniami i mogą czuć niedosyt, iż wygrali tylko 2:0. Portowcy oddali raptem jeden celny strzał.

Statystyki meczowe dostarczone przez Superscore

Na ten moment to przez cały czas Raków ma na wiosnę najwięcej do wygrania spośród wszystkich polskich klubów. Jest szansa – niewielka, ale jednak – żeby wszedł do ćwierćfinału Ligi Konferencji. Dotarł do najlepszej czwórki Pucharu Polski, a półfinał z GKS-em Katowice rozegra u siebie. W Ekstraklasie traci cztery punkty do Lecha, Jagiellonii i Zagłębia, co jest do odrobienia, zwłaszcza iż pięć z dziewięciu meczów Medaliki rozegrają u siebie.

Skrajne scenariusze tak samo możliwe

Łukasz Tomczyk ma zatem prawo myśleć choćby o podwójnej koronie, a życzymy mu, by za kilka godzin analizował także następnego rywala w LK. Jednocześnie to wszystko wisi na włosku i gwałtownie może pójść w przeciwną stronę. Nie tak trudno wyobrazić sobie odpadnięcie z Fiorentiną i wyjazdową porażkę z Legią w najbliższy weekend. Wówczas już mogłyby się choćby pojawić głosy, iż Tomczyk w domowym meczu z Widzewem gra o coś więcej niż trzy punkty.

Prawdziwą katastrofą stałby się dla Rakowa brak europejskich pucharów w przyszłym sezonie, co byłoby powtórką wydarzeń z wiosny 2024. Dawid Szwarga po wyczerpującej jesieni mógł się już skupić tylko na krajowym podwórku i… jego drużyna finalnie spadła na siódme miejsce w tabeli. Szwarga niepowodzenie tłumaczył później m.in. kontuzjami i brakiem skuteczności, czyli czymś, co potencjalnie może wysadzić także Raków Tomczyka.

Jeśli jednak coś takiego miałoby się powtarzać na dłuższym dystansie, to już chyba nie byłoby zwykłym pechem. Przed kibicami w Częstochowie szalenie interesujące, wręcz hazardowe tygodnie, gdzie można wygrać wszystko, ale też wyjść z pustymi rękoma.

CZYTAJ WIĘCEJ O NASZYCH PUCHAROWICZACH:

  • Co z przyszłością Iviego Lopeza? Hiszpan zabrał głos
  • Osiem naciąganych powodów, dla których nie odpadniemy z Ligi Konferencji
  • Lech drugi raz tak słabo nie zagra. Awans z Szachtarem wciąż w zasięgu?

Fot. FotoPyK/Newspix

Idź do oryginalnego materiału