Dla Magdaleny Fręch celem w Meksyku było odnalezienie stabilnej formy. Polka notuje przeciętny start sezonu. Przeciętny, ale i dość szczęśliwy przy okazji, bo zarówno w Dosze, jak i w Dubaju wchodziła do drabinki głównej turnieju WTA 1000 jako szczęśliwa przegrana z eliminacji. Nie korzystała z tego jednak absolutnie w pełni, bo w Katarze odpadła w II rundzie, a w Zjednoczonych Emiratach Arabskich w I. Innymi słowy poniosła cztery porażki w sześciu ostatnich spotkaniach.
REKLAMA
Zobacz wideo Tomasiak faworytem do złota. Szaleństwo w Polsce na jego punkcie
Zawodniczki grały seriami. Więcej tych dobrych miała Fręch
Sporo, dlatego właśnie mieliśmy nadzieję, iż meksykańska ziemia znów okaże się dla niej łaskawa. Co prawda w 2024 roku wygrała turniej w Guadalajarze, a nie w Meridzie. Jednak może po prostu w powietrzu w Meksyku jest coś, co dobrze na Polkę działa. Jako pierwsza miała to sprawdzić Maria Timofiejewa. To tenisistka, która niedawno zmieniła obywatelstwo, porzucając Rosję na rzecz Uzbekistanu. Dla niej początek roku też jest trudny. Odpadła już w I rundzie eliminacji Australian Open, potem musiała skreczować w turnieju ITF i miała przed rywalizacją w Meridzie miesiąc przerwy. Tu jednak bez straty seta przeszła eliminacje.
Liczyliśmy na to, iż Polka sobie z nią poradzi. Pierwszy set miał szalony przebieg. Fręch zaczęła go piorunująco, bo od prowadzenia 3:0. Nagle jednak jej dyspozycja się załamała. Zaczęła popełniać błędy, osłabł jej serwis, co kosztowało naszą reprezentantkę aż cztery przegrane gemy z rzędu. Wydawało się, iż I set może już być przegrany, ale wówczas okazało się, iż panie w tej partii grają seriami. Bowiem od stanu 3:4 z perspektywy Polki to Timofiejewa pokpiła sprawę. Oddała kontrolę nad meczem w ręce Fręch, a ta otrząsnęła się z tenisowego letargu. Do końca seta przegrała tylko cztery wymiany, dwukrotnie przełamując rywalkę. Pierwszą partię wygrała 6:4.
Serwis? Fuj. Same z nim kłopoty
jeżeli ktoś myślał, iż pierwszy set miał szalony przebieg, to po drugim musiał zmienić zdanie. Obie zawodniczki udowodniły w nim, iż w tym spotkaniu serwis nie był atutem, tylko problemem. Mieliśmy bowiem łącznie ledwie cztery gemy wygrane przy własnym podaniu i aż osiem przełamań. Nic dziwnego, iż na koniec meczu obie miały więcej piłek wygranych na returnie, niż na serwisie (49:39 Magdalena, 41:37 Maria). Okazało się także, iż o tiebreaki łatwo nie tylko, gdy spotykają się dwie potężnie serwujące zawodniczki, ale też takie, które mają z tym elementem wielki kłopot.
Fręch wróciła z dalekiej podróży i wygrała!
Jednak droga do tego tiebreaka była długa i wyboista. Zwłaszcza dla Polki, która obroniła po drodze aż pięć piłek setowych. Pierwsze cztery przy stanie 5:4 dla rywalki, a kolejnego przy 6:5. Zabrała katu głowę spod topora, a iż niewykorzystane sytuacje mszczą się nie tylko w piłce nożnej, Timofiejewa poniosła karę. W tiebreaku serwowały dokładnie tak słabo, jak wcześniej, więc sytuacja dynamicznie się zmieniała. Dość powiedzieć, iż z ostatnich ośmiu wymian tylko jedną wygrała serwująca zawodniczka.
Na szczęście była to Fręch. Polka wypracowała sobie tym meczbola, a nieudany skrót bekhendowy Timofiejewej zakończył ten mecz. Bardzo długi, bo trwający łącznie aż 136 minut mecz. Nasza reprezentantka wygrała go 6:4, 7:6(6) i zagra o ćwierćfinał z 48. w światowym rankingu Hiszpanką Jessicą Bouzas Mineiro.

2 godzin temu














