Polskie skoki czekały na to 3661 dni. I niestety się doczekały

1 godzina temu
Tak źle nie było od 10 lat. Od 2016 roku aż do dziś nie oglądaliśmy tak słabego występu naszej kadry na mistrzostwach świata w lotach narciarskich. Polskie skoki na tak nieudany start czekały aż dokładnie 3661 dni. Szkoda, iż się doczekały. I aż strach pomyśleć, co by było, gdyby nie Piotr Żyła. Ale wszystko poza jego 15. miejscem podcina nam skrzydła przed igrzyskami olimpijskimi, które zaczną się już za dwa tygodnie.
Piotr Żyła kilka dni temu skończył 39 lat. To najstarszy skoczek w reprezentacji Polski. W formie jest takiej, iż z niedawnego Turnieju Czterech Skoczni trzeba go było wycofać w połowie rywalizacji, później nie załapał się do naszej kadry na Puchar Świata w Zakopanem i oczywiście nie miał też szans wskoczyć do trzyosobowego składu Polski na igrzyska w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. I teraz ten odstawiony na boczny tor Żyła ratował nasz honor.

REKLAMA







Zobacz wideo Polskie skoki w kryzysie? Byliśmy na Pucharze Świata w Zakopanem



Już w pierwszej z czterech serii mistrzostw świata w lotach z konkursem pożegnali się Aleksander Zniszczoł, Kamil Stoch i Dawid Kubacki. W gronie 40 startujących zawodników wymienieni zajęli odpowiednio: 33., 34. i 35. miejsce. Żyła po piątku był 16. I w sobotę walczył o to, żeby chociaż symbolicznie te mistrzostwa nie były najgorsze od 10, a może choćby od 20 lat.
Dokładnie 16 stycznia 2016 roku MŚ w lotach w Bad Mitterndorf na 15. miejscu skończył Kubacki. Był wtedy najlepszy z Polaków. Natomiast dokładnie 14 stycznia 2006 roku na tej samej skoczni Kulm najlepszym Polakiem na MŚ w lotach był 19. Robert Mateja.
Żyła w piątek latał 211 i 206,5 metra, a w sobotę – 188,5 m w bardzo trudnych warunkach wietrznych i 212 m. Ostatecznie w finałowej serii Polak przesunął się na 15. miejsce. Tym samym wyrównał wynik Kubackiego sprzed 10 lat. A dokładnie sprzed 3661 dni (10 lat i osiem dni).
Żyła się cieszy. My nie mamy z czego
- Trzeba się cieszyć z tego, co jest – przekonywał Żyła już w sobotę, rozmawiając z grupką polskich dziennikarzy w Oberstdorfie.



Cóż, nam trudno się cieszyć. Natomiast Żyła rzeczywiście ma prawo. – Trochę radochy było – mówił po sobocie. A w niedzielę, po jego ostatnim locie, widzieliśmy wręcz eksplozję radości.
I to w sumie nie dziwi. Żyła dopiero co był w wielkim kryzysie. W tym samym Oberstdorfie, tylko iż na mniejszej skoczni, był 36. niecały miesiąc temu, w konkursie otwierającym Turniej Czterech Skoczni. Następnie odpadł w kwalifikacjach w Garmisch-Partenkirchen i został wycofany z imprezy. Po niej nie wrócił już do skakania w elicie. Przegrał rywalizację o miejsce w polskiej kadrze na Puchar Świata w Zakopanem, nie został wysłany na następne zawody PŚ do Sapporo, oczywiście nie znalazł się tez w naszej trójce na igrzyska. A teraz odbił się od dna.


Niestety, na dnie znajdujemy się jako kadra. Strach się bać, jak Polska wypadnie w niedzielnym konkursie drużynowym trwających MŚ w lotach. Może z nieco większym optymizmem możemy czekać na igrzyska. Ale chyba tylko dlatego, iż tam wystąpi Kacper Tomasiak. Nasz niesamowicie zdolny junior w swoim debiutanckim sezonie w Pucharze Świata jest 12. w klasyfikacji generalnej i pewnie na MŚ w lotach też byłby w czołówce. Ale sztab trenerski uznał, iż dla 19-latka pierwsze w życiu loty na dwa tygodnie przed igrzyskami to byłoby zbyt duże ryzyko. Chyba słusznie, polatać Kacper będzie miał jeszcze wiele okazji. A tymczasem my popatrzymy jeszcze raz, jak pod nieobecność Tomasiaka latają Stoch, Kubacki, Zniszczoł i - na całe szczęście - razem z nimi Żyła.
Niedzielne zawody drużynowe mają się zacząć o godzinie 16.15. Transmisja w Eurosporcie i na platformie HBO MAX, relacja na żywo na Sport.pl.
Idź do oryginalnego materiału