Gdy Tymoteusz Puchacz latem po wielu tygodniach bez klubu wybrał ofertę azerskiego Sabah Baku, wiele osób mocno się dziwiło. Bo może i niemal pewne miejsce w wyjściowym składzie, ale liga dość słaba, w dodatku zdominowana przez Karabach Agdam. Jednak Sabah to w tym sezonie absolutna rewelacja. Aktualnie prowadzą w tabeli z przewagą siedmiu punktów nad Karabachem (mają jeden mecz rozegrany więcej) i kroczą w kierunku tytułu mistrzowskiego. Jednak ich celem z pewnością jest dublet, więc nie było mowy o odpuszczeniu Pucharu Azerbejdżanu.
REKLAMA
Zobacz wideo Kosecki o transferze Kapuadiego: To po prostu pokaz siły Widzewa. Ale przepłacili
Puchacz niemal samodzielnie rozjechał rywali. Wydawało się, iż to wystarczy
W nim w ćwierćfinale wpadli na Gabalę. To aktualnie dziesiąta siła ligi azerskiej, ale w Pucharze mocno się postawili. W pierwszym meczu i to rozgrywanym w Baku, padł remis 0:0. Dlatego, choć Sabah wciąż było faworytem, to już nie tak wyraźnym. Jednak po rozpoczęciu spotkania przez długi czas zanosiło się, iż to będzie łatwa robota dla zespołu z Baku. Ich największą gwiazdą okazał się Puchacz. Polak jak dotąd notował w obecnym klubie wyłącznie asysty (6), ale w czwartkowy wieczór obudził się w nim snajper.
W 31. minucie Puchacz zszedł z lewego skrzydła do środka i tuż zza szesnastki huknął nie do obrony dla bramkarza, dając Sabah prowadzenie. Nasz rodak trafił do siatki też po raz drugi. Dokładnie w 62. minucie, gdy przejął piłkę na połowie rywali, popędził z nią w pole karne i oddał precyzyjny strzał, tuż przy dalszym słupku. Jego zespół prowadził 2:0, a co więcej, grał wówczas w przewadze, bo w 48. minucie czerwoną kartkę obejrzał znany z gry w Lechu Poznań Adriel Ba Loua. Sabah pędziło po awans i wydawało się, iż nic ich już nie zatrzyma. Błąd.
Szokująca końcówka i rzuty karne! Puchacz w nich też nie zawiódł
Między 88. a 90. minutą lider tabeli ligi azerskiej został kompletnie zaskoczony, a w dodatku dwukrotnie. W obu wypadkach ich katem był Ismahil Akinade. Goście na własne życzenie zostali zmuszeni do grania dogrywki. W niej także emocje sięgały Zenitu. Sabah wróciło na prowadzenie w 105. minucie za sprawą gola Joy-Lance'a Mickelsa. Jednak znów nie utrzymali przewagi. W 114. minucie wyrównał Nuquay Raszidow, a niedługo później stało się jasne, iż o wszystkim zdecydują rzuty karne.
W nich dużo lepiej spisał się zespół Sabah. Wykorzystali wszystkie cztery jedenastki, jakie strzelali. W tym gronie był też Puchacz, który był w tym spotkaniu nieomylny, jeżeli chodzi o skuteczność. Za to gospodarze pomylili się dwukrotnie, dzięki czemu to zespół z Baku zameldował się w półfinale Pucharu Azerbejdżanu, wygrywając w karnych 4:2. O finał zawalczą w hitowym starciu z Karabachem Agdam.

2 godzin temu