W tym aspekcie przeważali
Zespół z Wielkopolski bez żadnego strachu przystąpił do obrony czteropunktowej zaliczki, jaką wywalczył sobie w pierwszym meczu na Golęcinie. Choć Gorzowianie w rewanżu mieli już do dyspozycji Adama Bednářa oraz Igora Korduna, którzy wrócili po krótkiej przerwie spowodowanej kontuzjami, to pierwszoligowiec bardzo długo narzucał swoje tempo rywalizacji. Jeszcze po sześciu wyścigach znajdowali się bowiem na minimalnym prowadzeniu 19-17. Mimo iż Gezet Stal Gorzów w drugiej części zawodów zdołała odwrócić losy wyniku i po niesamowicie wyrównanej walce odnieść wygraną, gwarantującą utrzymane w PGE Ekstralidze, to na początku zmagań dało się zauważyć, iż goście dysponują zdecydowanie lepszymi startami od miejscowych. To właśnie ten aspekt miał spore znaczenie w kontekście pierwszej fazy zmagań.
– Tak, mieliśmy bardzo dobre starty. Zresztą Bartek i Ryan tak naprawdę do końca zawodów mieli. Później część chłopaków to pogubiła, ale faktycznie no ten jak gdyby element sportu żużlowego był na początku po naszej stronie. Stąd też z początku prowadziliśmy w tym meczu i wyglądało to naprawdę optymistycznie. No ale też drużyna z Gorzowa to jednak zespół ekstraligowy, mają bardzo mocnych zawodników. Mimo tego, iż jechali w osłabieniu to i tak mieli już do dyspozycji chociażby Adama Bednářa czy Igora Korduna, więc mieliśmy świadomość, iż to będzie dużo trudniejszy mecz, niż ten w Poznaniu. No trochę zabrakło, co więcej powiedzieć? Szkoda. Nie zabrakło dużo, ale może jeszcze przyjdzie czas, żeby w przyszłości awansować – mówił w rozmowie z naszym portalem tuż po meczu Jacek Kannenberg, menadżer Hunters PSŻ-u Poznań.
Choć nie udało się wywalczyć awansu do elity, to sympatycy „Skorpionów” z podniesioną głową mogli opuszczać Gorzów. Drużyna pokazała ogromny charakter i udowodniła, iż potrafi walczyć z wyżej notowanym rywalem, pomimo dodatkowej absencji lidera w postaci Dimitriego Bergé. Z Francuzem jeszcze wszystko mogłoby się wydarzyć, ale choćby bez niego walka toczyła się do ostatnich biegów.
– Szczególnie w czternastym biegu jeszcze była szansa, bo Bartek i Ryan dobrze wystartowali. Gdyby też Bartkowi udało się pozamykać przeciwników, to sądzę, iż te 5-1 by dowieźli. A wtedy wszystko by się rozstrzygało w ostatnim biegu, więc też motywacja byłaby na pewno jeszcze większa. Ale cóż, niestety nie udało się – kontynuował Kannenberg.
Najlepszy sezon w historii
Dla Hunters PSŻ-u Poznań był to sezon nader wyjątkowy. Zajęli wysokie miejsce w fazie zasadniczej, w półfinale rozprawili się z Innpro ROW-em, dzięki czemu wystartowali w finale Metalkas 2. Ekstraligi, gdzie ich rywalem ponownie była Abramczyk Polonia Bydgoszcz (wcześniej jeszcze oba te ośrodki spotkały się w 2019 roku podczas finału 2. Ligi Żużlowej). Jak przyznał menadżer „Skorpionów” w rozmowie z naszym korespondentem, ten sezon z pewnością będzie wspominać pozytywnie.
– Ogólnie to był dobry sezon, bo przed jego startem naszym celem był awans do pierwszej czwórki. Spełniliśmy ten plan minimum i jeszcze trochę dołożyliśmy, awansując do finału. Zakończyliśmy też rundę zasadniczą na najwyższym w historii miejscu, czyli drugim, no i tak naprawdę do końca walczyliśmy o Ekstraligę, bo też w dwumeczu z Bydgoszczą i później w z Gorzowem, gdzie wszystko rozstrzygało się aż do czternastego biegu.
Nieoczywisty wybór opłacił się
Przed startem rozgrywek ligowych kierownictwo poznańskiego klubu miało twardy orzech do zgryzienia w kwestii doboru duetu młodzieżowego. Wszak w kadrze znajdowali się Kacper Teska, Tobiasz Jakub Musielak, Kamil Witkowski oraz wypożyczony z Fogo Unii Leszno Antoni Mencel, a miejsca były tylko dwa. Ostatecznie wybór padł na Witkowskiego i wspomnianego przed chwilą Mencela, który jednocześnie miał być liderem formacji juniorskiej. Dla 18-latka pierwszy kontakt na zapleczu rozgrywek najlepszej ligi świata był dosyć trudny, jednakże wraz z upływem czasu zaczął się odnajdywać i niejednokrotnie przywodził ważne punkty. W klubie przyznają, iż danie mu szansy było adekwatnym wyborem.
– Kamil spłacił ten kredyt zaufania z nawiązką. W meczu domowym zrobił pięć punktów z trzema bonusami, więc gdyby nie jego postawa, to też już pewnie ten mecz w Gorzowie zupełnie inaczej by wyglądał. Także tak, była to dobra decyzja. Tutaj mogę powiedzieć, iż również trener Eryk zasugerował, żebyśmy pozostawili Kamila. Tak naprawdę ma jeszcze trzy sezony startów jako junior przed sobą, więc może się tylko poprawić – zakończył Jacek Kannenberg.
Jacek Kannenberg – po lewej (PSŻ Poznań)


![Sprint F1 w Singapurze [Relacja live]](https://powrotroberta.pl/wp-content/uploads/2026/10/2299348772-scaled-e1791620742387.jpg)











