Konderla-Juroszek była trzecia w rywalizacji czterech Polek podczas MP w Wiśle. Na podium stała jednak ze łzami w oczach, bo zdecydowała, iż tego dnia zawiesi swoją karierę. Ogłosiła to po zawodach obecnym na miejscu dziennikarzom. Już to odbiło się dość szerokim echem w środowisku - w końcu skakać przestaje 24-letnia zawodniczka, która swego czasu była choćby najlepsza w kraju. Słowa, na które zdecydowała się później były jednak jeszcze szerzej cytowane.
REKLAMA
Zobacz wideo Dlatego Tomasiak robi znak krzyża przed skokiem. Powiedział to przed kamerą
Słowa Konderli-Juroszek o mobbingu teraz brzmią już inaczej. Tak je zmieniła
Chodzi o wywiad, którego Nicole Konderla-Juroszek udzieliła po wszystkim Sarze Kalisz z TVP Sport. Dotknęła w nim wielu kwestii: swojej depresji, problemów z wagą czy kontuzjami, rzeczywistości polskich skoków kobiet, a także - i ten wątek medialnie był w ostatnich dniach wyeksponowany najbardziej - zasugerowała, iż w 2023 roku ze strony sztabu szkoleniowego polskiej kadry był wobec niej stosowany mobbing.
- Doświadczyłam w tamtym sezonie mobbingu. Sportowe kwestie sportowymi kwestiami, ale jeżeli krytykuje się zawodnika za sprawy, które wykraczają poza sport, za to, czy się uśmiecha, to nie jest to w porządku. Byłam wtedy w trakcie leczenia, na tabletkach, moje ciało się zmieniło (...) - opisała Konderla-Juroszek. To oryginalny zapis rozmowy, która ukazała się na stronie TVP Sport 26 lutego. Dzień później pierwsze zdanie zostało zmienione, jak zaznaczono, na prośbę zawodniczki. I teraz brzmi: "Myślę, iż w pewnych kwestiach mogło to być związane z mobbingiem".
To złagodzenie brzmienia słów Konderli-Juroszek, która w tym samym wywiadzie zapewniała, iż "nie chce nikogo atakować i wiele o tym mówić". Jej słowa zostały już jednak zacytowane przez wiele serwisów i przez cały czas widnieją w nich w takiej formie. choćby przy zmianie swoich słów, skoczkini pozostawiła w tej wypowiedzi "mobbing". A to określenie ma sporą moc i znaczenie. Stanowi poważne oskarżenie wobec osób, do których skierowała je zawodniczka.
- Dostałam olbrzymią dawkę niezrozumienia, braku komunikacji. To chyba było dla mnie najgorsze, bo jestem osobą, która bardzo potrzebuje rozmów - wskazała w dalszej części rozmowy. - Mam na myśli cały tamten sztab. Nie chcę jednak nikogo personalnie atakować, bo to po latach nie ma już sensu. Przez bardzo długi czas widziałam w tym wyłącznie moją winę, czułam, iż się nie nadaję i wszystko robię źle. Z perspektywy mam świadomość, iż tak nie jest. choćby nie wiem, czy teraz mam żal i czy jest mi smutno. Wiem jednak, iż tamte miesiące złamały mnie na tyle, iż ani razu nie poszłam od tego momentu na skocznię z przekonaniem, iż potrafię - dodała dopytana, czy chodziło jej o brak komunikacji z byłym trenerem kadry Haraldem Rodlauerem.
Konflikt sprzed dwóch sezonów. Polka była zawieszona przez trenera
Żeby zrozumieć, o co dokładnie chodzi w sprawie, trzeba cofnąć się o cztery lata. To wtedy Konderla-Juroszek prezentowała swój najwyższy poziom w karierze - na przełomie 2022 i 2023 roku. Potrafiła punktować w zawodach Pucharu Świata, zaliczała się do szerokiej czołówki Letniego Grand Prix. Przez chwilę była liderką polskiej kadry, wystąpiła na igrzyskach olimpijskich czy mistrzostwach świata. Nie odnosiła jednak wielkich sukcesów.
Wtedy wśród pań nie mieliśmy drużyny - to był bardzo podzielony zestaw zawodniczek trenujących tak, jak im się podoba, czyli każda ze swoim trenerem. A Konderla-Juroszek miała być "księżniczką", przy której prowadzący wówczas kadrę trener Łukasz Kruczek nie myślał o reszcie składu. W dodatku nie dogadywała się z resztą zespołu. Gdy Kruczek odszedł po poprzedniej olimpijskiej zimie w 2022 roku, skoczkini i tak pozostała przy nim, a nowy trener Szczepan Kupczak nie potrafił zapanować nad tym, kto i z kim trenuje. Świetnie obraz tamtego piekiełka polskich kobiecych skoków opisywał dziennikarz Sport.pl, Łukasz Jachimiak w tym tekście.
- Każda z tych zawodniczek chciałaby mieć własnego trenera. To jest najgorsze. Ta z tym będzie trenować, a z tym już nie będzie. Uwierzcie mi, iż znaleźć w tym jakiś kompromis, tak żeby to mogło funkcjonować, to jest bardzo ciężka sprawa. Jedynie, jeżeli one faktycznie się podporządkują i chcą, to musi być nazwisko, które zrobi z tym porządek. Narzuci swój rytm pracy, jak to ma wyglądać. A jeżeli komuś się nie podoba: do widzenia - mówił po MŚ w Planicy w 2023 roku Adam Małysz.
I wtedy Małysz sięgnął po nazwisko z zewnątrz: Haralda Rodlauera, jednego z najbardziej utytułowanych trenerów w świecie kobiecych skoków. I stało się dokładnie to, o czym wspominał prezes PZN. Konderla-Juroszek twierdziła, iż Rodlauer nie potrafi się z nią porozumieć i nie przekazuje jej wizji, którą ma wykonać na skoczni, a Austriak nie akceptował tego, iż skoczkini nie potrafi mu zaufać i trenuje z kimś innym. Bo Konderla-Juroszek dalej pracowała z Kruczkiem. I za to została wtedy zawieszona i odsunięta od głównej kadry, z którą pracował Rodlauer, dając szanse w zawodach Annie Twardosz, Poli Bełtowskiej i Natalii Słowik.
- Nie miała zaufania do mnie i do mojego asystenta, Stefana Huli. Kwestionowała wszystkie sugestie, nie przyjmowała żadnych uwag treningowych na skoczni, jak i poza nią - mówił nam wówczas o Konderli-Juroszek Rodlauer. Twierdził, iż "nie weźmie odpowiedzialności za zawodniczkę, która nie stosuje się do jego zasad" i nie potrafi pokazać pokory, choć robiły to tak wielkie gwiazdy skoków jak Gregor Schlierenzauer i Thomas Morgenstern.
Dał jej jednak szansę pod koniec sezonu, kiedy pojechała na zawody PŚ w Hinzenbach i Lahti. Po zakończeniu sezonu Rodlauer odszedł z kadry, którą przejęli Marcin Bachleda i asystent Rodlauera Stefan Hula. To właśnie w trakcie przygotowań do zimy 2023/24 miały mieć miejsce sytuację, które Konderla-Juroszek teraz opisała teraz jako mobbing.
"Team 2023": "Indywidualnych nieporozumień nie wolno zrównywać z mobbingiem"
W sztabie Rodlauera, o którym w rozmowie z TVP Sport, wspomniała Konderla-Juroszek poza Austriakiem stale tworzyli jego asystent Stefan Hula, który pozostaje w kadrze do dziś, a także fizjoterapeutka Theresa Koren, która teraz pracuje wraz z Rodlauerem we włoskiej kadrze skoczkiń. I te osoby przesłały do Sport.pl oświadczenie w odniesieniu do słów Polki podpisane jako "Team 2023".
"Stanowczo zaprzeczamy oskarżeniom Nicole Konderli-Juroszek o mobbingu" - czytamy w ich komunikacie. "Mobbing to poważne oskarżenie, które wpływa na osobistą uczciwość i profesjonalną reputację każdego z nas. Z tego powodu, to dla nas ważne, żeby wyraźnie określić, iż w żadnym momencie naszej pracy w Polsce nie wystąpiło systemowo wykluczenie, celowe dyskredytowanie czy niewłaściwe zachowanie w kierunku jakiejkolwiek zawodniczki w naszym zespole. Naszymi głównymi zasadami pracy są profesjonalizm, transparentność, skupienie na wydajności i wzajemnym szacunku. Te wartości stosujemy równo wobec wszystkich zaangażowanych. Decyzje w sportowym kontekście są podejmowane wedle jasnych kryteriów, spójnych struktur treningowych i zgodnie z interesem całego zespołu" - piszą dalej osoby odpowiedzialne za polską kadrę dwa sezony temu.
"Potwierdzamy, iż podczas naszej współpracy, pojawiały się różne perspektywy wobec struktury treningów, wewnętrznej koordynacji działań i oczekiwań wobec roli poszczególnych osób. W środowisku skupionym na pracy wysokiej klasy takie różnice się pojawiają. Naszym priorytetem zawsze jest pozostać przy jasnych strukturach i zapewnić równe traktowanie. Jednak indywidualnych nieporozumień nie wolno zrównywać z mobbingiem. Zdajemy sobie sprawę z odpowiedzialności wobec naszych zawodniczek i pozostajemy przy standardach, wedle których działamy. Jednocześnie rozumiemy, iż pewne sytuacje mogą być odbierane różnie na stopie prywatnej. Niemniej jednak, w naszych działaniach najważniejsze pozostawały i wciąż pozostają profesjonalizm, sprawiedliwe traktowanie i sportowa odpowiedzialność. To oświadczenie wydajemy wyłącznie dla wyjaśnienia publicznie wyrażonych oskarżeń. Z tym uważamy sprawę za zamkniętą i nie będziemy jej już komentować" - zaznacza sztab Rodlauera w oświadczeniu.
Konderla-Juroszek od zakończenia współpracy z Rodlauerem aż do teraz była maksymalnie numerem dwa lub trzy w kraju. Jeszcze na początku zimy wystąpiła w PŚ w Lillehammer, w tym w konkursie mikstów. W Norwegii, jak i chwilami latem, prezentowała się całkiem nieźle. Nie potrafiła jednak utrzymać stabilnej formy na wysokim poziomie. Teraz zawiesiła karierę i na pewno będzie chciała oddać się pracy trenerki personalnej na siłowni. Nie udało jej się łączyć jej z kontynuowaniem skakania. Na razie nie wiadomo, czy podejmie próbę powrotu do ukochanego sportu.

2 godzin temu













