Czarny sport w Rzeszowie rozgrzany do czerwoności, ale tym razem to nie widowiskowe mijanki na owalu przy Hetmańskiej elektryzują kibiców. Ogólnopolskie media żyją kolejnymi kontrowersjami wokół Katarzyny Marszałek, prezeski H69 Speedway S.A. zarządzającej Dakar Development Stalą Rzeszów. Działaczka, która przewodzi klubowi, wywołała burzę na całą Polskę. Sprawa odbija się szerokim echem w środowisku, zwłaszcza iż rzeszowski samorząd wpompował niedawno w żużlowy podmiot pokaźny zastrzyk gotówki – rekordowe 2,6 miliona złotych na promocję miasta.
Lawina ruszyła podczas meczu z Polonią Piła, w fazie play-down kiedy szefowa rzeszowskiego klubu pojawiła się na stadionie w koszulce z karykaturami byłego prezesa Michała Drymajły oraz menedżera Pawła Piskorza, opatrzonymi wymownym hasłem „Ręce precz od Stali”. Jakby tego było mało, na stadionowym telebimie wyświetlono kpiący napis: „Nie zawsze w życiu wychodzi #średnio. Powodzenia w KLŻ. Pozdrawiamy! Kibice Stali Rzeszów”. Reakcja żużlowej centrali była natychmiastowa – PGE Ekstraliga zapowiedziała postępowanie wyjaśniające i dyscyplinarne.
To był jednak zaledwie wstęp do prawdziwego trzęsienia ziemi. Serwis WP SportoweFakty ujawnił wstrząsające nagranie z udziałem sterniczki Stali i 19-letniego wychowanka, Franciszka Majewskiego. Gdy młodzieżowiec zaszedł do klubowych gabinetów, by upomnieć się o zaległe wypłaty za zdobywane na torze punkty, usłyszał pod swoim adresem stek zarzutów. Prezeska nazwała go „oszustem i szantażystą”, rzuciła, iż jest „słaby” i „nie dźwiga presji”, a na koniec wypaliła z bezpardonową groźbą: „jak zmarnujesz szansę, to ci wpier****”. Skandaliczna rozmowa sprowokowała zdecydowaną reakcję organów dyscyplinarnych – Komisja Orzekająca Ligi rozwiązała kontrakt Majewskiego ze Stalą Rzeszów z winy klubu, uwalniając zawodnika.
Prezydent Rzeszowa odpowiada: W sporcie są emocje
Pojawia się fundamentalne pytanie, czy właśnie o taką promocję Rzeszowa chodziło miejskim urzędnikom, gdy przekazywali H69 Speedway S.A. 2,6 miliona złotych z publicznej kasy. Prezydent Rzeszowa Konrad Fijołek w rozmowie z portalem Nowiny24.pl stara się tonować nastroje i podchodzi do całej sprawy ze sporym dystansem.
– Podchodzę do tego bardzo spokojnie. Wiadomo, iż w żużlu, a w zasadzie w każdym sporcie, jest rywalizacja i są emocje. Czasem te emocje się komuś udzielają – uważa prezydent Rzeszowa w wypowiedzi dla Nowin24.pl. Gospodarz stolicy Podkarpacia szuka analogii w historii lokalnego samorządu: – Pamiętamy wszyscy pana prezydenta Tadeusza Ferenca, którego wszyscy w Rzeszowie kochają, a przecież potrafił czasem rzucić mięsem. Czy coś się z tego złego stało? Nie.
Włodarz miasta przyznaje jednak, iż pewne bariery zostały przekroczone, choć wierzy, iż sytuację uda się ugasić bez drastycznych kroków.
– Oczywiście, trzeba czasem powiedzieć „przepraszam” i załagodzić relacje. Jestem spokojny, iż pani prezes sobie z tym poradzi – zaznacza Konrad Fijołek na łamach Nowin24.pl.
Zapytany o sam incydent z koszulkami oraz prowokacyjny komunikat z telebimu, prezydent woli zachować powściągliwość. – Nie będę komentował poszczególnych zachowań, bo to nie jest moja rola. Muszę oceniać całokształt. A on jest taki, iż na obecną chwilę pani prezes podjęła się misji prowadzenia klubu, a to nie jest prosta misja. Ja to doceniam. jeżeli bym uznał, iż coś przekracza jakieś ramy związane z działaniami pozaprawnymi, to wówczas będę musiał interweniować – deklaruje.
Katarzyna Marszałek















