Polskie skoki czekały na to 4379 dni. Co za debiut olimpijski!

2 godzin temu
Co to był za olimpijski debiut! Anna Twardosz miała zostać pierwszą w historii Polką, która zakwalifikuje się do drugiej serii olimpijskiego konkursu indywidualnego, a ona w pierwszej serii długo prowadziła! Twardosz miała najgorsze warunki wietrzne ze wszystkich 50 zawodniczek, a mimo to na półmetku zawodów była ósma. Ostatecznie skończyła konkurs na znakomitym dziesiątym miejscu.
Niemal równo 12 lat temu panie po raz pierwszy rywalizowały o olimpijskie medale w skokach narciarskich. Od wygranego przez Niemkę Carinę Vogt konkursu w Soczi minęło dokładnie 11 lat, 11 miesięcy i 27 dni. Czy, jak kto woli: 4379 dni. I właśnie tyle czasu musieliśmy czekać, żeby na olimpijskiej arenie na poważnie zaistniała skoczkini z Polski.

REKLAMA







Zobacz wideo Piesiewicz ujawnia, jak Polska chce zorganizować igrzyska olimpijskie



W tamtych historycznych zawodach w Soczi nie mieliśmy swoich reprezentantek. Bo Polski Związek Narciarski długo uważał, iż skoki to sport wyłącznie dla mężczyzn. Z powodu zbyt późno rozpoczętego szkolenia dziewcząt, żadna nie osiągnęła takiego sportowego poziomu, który pozwoliłby na występ również na następnych igrzyskach w Pjongczangu w 2018 roku. Polki zadebiutowały w olimpijskich skokach dopiero w 2022 roku w Pekinie.
Twardosz sama sobie podnosiła poprzeczkę
Cztery lata temu w gronie 40 pań rywalizujących na skoczni normalnej w Zhangjiakou Kinga Rajda zajęła 35. miejsce, a Nicole Konderla była 36. Z góry było wiadomo, iż dla Twardosz uzyskanie lepszego rezultatu w Predazzo, w ramach igrzysk Mediolan/Cortina 2026, nie będzie trudnym zadaniem. Polka regularnie punktuje w Pucharze Świata, a więc awans do drugiej serii, czyli do top 30, to dla niej chleb powszedni. Tak naprawdę nasza 24-letnia debiutantka na igrzyskach sama sobie stawiała o wiele wyższy cel. - Myślę, iż top 15 będzie w moim w zasięgu, i iż jak na pierwszy raz to byłby dobry wynik – mówiła w długiej rozmowie ze Sport.pl przed startem olimpijskiego sezonu.


Twardosz podczas trwającej zimy potrafiła być już choćby dziesiąta w konkursie Pucharu Świata w Falun. To jest jak na razie jej najlepszy w życiu wynik w tym cyklu. A teraz w Predazzo właśnie uzyskała swój najlepszy wynik w wielkich zawodach. Zdecydowanie najlepszy!
Twardosz wyciągnęła wnioski
Rok temu Twardosz była tylko 29. i 36. na mistrzostwach świata w Trondheim. I chociaż miała udany sezon, to "życiówki" na wielkiej imprezie nie poprawiła. Pozostawało nią 24. miejsce ze skoczni dużej na mistrzostwach świata w Oberstdorfie w 2021 roku. - Dużo się tam nauczyłam – mówiła nam Twardosz o MŚ w Trondheim. - Bardzo chciałam, wiedziałam, iż umiem, iż potrafię, dobrze skakałam na treningach, a w zawodach zdecydowanie nie poszło tak, jak chciałam. Poszło totalnie w odwrotną stronę i to mnie nauczyło, iż nie wolno się tak spinać i napalać – tłumaczyła. I teraz na igrzyskach Polka pokazała, iż naprawdę nauka nie poszła w las.



Już w pierwszej serii Twardosz skoczyła świetnie. Po dobrym, pewnym, lądowaniu na 96. metrze została liderką i bardzo długo nie oddawała prowadzenia! Polki nie wyprzedziła choćby Silje Opseth z Norwegii po skoku na 101 metrów. A to dlatego, iż Twardosz dostała aż 18 punktów rekompensaty, bo skakała w bardzo trudnych warunkach (1,33 m/s z tyłu). W całej 50-osobowej stawce Polka miała najgorsze warunki wietrzne. Tym większe brawa za to, iż doleciała do 96. metra!
Skaczącą z numerem 29 Twardosz na prowadzeniu w pierwszej serii zmieniła dopiero mająca numer 39 Eirin Maria Kvandal. Norweżce do wyprzedzenia Polki wystarczył skok na 99,5 m, z belki niższej o dwa stopnie niż przy skoku naszej zawodniczki. Przed skokami najlepszej "dziesiątki" Twardosz była trzecia. A ostatecznie na półmetku zawodów zajmowała ósme miejsce.
Przed rundą finałową zadawaliśmy sobie pytanie, jak Twardosz wytrzyma mentalnie bycie tak wysoko. Okazało się, iż Polka dała radę! W drugiej serii uzyskała 93,5 metra, znowu dostała sporo punktów za niekorzystny wiatr - 10,9 - i po chwili oczekiwania na notę była już pewna, iż zostanie w top 10! Zaraz po swoim finałowym skoku Twardosz była trzecia, a na koniec uplasowała się na dziesiątym miejscu.
Twardosz inspiruje. Pokonała depresję i bulimię
Dla Twardosz to świetny początek pierwszych w jej życiu igrzysk. Jeszcze dwa-trzy lata temu zawodniczka zmagała się z poważnymi kłopotami zdrowotnymi - z depresją i bulimią. - Bardzo ciężko z tego wyjść. I uwierz, iż później jeszcze trudniej się o tym mówi. Na tę chwilę mogę powiedzieć, iż problemy i z bulimią, i z depresją są za mną. I mam nadzieję, iż to nie wróci. Cieszę się, iż tak jest, iż sobie poradziłam. I każdemu, kto ma problemy, radzę, żeby poszukał fachowej pomocy - mówiła w przywoływanej już rozmowie ze Sport.pl.



Niestety, na ostatnim, 50. miejscu, zawody skończyła druga z naszych zawodniczek, Pola Bełtowska (78 m). Ale okazje do rehabilitacji przyjdą już niedługo – przed Twardosz i Bełtowską jeszcze start w konkursie drużyn mieszanych i w zawodach indywidualnych na skoczni dużej.
Zawody na skoczni normalnej wygrała Norweżka Anna Odine Stroem. Drugie miejsce zajęła wielka faworytka, Nika Prevc ze Słowenii, a brązowy medal wywalczyła Japonka Nozomi Maruyama.
Idź do oryginalnego materiału