W finale mistrzostw świata naderwał łydkę i zakończył rywalizację daleko za czołówką. Kilka tygodni później miał już w głowie plan na pobicie rekordu świata na 1 milę. Wraz z drużyną zamieszkał w Albuquerque, gdzie przez 5 tygodni szlifował tempo 55.5 sekund na koło. 18 lipca w Londynie zrealizował cel, zatrzymując zegar na 3:42.66. Kim jest człowiek, który przywrócił Brytyjczykom tytuł i dlaczego Jakob Ingebrigtsen nie przepuści żadnej okazji, żeby mu dopiec?
1 mila, czyli 1609 metrów, to dystans, który przez lata był domeną biegaczy z Wielkiej Brytanii. Dość przypomnieć, iż pierwszym człowiekiem w historii, który przebiegł milę poniżej 4 minut był Roger Bannister. W latach 1979-1981 rekord świata odbierali sobie kilkukrotnie Sebastian Coe i Steve Ovett. W roku 1985 obu mistrzów „pogodził” Steve Cram, którego 3:46.32 przetrwało do momentu, gdy do gry wkroczyli zawodnicy z Afryki. W 1993 roku 3:44.39 uzyskał Noureddine Morceli, a od 1999 roku listę wszech czasów otwierało 3:43.13 Marokańczyka, Hichama El Guerrouja.
Projekt 222
Pod koniec 2025 roku Szkot, Josh Kerr, postanowił, iż rzuci wyzwanie legendzie i ogłosił swojemu sponsorowi, firmie Brooks, iż chce przebiec 1 milę poniżej 3:43. Projekt 222 (liczba sekund, w które chciał pokonać 4 okrążenia, żeby przejść do historii) wystartował zaledwie kilka tygodni po tym, jak Kerr naderwał łydkę podczas finału mistrzostw świata na 1500 m w Tokio. Przypomnijmy, iż kiedy łydka odmówiła mu posłuszeństwa, do mety zostało jeszcze 600 m. Zamiast zejść z bieżni Kerr kulejąc, ukończył zawody w 4:11.
– Adrenalina buzowała, więc pomyślałem: zostajesz. Pogłębiłem uraz na ostatnich 600 metrach, ale moim zadaniem jest dotrzeć do mety tak szybko, jak to możliwe i właśnie tego się trzymałem – tłumaczył.
Kluczowym elementem przygotowań do pobicia rekordu świata na 1 milę był pięciotygodniowy obóz w Albuquerque, który odbył się bezpośrednio przed dniem próby podczas Diamentowej Ligi w Londynie (18 lipca). Podstawowym założeniem podczas zgrupowania było obiegiwanie tempa 55.5 sekund na 400 m. – Naszą mantrą nie było: pobijmy rekord świata. Nasza mantra brzmiała: stwórzmy takie warunki, w których pobicie rekordu będzie nieuniknione – wyjaśnił swoje nastawienie Josh Kerr.
Wśród jednostek, które 28-latek udokumentował w swoich mediach społecznościowych wrażenie robi 4×800 m na sześciominutowej przerwie. Pierwsze dwa odcinki Szkot ukończył po 1:59. Trzecie i czwarte powtórzenie były już natomiast w tempie pod wynik marzeń, a więc odpowiednio 1:51 i 1:49.
Inną jednostką, która była pokazem siły 28-latka okazały się odcinki 200-600-200 metrów biegane czterokrotnie. Między 200 a 600 przerwa wyniosła 90 sekund, między 600 a 200 m 60 sekund, a między seriami 4,5 minuty. Kerr zaczął od 27.13, 1:24.81 i 26.16, żeby czwartą partię zrobić w 25.7, 1:20.66 i 25.16. W tamtym momencie do startu zostały 3 tygodnie.
– Poszło lepiej niż się spodziewałem. Dość długie przerwy między seriami, ale mimo tego pokonanie w sumie 4000 m w takim tempie to coś, z czego można być dumnym – skomentował Kerr.
Na czas obozu w Nowym Meksyku wspólnie z biegaczem zamieszkali jego rodzice. Mama Jill, jest z zawodu fizjoterapeutką i to ona dbała o to, aby Josh był zawsze gotowy na kolejny treningowy dzień. Nieodzowne podczas mocnych jednostek było wsparcie Brannona Kiddera, który spełniał się jako pacemaker.
– Były takie momenty, kiedy po prostu myślałem: pieprzyć to. Miałem za sobą dzień z 16 milami na liczniku, siedziałem w domu, jadłem sałatkę z ryżem i myślałem: co my adekwatnie robimy? Ale potem przychodziła refleksja, jak wielkim zaszczytem jest móc tu siedzieć i narzekać na pracę, która jest moim marzeniem, dążąc do czegoś, czego nikt wcześniej nie dokonał – wspomina czas w Albuquerque Kerr.
Ostatnie pięć dni przed startem Kerr ze swoim sztabem spędził w Londynie. Biegaczowi na finiszu przygotowań towarzyszył trener mentalny Jose Maresma, z którym codziennie wykonywał poranne uziemienie i wieczorne sesje wyciszające.
– Jedyne co musi zrobić teraz Josh to poddać się procesowi. Ciężką pracę już wykonał. Teraz musi jedynie pozwolić, aby wszystko toczyło się samo, w naturalny sposób – tłumaczył Maresma.
W dniu próby wszystko potoczyło się jak w instrukcji obsługi do bicia rekordów świata. Pacemakerzy – Brannon Kidder i Zan Rudolf – odhaczali kolejne dwusetki według założeń. Nie byli jednak w stanie utrzymać morderczego tempa długo. Kidder zszedł po 800 metrach, Rudolf pół okrążenia dalej.
Ostatnie 609 metrów Kerr musiał radzić sobie sam, delikatnie tylko naciskany przez Amerykanina Yareda Nuguse. – Na ostatnich 100 metrach już niczego nie słyszałem – stwierdził po biegu Szkot, choć jego wyczyn oklaskiwało 60 tysięcy fanów.
Zegar zatrzymał się na 3:42.66. Kerr poprawił życiówkę o 2,7 sekundy i sprawił, iż rekord świata na milę po dekadach ponownie należy do Wielkiej Brytanii. – Podążam śladami gigantów – tak skomentował fakt, iż jest siódmym Brytyjczykiem, który pobił WR na tym dystansie.
Ingebrigtsen: Kerr niszczy ten sport
Jakob Ingebrigtsen gwałtownie robi się niemiły dla osób, które go pokonują. Mieliśmy tego przykład niedawno po Diamentowej Lidze w Brukseli, gdzie Norweg nazwał rywali „bandą tchórzy”. Wszystko dlatego, iż nie chcieli nadawać tempa biegu, a na finiszu mieli czelność go wyprzedzić. Josh Kerr w roku 2023 podczas mistrzostw świata rozegranych w Budapeszcie również zderzył się z nieuprzejmym komentarzem Ingebrigtsena. Norweg nazwał go „następnym facetem w kolejce”.
Rozwijając nieco ten wątek, Kerr pokonał Ingebrigtsena w finale 1500 m, sięgając po swój pierwszy tytuł mistrza świata w karierze. W strefie mieszanej Jakob tłumaczył mediom, iż w związku z przeziębieniem nie był w stuprocentowej dyspozycji, a Kerr był „just the next guy” (oczywiście w kolejce po nim), żeby wygrać.
– Może mnie nie szanować, jeżeli chce – mnie to nie przeszkadza – na chłodno skomentował zaczepkę Norwega Josh Kerr. – Mam złoty medal mistrzostw świata i przez najbliższe dwa lata będę mistrzem świata, niezależnie od jego komentarzy. Oczywiście nie podoba mi się taki brak szacunku, bo ciężko pracowałem, żeby znaleźć się w tym miejscu i tamtego dnia go pokonałem. Ale jeżeli taką drogę chce obrać, nie mam z tym problemu. adekwatnie w ogóle mnie to nie rusza.
Zimą 2024 roku Kerr ustanowił najlepszy wynik w historii na halowe dwie mile. To również spotkało się z kąśliwą uwagą Ingebrigtsena, który stwierdził, iż pokonałby Szkota „z zawiązanymi oczami”. – Bez komentarza – odpowiedział na szpilkę Kerr podczas konferencji prasowej przed Halowymi Mistrzostwami Świata w Glasgow.
Photo: Dan Vernon Diamond LeagueW związku z tym, iż w tym roku Kerr postawił wszystkie siły na pobicie rekordu świata, zrezygnował z udziału w Mistrzostwach Europy w Birmingham. Przekonywał, iż nie chce ryzykować kontuzją i musi odpocząć. Absencja Szkota na ME nie spodobała się Ingebrigtsenowi, który nie ukrywał rozczarowania decyzją rywala.
– To nie do nas, jako zawodników, należy decydowanie, gdzie adekwatnie chcemy startować. Mamy te mistrzostwa z konkretnego powodu – chodzi o to, żeby rywalizowali w nich najlepsi zawodnicy. Na tym polega ich sens. Niszczymy ten sport, jeżeli w nich nie uczestniczymy. Każdy z nas ma inne plany, ale ja nie wyobrażam sobie, żebym tak postąpił – powiedział Jakob, cytowany przez The Guardian.
Okazją, aby panowie rozwiązali spory na bieżni mogą być Ultimate Championship, które w dniach 11-13 września rozegrane zostaną w Budapeszcie. Obaj biegacze zostali ogłoszeni przez World Athletics jako rywale na 1500 m. Co ciekawe, norweski serwis Dagbladet donosi, iż według jego informacji Jakob Ingebrigtsen wycofa się na Węgrzech ze startu na półtoraka i wszystkie siły postawi na 5000 m. Jak taka decyzja miałaby się do buńczucznych wypowiedzi Norwega? Nie najlepiej.
Tymczasem Kerr wydaje się być pewny swego i w stu procentach gotowy na rewanż za MŚ w 2023 roku. Najlepszy miler w historii opublikował w mediach społecznościowych nagranie, na którym solo pokonuje 400 m w 48 sekund. Nie wiadomo czy był to element większej treningowej układanki, ale moc w nogach widać piekielną. Dodajmy, iż aktualna życiówka Kerra na 1500 m to międzyczas z londyńskiej mili – 3:27.62. Rekord świata to 3:26:00 i od 1998 roku należy do El Guerrouja.
Książkowa kariera „nerwowego” Josha
Josh Kerr urodził się 8 października 1997 roku. Dorastał w Edynburgu w rodzinie rugbistów – na międzynarodowym poziomie uprawiał ten sport jego ojciec John oraz starszy o 1,5 roku brat Jake. Jak już wspomnieliśmy, mama Jill jest fizjoterapeutką. Josh nazywa ją „najmądrzejszą osobą na świecie”. To właśnie mamie Kerr w dużej mierze zawdzięcza fakt, iż tak gwałtownie wrócił do formy po naderwaniu łydki w Tokio.
– Mały Josh był nerwowy i nieśmiały – mówi o synu w materiale Brooks Running, mama Jill. – Sprawiał wrażenie spokojnego, ale zawsze był bardzo zdeterminowany – dodaje tata John.
Pierwsze treningi w lokalnym klubie lekkoatletycznym Josh zaczął jako ośmiolatek. Duży wpływ na przyszłego mistrza miał brat, Jake. – jeżeli masz starszego brata, rywalizacja jest dla ciebie czymś naturalnym – podkreśla Josh. – Spędzaliśmy razem dużo czasu po szkole. Graliśmy w tych samych drużynach. Byliśmy ze sobą bardzo blisko. Jestem starszy, więc kiedy rywalizowaliśmy zwykle wygrywałem. Ale Josh był mocny i przybiegał niedaleko za mną – wspomina starszy z synów państwa Kerr.
Kariera Josha Kerra nabrała międzynarodowego rozmachu w roku 2015, kiedy został mistrzem Europy juniorów na 1500 m. W tym samym roku zdecydował się na wyjazd na sportowe stypendium do USA i związał swoje losy z Uniwersytetem w Nowym Meksyku.
– Pierwsze półtora roku były trudne, ponieważ próbowałem przyzwyczaić się do mieszkania samemu i po prostu do normalnych rzeczy związanych z rozpoczęciem studiów. Kiedy już to wszystko ogarnąłem, zaczęło układać się świetnie – wspomina.
Na zawodowstwo Kerr przeszedł w roku 2018, mając w kieszeni kilka tytułów mistrza NCAA – na 1500 m (stadion) i milę (hala). Dzisiejszy zespół Josha, z którym kroczy po kolejne sukcesy – jak tytuły mistrza świata w hali i na stadionie oraz dwa medale olimpijskie (srebro w Paryżu, brąz w Tokio) – w dużej mierze stanowią ludzie poznani dzięki wyjazdowi do Stanów.
Już w pierwszych dniach za oceanem Josh poznał swoją obecną żonę, Larimar, która biegała na 400 m. Nie związała jednak swojej kariery ze sportem i dziś pracuje w szpitalu jako dermatolog.
– Josh jest oddanym człowiekiem. Ma swoje priorytety, a wśród nich największe to rodzina i przyjaciele. Wspiera ludzi, których naprawdę kocha – mówi Larima. – To jak wygląda twoje życie poza treningami jest najważniejsze w życiu sportowca, a Larima potrafi sprawić, żebym twardo stąpał po ziemi – komplementuje żonę Josh.
Trenerem Szkota od 2018 roku jest Amerykanin Danny Mackey. Mackey założył Brooks Beasts Track Club w Seattle, gdzie trenuje zawodników na dystansach od 800 m do maratonu. W marcu 2023 roku trener Kerra przeżył osobistą tragedię. Jego narzeczona zmarła w tragicznych okolicznościach i od tego czasu Mackey samotnie wychowuje córeczkę.
– Sposób, w jaki poradził sobie z tym dramatem, jest godny podziwu. Zawdzięczam mu swoją karierę – mówi o swoim trenerze Josh Kerr.
Josh Kerr: Chcę przebiec maraton
World Athletics wycenia rekord świata na 1 milę uzyskany w lipcu przez Kerra na 1298 punkty. Dla porównania 9.58 Usaina Bolta na 100 m to 1356 oczek, a 1:59:30 Sabastiana Sawe w maratonie – 1328.
Jeśli Kerr chciałby zrównać się w punktach WA z londyńskim rezultatem Sawe musiałby przebiec milę w okolicach 3:40.50. W podcaście TRC Kerr odniósł się do tych wyliczeń i określił taki wynik, jako „trochę za szybki”. – W Londynie w optymalnych warunkach, gdyby wiatr był mniejszy, byłbym w stanie przebiec milę w 3:41.9 – stwierdził.
Nie ma jednak informacji, aby w najbliższym czasie Kerr miał zamiar zrealizować misję 221. Teraz planuje poświęcić czas na przygotowanie do igrzysk olimpijskich w Los Angeles i zdobycie swojego pierwszego olimpijskiego złota. Co ciekawe, po karierze Kerr nie wyklucza przebiegnięcia maratonu.
– Podczas projektu 222 przeszedłem wiele badań wydolnościowych i wyszło z nich, iż mam predyspozycje do tego dystansu. Poza tym, kocham ten sport, kocham biegać. Bieganie dało mi niesamowite życie. Dlatego chcę eksplorować inne dystanse, a maraton i w ogóle biegi uliczne dają zupełnie inny kontakt z publicznością niż starty na bieżni. Amatorzy bieganie osiągający swoje cele mnie inspirują i chciałbym być kiedyś częścią tego świata – powiedział Kerr na kanale TRC.
Sportowe laboratorium w Albuquerque
W przygotowaniach do pobicia rekordu na milę Szkot stworzył w Albuquerque prawdziwe sportowe laboratorium. Już samo przebywania w Nowym Meksyku, na wysokości 1600 m n.p.m. stanowiło bodziec treningowy, ale Szkot na tym nie poprzestał. Sypialnię przekształcił w pomieszczenie hipoksyjne, które pozwalało mu uzyskać symulację warunków typowych dla 2500 m n.p.m.
– Spędzam tam około 12 godzin na dobę. Do sypialni wchodzimy z żoną po kolacji, około 19:45. Zdarza się, iż przed zaśnięciem obejrzymy jeszcze jakiś film, ale zwykle śpimy już o 20:30. Wychodzimy z pokoju o 5:45 rano. Larimar jest dermatologiem i jedzie do pracy do pobliskiego szpitala. Po treningu spędzam w sypialni kolejne dwie godziny między 14:00 a 16:00, zwykle połączone z krótką drzemką – wyjaśniał w czerwcowym materiale The Telegraph.
W zanadrzu Kerr miał jeszcze garaż, przerobiony na siłownię, w którym panowały warunki typowe dla poziomu morza. Jak tłumaczył, było to miejsce, w którym sypiał, gdy obciążenia treningowe negatywnie wpływała na regenerację.
„Bieganie było innym sportem”
Poza treningami, hipoksją i dopiętą na ostatni guzik regeneracją nie bez znaczenia w pobiciu rekordu świata na milę miał sprzęt. Kerr pobiegł w Londynie w prototypowym modelu kolców i w zaprojektowanym przez siebie aerodynamicznym trykocie. Choć nowinki technologiczne to dziś norma i Kerr chętnie z nich korzysta, przyznaje, iż czasami wychodzi z niego człowiek ze starej szkoły.
– W Brooks mnie nie cierpią, bo lubię stare skarpety. Lepiej stabilizują mi stopę. Zdarzało się, iż po zawodach długo nie ściągałem kolców, żeby nikt nie widział jak stare i zniszczone mam skarpetki.
Kerr w podcaście TRC nie miał złudzeń, iż jego rekord świata utrzyma się tak długo, jak wynik El Guerrouja. Jego zdaniem postęp technologiczny m.in. jeżeli chodzi o karbonową płytkę i grubość pianki w butach, zupełnie zmienił zasady gry w lekkiej atletyce.
– Widziałem, jak to się zmieniało. Jeszcze 10 lat temu bieganie było całkiem innym sportem. Pamiętam jak w 2015 roku, na początku studiów, biegaliśmy dłuższe akcenty w butach starej generacji w terenie. Czułem każdy kamień pod stopą. Następnego dnia potrzebowałem dużo czasu, żeby znowu wejść na obroty. Teraz robisz akcent, kilka godzin później masz siłownię, a następnego dnia rano biegasz bez kłopotu. Technologia dużo daje i nie chodzi tylko o to, jak gwałtownie jesteś w stanie przebiec dany odcinek. Ważniejsze jest, jak gwałtownie możesz się po nim zregenerować, żeby zrobić kolejną mocną rzecz – przekonuje Josh Kerr.

2 tygodni temu













