Maja Chwalińska w kilka tygodni przeszła drogę od kwalifikacji do finału French Open. W rozmowie z Tomaszem Lorkiem tenisistka przyznała, iż skala sukcesu wciąż do niej nie dotarła. - Pamiętam, iż jak przeszłam te eliminacje, to czułam się, jakbym była w Disneylandzie - przyznała tenisistka w wywiadzie dla Polsat Sport.
"Pozwalam sobie grać swój tenis". Specjalny wywiad z Mają Chwalińską

Maja Chwalińska, finalistka French Open, była gościem Tomasza Lorka z Polsat Sport. Tenisistka opowiedziała o swoim stylu gry, drodze od kwalifikacji do finału w Paryżu, pracy z trenerami i dziecięcych marzeniach, które przez lata musiała konfrontować z rzeczywistością. - Na pewno efekt ciężkiej pracy to mało powiedziane - przyznała.
Chwalińska w ostatnich tygodniach przeszła drogę, którą wielu kibiców mogło uznać za sportową bajkę. Do Paryża przyjechała jako zawodniczka spoza ścisłej czołówki rankingu, zaczynała od kwalifikacji, a następnie dotarła aż do finału wielkoszlemowego turnieju. - Ten skok i to wszystko... Bardzo dużo się działo przez te ostatnie trzy tygodnie. To tak naprawdę bardzo krótki okres i wydaje mi się, iż jeszcze do mnie to nie dotarło do końca - przyznała.
Tenisistka odniosła się również do swojego charakterystycznego stylu gry, określanego przez wielu jako finezyjny. - Wydaje mi się, iż jest to dla mnie po prostu naturalny styl gry. Po prostu pozwalam sobie grać swój tenis - stwierdziła.
Maja Chwalińska: Czułam się, jakbym była w Disneylandzie
Chwalińska opowiedziała także o ludziach, którzy mieli wpływ na jej rozwój. Szczególne miejsce w jej karierze zajmuje pierwszy trener, Paweł Kałużny, z którym zaczynała od podstaw. - Trener Paweł Kałużny tak naprawdę mnie wychował i przedstawił mi tenis - powiedziała.
Jak dodała, ich kooperacja trwała około 12 lat. - To kawał czasu. Jestem bardzo wdzięczna za ten czas, za wysiłek i zaangażowanie, które włożył, bo włożył wszystko, co miał, i więcej - podkreśliła Chwalińska.
ZOBACZ: Lewandowski pożegnał się z Camp Nou. "Jeden z naszych, na zawsze"
Obecnie Chwalińska współpracuje także z czeskim trenerem Jaroslavem Machovským. Pytana o to, w jakim języku się porozumiewają, odpowiedziała żartobliwie, iż po latach pracy wypracowali własny sposób komunikacji. - Po tych sześciu latach współpracy mamy już swój język. Mówimy trochę po polsku, trochę po czesku, ale najważniejsze, iż się dogadujemy - powiedziała.
WIDEO: "Pozwalam sobie grać swój tenis". Specjalny wywiad z Mają Chwalińską

Chwalińska wspomniała również swój występ na Wimbledonie, gdzie do turnieju głównego musiała przebijać się przez kwalifikacje w Roehampton. Po ich przejściu miała poczucie, iż znalazła się w zupełnie innym świecie.
- Pamiętam, iż jak przeszłam te eliminacje, to czułam się, jakbym była w Disneylandzie. Eliminacje Wimbledonu rozgrywają się w Roehampton, więc w innym miejscu, i szczerze mówiąc nie czuje się tam atmosfery Wielkiego Szlema. Mam same najlepsze wspomnienia z tamtej edycji Wimbledonu - mówiła.
Chwalińska: Zawsze z dumą reprezentowałam swój kraj
W rozmowie wrócił także temat dziecięcych marzeń. Chwalińska jako 11-latka rozgrzewała się pod Wieżą Eiffla podczas turnieju dla młodych zawodników. Pytana, czy już wtedy wyobrażała sobie grę na korcie centralnym w Paryżu, odpowiedziała, iż jako dziecko marzyła o największych rzeczach.
- Marzyłam, oczywiście, iż tak. Byłam dzieckiem, więc wiadomo, marzy się o największych rzeczach. Ale później zderzyłam się też z rzeczywistością, więc te marzenia troszeczkę porzuciłam. Nie będę tutaj okłamywać - przyznała. Jak dodała, z czasem zaczęła koncentrować się na bliższych celach. - I tak mnie to jakoś przyprowadziło tutaj - podsumowała.
ZOBACZ: Historyczny wyczyn Polki. Maja Chwalińska pisze historię
Tenisistka odniosła się również do występów w reprezentacji Polski. Przyznała, iż gra z orzełkiem na piersi zawsze była dla niej ważna. - Zawsze z dumą reprezentowałam swój kraj. Tak naprawdę od najmłodszych lat, kiedy tylko byłam powoływana, to o ile byłam w stanie, to tam byłam. Zaczęło się to już od 12. roku życia. Myślę, iż jest coś z tego patriotyzmu - powiedziała.
Chwalińska mówiła też o grze deblowej. Podkreśliła, iż szanuje najlepsze deblistki, ale w jej przypadku debel jest w tej chwili przede wszystkim uzupełnieniem singla.
"Trzeba dawać z siebie wszystko". Chwalińska radzi młodszym zawodnikom
Na koniec Chwalińska została zapytana, co mogłaby powiedzieć młodym zawodnikom, którzy zaczynają tenisową drogę i nie chcą zbyt wcześnie się zniechęcić. - Przede wszystkim muszą to lubić, bo później wyjdzie, czy ktoś ich zmusza, czy nie. Najważniejsze jest to, żeby robić to, co się kocha. To jest według mnie podstawa - powiedziała.
Dodała, iż sama pasja nie wystarczy, ale bez niej trudno przetrwać trudniejsze momenty. - Później trzeba dawać z siebie wszystko, wszystko, co się ma. Będzie wiele osób wokół i wiele głosów. Trzeba słuchać tylko tych, którym się ufa. Otaczać się mądrymi ludźmi - podsumowała.
ZOBACZ: Finał French Open. Maja Chwalińska nie dała rady Rosjance
Wcześniej podczas spotkania z mediami Chwalińska nie ukrywała zaskoczenia reakcją kibiców po powrocie do kraju. - Szczerze mówiąc, będąc w Paryżu nie czułam skali tego wszystkiego, co się dzieje tutaj w Polsce. Więc byłam dzisiaj w dużym szoku - powiedziała.
Polka przyznała, iż wciąż oswaja się z nową sytuacją. - Jest to dla mnie nowa rzeczywistość. Na pewno bardzo dużo nowych rzeczy wokół. Ale zaadaptuję się, zrobię na pewno wszystko najlepiej jak potrafię i zobaczymy - dodała.
Przypomnijmy, iż Chwalińska dotarła w Paryżu do finału Roland Garros jako pierwsza kwalifikantka w historii turnieju. Dzięki znakomitemu występowi awansowała również ze 114. na 21. miejsce w rankingu WTA.


1 godzina temu









