Potężne konsekwencje katastrofy Polski na igrzyskach

2 godzin temu
Braku Polski wśród ośmiu najlepszych drużyn olimpijskiego konkursu mikstów nie chcieliśmy brać pod uwagę. Niestety, we wtorkowy wieczór taki wynik - 11. miejsce naszej drużyny na 12 startujących - stał się faktem. I będzie miał dla polskich skoczków i skoczkiń, którzy wystąpili w Predazzo, ogromne konsekwencje finansowe.
W konkursie mikstów w polskich skokach gra zawsze toczy się o olimpijskie stypendia, przyznawane przez Ministerstwo Sportu. Na igrzyskach w Pekinie przed czterema laty po raz pierwszy w historii udało się je zdobyć i zwłaszcza polskie skoczkinie, Kinga Rajda i Nicole Konderla, otrzymywały wsparcie, które pomagało im w kontynuowaniu kariery.

REKLAMA







Zobacz wideo Tomasiak show! Majchrzak: Właśnie to daje medale



Teraz tak nie będzie - stypendium przyznaje się za wejście do Top 8 dowolnej konkurencji olimpijskiej. Polakom zabrakło do niej 11,1 punktu. Na normalnej skoczni to nieco ponad 5,5 metra - wiele i zarazem niewiele. Jednocześnie nasz mikst wyprzedził tylko reprezentację Rumunii.


Każdy z drużyny mógł dostać co najmniej 121 tys. zł w półtora roku. Nic z tego
To oznacza, iż nasi sportowcy stracili sporo pieniędzy, które mogli dostawać dzięki wynikowi na igrzyskach we Włoszech. W końcu za ósme miejsce dostaje się w tej chwili od Ministerstwa Sportu 6728,40 zł miesięcznie przez półtora roku. Łącznie można zatem otrzymać aż 121 111,10 zł.
Za wyższe pozycje ministerstwo wypłaca jeszcze wyższe kwoty. Za siódmą pozycję w mikście, przez kolejne półtora roku każdy ze składu dostawałby 8 410,50 zł miesięcznie (łącznie 151 389 zł), a za szóste miejsce 9 371,70 zł miesięcznie (łącznie 168 690,60 zł). To nie są małe kwoty.
Kacper Tomasiak, zdobywając w poniedziałek srebrny medal indywidualnie, zarobił 78 241,68 złotych, a do tego wypłacane przez dwa lata co miesiąc 15 427,26 zł (łącznie 370 254,24 zł, czyli 448 495,92 zł ze wspomnianą premią). A trzeba pamiętać, iż dostanie jeszcze nagrody z Polskiego Komitetu Olimpijskiego i zapewnił sobie emeryturę olimpijską od rządu.



Wszystkie te premie, choć skupmy się głównie na ministerialnych, to pieniądze, które bardzo ułatwiają sportowcom życie. Nie muszą oni szukać innej - poza karierą sportową - pracy, niwelują ewentualne problemy z poszukiwaniem sponsorów i zwyczajnie sprawiają, iż funkcjonowanie w świecie sportu dzięki olimpijskiemu wynikowi jest prostsze.
Twardosz jeszcze liczy na stypendium. Wąsek na skoczni na tym się nie skupiał
Niestety, tego nasz skład z olimpijskiego mikstu w Predazzo tym razem nie doświadczy. To problem zwłaszcza dla skoczkiń, które nie zarabiają dużych premii za zawody Pucharu Świata.
- Przy samym starcie może nieszczególnie na to patrzymy, ale wiadomo, iż ewentualne stypendium jest pomocą finansową. Myślę, iż głównie dzięki temu można się utrzymać przez cały rok, do następnej imprezy. No ale pozostało niedziela - mówi Anna Twardosz, która nie traci wiary, iż może powalczyć o dobry wynik i miejsce w Top 8 indywidualnie. Na normalnej skoczni była przecież dziesiąta.
Czy zawodniczki są w stanie brak ministerialnego wsparcia sobie jakoś zrekompensować? - To się okaże. Będziemy myśleć o tym później - odpowiada Twardosz.



- Zawsze fajnie takie wsparcie mieć. W skokach nie ma za dużych pieniędzy, więc każdy dochód jest istotny - przyznaje Paweł Wąsek. - Jednak za bardzo o tym nie myślałem. Na skoczni skupiłem się na tym, co mogę poprawić i żeby po prostu pokazać się z jak najlepszej strony - stwierdził skoczek.
Bełtowska wprost o swoim skoku: "Zdaję sobie sprawę, iż zabrał nam miejsce w drugiej serii"
Oczywiście, wyniki konkursu wskazują jasno, iż słabiej w naszym zespole spisały się skoczkinie. Słaby był przede wszystkim wynik Poli Bełtowskiej. Polka kiepsko skakała już w konkursie indywidualnym, w którym zajęła ostatnie miejsce. We wtorek odległościowo było nieco lepiej, ale i tak mocno odstawała poziomem od rywalek. Na tyle, iż nie było szans tego nadrobić skokami pozostałej trójki.
- Zdaję sobie sprawę, iż mój skok zabrał nam miejsce w drugiej serii. Chciałam zrobić coś innego i spróbować dalej polecieć, ale wyszło, jak wyszło - komentuje samokrytycznie Pola Bełtowska. Skoczkini nie mogła się odnaleźć na obiekcie w Predazzo. - Jest to bardzo trudne, nie spodziewałam się, iż aż tak źle tutaj będzie. Ale nie poddaję się i mam nadzieję, iż na dużej skoczni sobie to zrekompensuję - dodaje.
Po indywidualnych zawodach Bełtowska i polski sztab podkreślali, iż stres związany ze startem na igrzyskach przełożył się na to, jak słabo wypadła. W konkursie drużynowym było go mniej, ale zawodniczka przez cały czas nie była w stanie pokazać wszystkiego, na co ją stać. - Nie chciałam zawieść, ale... Zawiodła głowa, trochę też dojazd do progu skoczni - tłumaczy Pola Bełtowska.



- To jest skocznia normalna. o ile przytrafi się jeden gorszy skok, potem adekwatnie jest to już nie do nadrobienia. Po prostu niestety dzisiaj się nie udało, ale na pewno będziemy walczyć dalej i następnym razem już powinno być lepiej - przekonuje Kacper Tomasiak. W rozmowie z Eurosportem dodał jeszcze, iż taki słabszy skok "mógł przytrafić się któremukolwiek z nich". - Nie chcę się jakoś załamywać, ale na pewno nie jestem zadowolony z tego wyniku - zakończył wicemistrz olimpijski.
Polka atakowana po słabych skokach. "Jestem 'jechana' z góry na dół"
Najsłabsza wśród Polaków Bełtowska odnosi się do jeszcze jednego ważnego tematu: reakcji na jej wyniki w serwisach społecznościowych i internecie. - Nie czytam komentarzy, ale dostaję wiadomości prywatne, iż to jest po prostu kosmos - opisuje zawodniczka. - Nie spodziewałam się, iż ludzie mogą mnie aż tak nienawidzić. Nie przegrywam specjalnie, a jestem 'jechana' z góry na dół.
Na szczęście dodaje: - Hejt był i będzie. Cóż, jak im jest lepiej, to niech piszą.
- Ona zapracowała sobie, żeby tu być i na pewno chciała dać z siebie wszystko. Wiem, iż Pola jest zestresowana. I też bardzo i dużo chce, ogrom pracy w to wkłada. Myślę, iż jeszcze wszystko zaskoczy. Pola jest młoda, ma przed sobą jeszcze kawał czasu - broni swojej koleżanki z kadry Anna Twardosz.



W przypadku polskich skoczkiń warto dać kontekst: kobiece skoki na dobre zaczęto u nas rozwijać dopiero od 2019 roku. Przez wieloletnie zaniedbania i brak poważnego traktowania mamy kilka zawodniczek. Nie ma wielkiego pola manewru. W Pucharze Świata tej zimy poza Twardosz i Bełtowską startowała tylko Nicole Konderla-Juroszek, która prezentowała słabszą dyspozycję od naszych reprezentantek na igrzyskach. Następczynie, jeżeli w ogóle są, na razie są o wiele za młode i niedoświadczone, żeby myśleć o nich w kontekście wielkich imprez w skokach. Dziewczynki garną się do skoków, ale przed nimi - i trenerami - daleka droga, żeby przygotować je do profesjonalnej kariery.


w tej chwili twarzą polskich kobiecych skoków jest Anna Twardosz. I sama chce inspirować młode talenty - żeby jej dyscyplina w Polsce szła naprzód. - Chciałabym przyczynić się do rozwoju naszych skoków kobiet. Liczę, iż jak najwięcej dziewczynek będzie chciało spróbować tego sportu - przekonuje.
Idź do oryginalnego materiału