Polski mistrz ocierał się o dno. O to musiał prosić rodziców

1 godzina temu
Damian Żurek dwa razy zajął czwarte miejsce na XXV Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Polski łyżwiarz w rozmowie z Interią opowiedział o drodze, jaką przebył. Jeszcze kilka lat temu nie miał pieniędzy na koncie. - Nie chciałem znów ze wstydem pisać do rodziców, czy mogliby mi przelać 50 złotych - podkreśla w rozmowie z Interią Sport. Zdradził również, gdzie chciał zatrudnić się do pracy.
Damian Żurek przed XXV Zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi był wymieniany w gronie największych polskich kandydatów do medali. Łyżwiarz szybki wygrywał zawody Pucharu Świata i zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej zarówno na 500, jak i na 1000 metrów. W obu tych konkurencjach czuł się bardzo mocny, ale największy potencjał ma na krótszym z nich. Podczas zawodów PŚ w Inzell niedługo przed igrzyskami dwukrotnie pokonał amerykańskiego dominatora Jordana Stolza.

REKLAMA







Zobacz wideo Kaja Ziomek-Nogal: Jechałam tu po medal, ale za jakiś czas docenię szóstą lokatę, bo zrobiłam wszystko, co mogłam



Żurek miał niemałe kłopoty. "Najlepiej, gdybym odmówił"
Kiedy jednak przyszło do igrzysk olimpijskich, to dwukrotnie otarł się o podium. W obu przypadkach zajął nielubiane przez sportowców czwarte miejsce. Najpierw na 1000 metrów do trzeciej pozycji stracił 0.07 sekundy, a na swoim koronnym dystansie zabrakło mu do krążka 0.09 s. Jego najgroźniejszy rywal (Stolz) dwukrotnie zgarnął złoto.


Żurek miał prawo być załamany, bo medal olimpijski to nie tylko wieczna chwała, ale także potężna gratyfikacja finansowa. Żurek jeszcze kilka lat temu był w bardzo trudnej sytuacji materialnej. W rozmowie z Interią podkreślił, iż nie miał pieniędzy, by zapłacić za siebie w restauracji. Musiał od czasu do czasu prosić swoich rodziców o pomoc.
- Szczerze? Najlepiej, gdybym odmówił, ale ponieważ to były wyjścia grupowe, szedłem i czułem się fatalnie. Nie chciałem znów ze wstydem pisać do rodziców, czy mogliby mi przelać 50 złotych w wieku 20 lat. Czasem ze wstydem prosiłem i jak były takie możliwości, to dostawałem, ale ciężko mi to przechodziło przez gardło. Nie chciałem tego wykorzystywać, bo rodzice też nie mają górki pieniędzy - wyznał.
w tej chwili jego sytuacja materialna wygląda znacznie lepiej, ale wie też, z czym wszystkim się to wiąże. -Teraz już sam wynajmuję mieszkanie i sam się żywię, więc wiem, jakie to są koszty. A tym bardziej przy naszej sporej rodzinie byłem świadomy, jakie wydatki muszą ponosić rodzice. Nie wykorzystywałem ich dobroci ponad miarę, ale gdy przyszły momenty, gdy na moim koncie było zero złotych, byłem zmuszony. Przez chwilę miałem myśli, iż po sezonie pójdę do pracy - powiedział.



Oto gdzie chciał pracować Żurek. "Na staż przyszły dwie dziewczyny"
W momencie, kiedy Żurek mierzył się z dużymi problemami, rzeczywiście myślał o harówce i to nie tylko na lodowej tafli. - Szukałem w piekarni, chciałem pracować wieczorami i po nocach, by za dnia móc trenować. Jednak okazało się, iż na staż przyszły dwie dziewczyny, przez co dla mnie już nie było miejsca. Próbowałem też układać kostki brukowe. Mówiłem do właściciela: "jestem ambitny, ja jestem sportowcem" - chcąc go przekonać, ale nagle nikt nie chciał pracownika do roboty. Te wszystkie ciężkie momenty dużo mnie nauczyły. Może też dlatego jestem w tym miejscu, w którym jestem i tutaj rozmawiamy - dodał.


Nasz specjalista od sprintu przyznał również, iż otrzymał duże wsparcie od kibiców i środowiska po zajęciu dwóch czwartych miejsc na igrzyskach. To motywuje go do tego, by z jak najlepszej strony zaprezentować się na kolejnej imprezie czterolecia. Ma wielką nadzieję, iż dotrwa do niej w pełni zdrowia.
Czytaj także: Już wiadomo, czy Norwegowie stracą złote medale
Jak na razie jedyny medal dla Polski w łyżwiarstwie szybkim podczas tegorocznych igrzysk wywalczył Władimir Semirunnij - zdobył srebro na dystansie 10000 metrów.
Idź do oryginalnego materiału