Jednym z wątków poruszanych w książce “Formuła 1: Globalny fenomen stworzony przez łobuzów, geniuszy i maniaków prędkości”. Co warto o niej wiedzieć? jest zapaść Mercedesa na początku poprzedniej ery technologicznej.
*Materiał powstał przy współpracy z Wydawnictwem Onepress
W książce, której autorami są dziennikarze i autorzy Joshua Robinson oraz Jonathan Clegg przyglądamy się najsłynniejszej serii wyścigowej świata, poznając jej mniej i bardziej skrywane tajemnice. Jest ona dynamicznym reportażem-opowieścią o nieustannej transformacji i eksperymentach, dzięki którym grupa odważnych pasjonatów podbiła amerykański rynek. To historia pełna szybkich samochodów, ogromnych pieniędzy, atrakcyjnych bohaterów i spektakularnych innowacji.
Dzieło zawiera obserwacje dotyczące zespołów i osób ze świata Formuły 1 – od Ferrari, przez Berniego Ecclestone’a i Christiana Hornera, po Lewisa Hamiltona. To historia wyjątkowych kierowców, korporacji, samochodów, oszustw i ryzykownych zagrywek, które od półwiecza kształtują tę przebojową dyscyplinę sportu”.
Przeczytajcie fragment tej książki:
“Próbowali już wszystkiego. Twardych opon. Miękkich opon. Mniejszej ilości paliwa. Większej ilości paliwa. Nic nie pomagało. Mike Elliott łamał sobie głowę, zadając sobie raz za razem jedno pytanie: „Co przeoczyliśmy?”
Zespół spodziewał się, iż nowe bolidy przywiezione do Bahrajnu będą pokonywały każde okrążenie choćby o półtorej sekundy szybciej od starszych pojazdów. Gdy jednak Hamilton i Russell pokonywali w palącym słońcu coraz więcej kilometrów, od prawdy nie dało się uciec. Nowa konstrukcja — którą jeden z dziennikarzy porównał do batona nadtopionego przez promienie słoneczne — była w istocie wolniejsza niż bolid z poprzedniego sezonu.
Toto Wolff usiadł obok Elliotta, wpatrując się beznamiętnie w szereg monitorów, na których wyświetlane były czasy z poszczególnych okrążeń. Wolff zawsze czuł się komfortowo, gdy znajdował się przed ekranem zapełnionym liczbami. Zanim skupił się na karierze w świecie wyścigów, pod koniec lat 90. odnosił sukcesy jako inwestor działający w branży informatycznej. Miał okazję obserwować błyskawiczny wzrost wartości start-upów, ale potrafił też przewidzieć rozwój wypadków i sprzedał większość posiadanych akcji, zanim doszło do pęknięcia bajki internetowej. Zarobił na tym wszystkim mnóstwo pieniędzy.
Teraz nikt nie musiał mu tłumaczyć, co oznaczają wartości pojawiające się na ekranach. Mercedesy były o ponad pół sekundy wolniejsze od pojazdów Red Bulla. o ile spojrzeć przez pryzmat całego wyścigu, oznaczało to ukończenie rywalizacji ze stratą pół minuty. — Na tym etapie zdawałem już sobie sprawę z tego, iż jesteśmy w opałach — twierdzi Wolff. — Stoper nigdy nie kłamie.
Wyniki były tak kiepskie, iż największy rywal Lewisa Hamiltona, świeżo koronowany mistrz świata z Red Bulla, Max Verstappen, podejrzewał Mercedesa o pozorowanie problemów. To nie był jednak żaden fortel. Mercedes wcale nie udawał, iż jest wolniejszy, nią ma to miejsce w rzeczywistości. Bolidy tego zespołu naprawdę były wolne. Stało się to nad wyraz oczywiste, gdy Lewis Hamilton po raz pierwszy w całej swojej karierze ukończył sezon, nie wygrywając ani jednego wyścigu.
W kolejnych tygodniach i miesiącach ekipa Mercedesa ustaliła źródło swojego kosztownego błędu i dotarła w ten sposób do pojedynczego punktu danych ze wstępnych symulacji dotyczących nowego bolidu.
Oczywiście, było już za późno, by gwałtownie uporać się z tym problemem. Odejście od nietrafionej koncepcji W13 (która wpłynęła też na projekt bolidu na 2023 r.) pochłonęło niemal dwa sezony i znaczną część budżetu opiewającego na kilkaset milionów dolarów. Nie będzie przesadą stwierdzenie, iż był to jeden z najkosztowniejszych błędów w historii wyczynowego sportu. Sytuacja, w której wszystko sprowadza się do jednej decyzji — jednego zbłąkanego ziarnka piasku na plaży — świetnie pokazuje, w jaki sposób Formuła 1 różni się od wszystkich innych popularnych dyscyplin sportowych. To rywalizacja, w której najważniejsze posunięcia w całym sezonie mogą mieć miejsce nie na torze w trakcie jakiegoś grand prix, ale na wiele miesięcy przed rozpoczęciem sezonu, w znajdującym się gdzieś na brytyjskiej prowincji tunelu aerodynamicznym, którego większość ludzi nigdy nie będzie miała okazji zobaczyć.
W normalnych okolicznościach coś takiego nie powinno tworzyć atrakcyjnego spektaklu. Niezależnie od tego faktu globalny rozwój F1 okazał się jednym z największych sukcesów, do jakich doszło w XX w. w świecie sportu.
Formuła 1 to rzeczywistość, w której reguły nieustannie się zmieniają, a choćby fachowcy z doktoratami z inżynierii lotniczej i kosmicznej nie zawsze są je w stanie rozgryźć. o ile piłka nożna stała się najpopularniejszym sportem na świecie, gdyż nie wymaga żadnych wyjaśnień, to F1 stanowi przeciwieństwo futbolu. Może się wydawać, iż zrozumienie tego cyklu wyścigów wymaga ukończenia studiów fizycznych.
Większość osób rywalizujących na torze często ma problemy z pojęciem wszystkich zawiłości towarzyszących Formule 1. Lewis Hamilton może opisać swoje odczucia związane z podsterownością lub nadsterownością bolidu pojawiającą się podczas pokonywania z dużą prędkością zakrętów, ale nie zdoła objaśnić sposobu działania mechanizmu wtrysku paliwa. Nikt nie oczekuje też, iż będzie w stanie to zrobić. Chemicy opracowujący skład mieszanki, z której wytwarzane są opony powstające w fabryce Pirelli, nie mają bladego pojęcia o skrzyniach biegów, natomiast współpracujący z teamem specjaliści od aerodynamiki mają nader skromną wiedzę na temat układów elektronicznych stosowanych w bolidach. jeżeli samochód Formuły 1 ma w ogóle dotrzeć do mety jakiegoś wyścigu (nie wspominając już o przekroczeniu tej linii przed całą resztą stawki), potrzeba całej armii ludzi — nic więc dziwnego, iż w trakcie grand prix centra dowodzenia poszczególnych teamów przypominają ośrodek kontroli lotów, skąd nadzorowano kolejne misje kosmiczne programu Apollo.
Każdy z zespołów sprowadza na miejsce wyścigu około 200 pracowników, natomiast grupa nadzorująca rywalizację w siedzibie teamu może liczyć choćby 1000 osób. Trudno sobie wyobrazić coś, co w jeszcze większym stopniu kontrastowałoby z 11 zawodnikami próbującymi wpakować piłkę do bramki rywala. Cała ta złożoność nie okazała się jednak kulą u nogi, ale głównym urokiem tej dyscypliny, gdyż skutecznie obrazuje konieczność nieustannego podejmowania ryzykownych (i niewybaczających błędów) działań, dzięki którym można przetrwać w świecie Formuły 1. To sport, w którym sukcesy są następstwem nieustającego odkrywania na nowo różnych rzeczy. Połączenie zmieniających się przepisów, postępu technicznego i gigantycznych nagród sprawia, iż robienie wszystkiego nieco lepiej od rywali po prostu nie wystarcza. Jedynym sposobem, by zapewnić sobie tytuł mistrzowski, jest zrealizowanie szeregu niezwykle ambitnych posunięć technicznych — a potem regularne powtarzanie tego scenariusza. Na długo przed tym, jak firmy z Doliny Krzemowej zobowiązały się do szybkiego działania i psucia różnych rzeczy, w Formule 1 co roku jeździło się coraz szybciej i tworzyło się na nowo poszczególne rozwiązania.
Czasami takie odkrywanie na nowo pewnych rzeczy okazywało się sukcesem przynoszącym miliard dolarów. Kiedy indziej niemal zabijało tę dyscyplinę sportu. Zdarzało się również, iż cały ten proces prowadził po prostu do powstania rozczarowującego bolidu ze znaczkiem Mercedesa. Niezależnie od tego, jak przedstawiał się wynik, jedynym pewnikiem było to, iż nic nigdy nie będzie niezmienne.”

3 godzin temu















