
Miało dojść do kolejnego występu „Popka” w MMA. Raper miał stanąć do walki z nietuzinkowym rywalem, z którym od dawna ma na pieńku.
„Popek” to bez wątpienia jedna z najbardziej rozpoznawalnych i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnych postaci, jakie kiedykolwiek pojawiły się w polskich sportach walki. Zanim trafił do klatki, był gwiazdą rapowej sceny, znaną z nietypowego, dla wielu wręcz szokującego wizerunku i dość brutalnych tekstów. Wejście Popka do MMA od początku budziło skrajne reakcje – jedni traktowali je jak żart, a inni widzieli w tym coś znacznie większego.
Paweł Mikołajów zadebiutował w KSW w 2016 roku, a jego pierwsze walki stały się ogromnymi wydarzeniami medialnymi. Najgłośniejszym pojedynkiem był bez wątpienia ten z Mariuszem Pudzianowskim, który był zarazem jego pierwszym pod szyldem Konfrontacji Sztuk Walki. Starcie rapera z byłym strongmanem biło rekordy zainteresowania i idealnie wpisywało się w strategię organizacji, która coraz śmielej sięgała po nazwiska spoza sportu. Sportowo Popek wyraźnie odstawał od rywala, jednakże mimo to sporo osób pokładała w nim głęboką nadzieję.
Do ich starcia doszło w trakcie gali KSW 37 i przyznać trzeba, iż skończyła się naprawdę szybko. „Pudzian” ubił rapera w niecałe półtorej minuty, pokazując mu, gdzie raki zimują. Oczywiście nie był to koniec przygody Pawła w federacji Macieja Kawulskiego i Martina Lewandowskiego. Później bowiem przyszły kolejne występy w KSW, czyli starcia z Robertem Burneiką i Tomaszem Oświecińskim. Oba te pojedynki również generowały spore zainteresowanie i także skończyły się one przed czasem. Burneika poniósł ekspresową klęskę na PGE Narodowym, z kolei aktor zadał kolejną porażkę raperowi.
ZOBACZ TAKŻE: Szokujące wieści ws. kariery Joshuy po tragicznym wypadku. To koniec
Pod koniec 2018 roku Mikołajów stoczył ostatnią walkę w największej polskiej organizacji MMA, w której ponownie był gorszy od rywala. Tym razem pokonał go Erko Jun, który tak jak Oświeciński, potrzebował na to blisko półtorej rundy. Po rozstaniu z KSW Popek znalazł swoje miejsce w świecie freak fightów. Walki freakowe nie stawiały na wysoki poziom techniczny, ale na emocje, konflikty i show, a Popek idealnie odnajdywał się w takiej formule. Podkreślić jednak należy, iż nie był on szczególnie zaangażowany i dawał z siebie jedynie niezbędne minimum. Jak sam podkreślał – przyszedł tam po „hajs” i nic innego go tak naprawdę nie interesuje.
We wrześniu 2020 roku zadebiutował w FAME. W walce wieczoru gali z numerem 7 zdeklasował „Stiflera”, wygrywając już w 1. rundzie za sprawą balachy. Następnie miało dojść do jego walki z „Kizo”, jednakże doznał kontuzji, która uniemożliwiła mu wzięcie udziału w FAME MMA 9, w jego miejsce wskoczył wówczas inny raper – Gabriel „Arab” Al-Sulwi.
Następnie, po prawie dwóch latach od debiutu w FAME, stoczył pojedynek na gali FAME MMA 13. Tym razem mierzył się z byłym mistrzem KSW, Normanem Parkiem. Ich starcie dobiegło końca już na początku rundy numer 1, po tym jak Paweł doznał poważnego urazu dłoni, przy próbie zaatakowania swojego rywala.
Następnie, w listopadzie 2022 roku zmierzył się z „Don Kasjo” w federacji PRIME SHOW MMA. W tej konfrontacji również przegrał przed czasem i od tamtej pory w klatce już go nie widziano. Pojawił się natomiast raz w ringu, GROMDY, jednakże nie była to udana przygoda…
Popek planował kolejną walkę w MMA
Oczywiście o powrocie „Króla Albanii” do klatki mówiło się naprawdę wiele, jednakże jak dotąd się tego nie doczekaliśmy. W międzyczasie mieliśmy do czynienia z paroma głośniejszymi incydentami z udziałem Pawła, jednakże nie były one powiązane ze światem MMA czy freak fightami.
Jak się jednak okazuje, w planach był jego powrót do organizacji FAME, która w ostatnich miesiącach przetransformowała się z freakowej w hybrydową. Więcej na ten temat powiedział jego niedoszły rywal, który doskonale jest znany zarówno kibicom sportowego MMA, jak i fanom szeroko pojętych freaków.
ZOBACZ TAKŻE: Szlachetna strona McGregora. Legenda MMA obdarowywała bezdomnych [WIDEO]
Mowa o byłym prezesie organizacji FEN – Pawle Jóźwiaku. Aktualny zawodnik oraz działacz PRIME’u udzielił ostatnio wywiadu „TVreklamie”, w którym zabrał głos na temat ostatnich wydarzeń w freakowej federacji. Nie zabrakło również pytania o jego konfrontację z „Popkiem”, o której się niegdyś sporo mówiło w związku z ich konfliktem. Poniżej odpowiedź freak fightera:
FAME tam coś namieszał. Miałem się bić z Popkiem, a nagle mi zmienili na tego różowego tchórza, a skończyło się, jak się skończyło – zostałem z niczym. Mi tam wszystko jedno czy w PRIME czy w FAME, po prostu chętnie go zbiję.
– oznajmił Paweł Jóźwiak w wywiadzie dla „TVreklamy”.
Ze słów Pawła Jóźwiaka jasno wynika, iż to Paweł Mikołajów miał być jego rywalem podczas gali FAME 28: Armagedon. Przypomnijmy, iż było to ostatnie wydarzenie FAME, które odbyło się 22 listopada zeszłego roku w Warszawie. Finalnie były prezes FEN-u miał stanąć oko w oko z Natanem Marconiem, jednakże nie było mu to dane. Otóż „Kraken” opuścił kraj na dwa dni przed galą i nie wziął udziału w widowisku. W związku z tym Jóźwiak również nie stoczył pojedynku i był jedynie widzem przy okazji tej gali.
Informacja, wedle której „Popek” miał znów walczyć w FAME jest jednak jasnym sygnałem, iż mamy do czynienia z czymś więcej niż pogłoskami odnośnie jego powrotu do walk. Dlaczego finalnie nie doszło do jego kolejnego pojedynku? Tego nie wiemy, natomiast zdaje się, iż jesteśmy znacznie bliżej jego powrotu, niż się wielu osobom wydaje.

1 dzień temu
















