Popis Puchacza w szalonym meczu! Dwa gole reprezentanta Polski

2 godzin temu
Wielki mecz Tymoteusza Puchacza! Nie tylko w Polsce w tym tygodniu rozegrano ćwierćfinały krajowego pucharu. To samo stało się w Azerbejdżanie, a Sabah Baku z Puchaczem w składzie rozegrało niesamowity mecz z Gabalą. Nasz rodak odegrał w nim kluczową rolę, bo najpierw dwukrotnie trafił do siatki, a gdy doszło do konkursu rzutów karnych, również nie zawiódł. Jego zespół wywalczył dzięki temu awans do półfinału!
Gdy Tymoteusz Puchacz latem po wielu tygodniach bez klubu wybrał ofertę azerskiego Sabah Baku, wiele osób mocno się dziwiło. Bo może i niemal pewne miejsce w wyjściowym składzie, ale liga dość słaba, w dodatku zdominowana przez Karabach Agdam. Jednak Sabah to w tym sezonie absolutna rewelacja. Aktualnie prowadzą w tabeli z przewagą siedmiu punktów nad Karabachem (mają jeden mecz rozegrany więcej) i kroczą w kierunku tytułu mistrzowskiego. Jednak ich celem z pewnością jest dublet, więc nie było mowy o odpuszczeniu Pucharu Azerbejdżanu.

REKLAMA







Zobacz wideo Kosecki o transferze Kapuadiego: To po prostu pokaz siły Widzewa. Ale przepłacili



Puchacz niemal samodzielnie rozjechał rywali. Wydawało się, iż to wystarczy
W nim w ćwierćfinale wpadli na Gabalę. To aktualnie dziesiąta siła ligi azerskiej, ale w Pucharze mocno się postawili. W pierwszym meczu i to rozgrywanym w Baku, padł remis 0:0. Dlatego, choć Sabah wciąż było faworytem, to już nie tak wyraźnym. Jednak po rozpoczęciu spotkania przez długi czas zanosiło się, iż to będzie łatwa robota dla zespołu z Baku. Ich największą gwiazdą okazał się Puchacz. Polak jak dotąd notował w obecnym klubie wyłącznie asysty (6), ale w czwartkowy wieczór obudził się w nim snajper.


W 31. minucie Puchacz zszedł z lewego skrzydła do środka i tuż zza szesnastki huknął nie do obrony dla bramkarza, dając Sabah prowadzenie. Nasz rodak trafił do siatki też po raz drugi. Dokładnie w 62. minucie, gdy przejął piłkę na połowie rywali, popędził z nią w pole karne i oddał precyzyjny strzał, tuż przy dalszym słupku. Jego zespół prowadził 2:0, a co więcej, grał wówczas w przewadze, bo w 48. minucie czerwoną kartkę obejrzał znany z gry w Lechu Poznań Adriel Ba Loua. Sabah pędziło po awans i wydawało się, iż nic ich już nie zatrzyma. Błąd.














Szokująca końcówka i rzuty karne! Puchacz w nich też nie zawiódł
Między 88. a 90. minutą lider tabeli ligi azerskiej został kompletnie zaskoczony, a w dodatku dwukrotnie. W obu wypadkach ich katem był Ismahil Akinade. Goście na własne życzenie zostali zmuszeni do grania dogrywki. W niej także emocje sięgały Zenitu. Sabah wróciło na prowadzenie w 105. minucie za sprawą gola Joy-Lance'a Mickelsa. Jednak znów nie utrzymali przewagi. W 114. minucie wyrównał Nuquay Raszidow, a niedługo później stało się jasne, iż o wszystkim zdecydują rzuty karne.
W nich dużo lepiej spisał się zespół Sabah. Wykorzystali wszystkie cztery jedenastki, jakie strzelali. W tym gronie był też Puchacz, który był w tym spotkaniu nieomylny, jeżeli chodzi o skuteczność. Za to gospodarze pomylili się dwukrotnie, dzięki czemu to zespół z Baku zameldował się w półfinale Pucharu Azerbejdżanu, wygrywając w karnych 4:2. O finał zawalczą w hitowym starciu z Karabachem Agdam.
Idź do oryginalnego materiału