Gdyby przed sezonem ktoś powiedział, iż na koniec roku pierwsze oraz 17. miejsce w tabeli Ekstraklasy będą zajmowane przez Legię Warszawa i Wisłę Płock, nikt by się przesadnie nie zdziwił. Z całym szacunkiem dla "Nafciarzy" - zdecydowana większość wyszłaby z założenia, iż to Legia będzie liderem, a Wisła znajdzie się tuż nad ligowym dnem. Tymczasem jest zupełnie na odwrót. W stolicy się pali i wszyscy modlą się, by zatrudniony niedawno trener Marek Papszun miał przy sobie gaśnicę. Zaś w Płocku sami prawdopodobnie zastanawiają się, jak trafili na fotel lidera, skoro z ostatnich pięciu ligowych meczów... nie wygrali ani jednego. Dziwne? Cóż, patrząc na ten sezon całościowo, nie do końca.
REKLAMA
Zobacz wideo Były piłkarz Legii o Papszunie: Moim zdaniem zrobi to jak w Rakowie
Ekstraklasa bawi się żelazkiem. W tym stuleciu nie widzieliśmy takich rzeczy
Na pytanie "Ile chcesz dziwactw?", bieżące rozgrywki odpowiadają "Tak". Tabela jest tak "płaska", iż wygląda, jak jakiś błąd w symulacji. Liderującą Wisłę Płock i ostatnią w tabeli Bruk-Bet Termalikę Nieciecza dzieli zaledwie 11 punktów. Ta różnica mogłaby być większa, bo Jagiellonia Białystok ma jeden zaległy - gdyby już go rozegrała i wygrała, dystans między liderem i ostatnią drużyną wzrósłby do 13 punktów. Ale mecz z GKS Katowice dopiero się odbędzie i nikt nie gwarantuje białostoczanom trzech punktów. Trzymając się zatem tego, co widzimy w tabeli obecnie, postanowiliśmy zajrzeć w przeszłość i sprawdzić, czy w XXI wieku była w naszej najwyższej klasie rozgrywkowej taka sytuacja.
Co wynika z tej analizy? Ano to, iż bieżącego sezonu nie da się porównać absolutnie z żadnym innym w tym stuleciu. Od początku XXI wieku, czyli od sezonu 2000/01, nie było sytuacji, w której lider Ekstraklasy wchodziłby w nowy rok z mniejszą przewagą na ostatnią drużyną w tabeli niż 20 punktów. Dokładnie taką przewagę na koniec 2020 roku Legia miała nad Podbeskidziem Bielsko-Biała (29 wobec dziewięciu punktów). Przy czym należy pamiętać, iż to był okres pandemiczny - tamten sezon zaczął się dopiero w końcówce sierpnia i do końca roku zdążono rozegrać jedynie 14, a nie 18 kolejek jak teraz. W tym kontekście obecne 11 punktów różnicy między liderem a ostatnim zespołem, tym bardziej wygląda jak abstrakcja. Podium pod tym względem wygląda następująco:
1. Wisła Płock 2025/26 - 11 pkt przewagi nad Bruk-Bet Termaliką Nieciecza (18 meczów)
2. Legia Warszawa 2020/21 - 20 pkt przewagi nad Podbeskidziem Bielsko-Biała (14 meczów)
3. Wisła Kraków 2005/06 - 21 pkt przewagi nad Polonią Warszawa (17 meczów)
3. GKS Bełchatów 2006/07 - 21 pkt przewagi nad Wisłą Płock (15 meczów)
3. Lechia Gdańsk 2016/17 - 21 pkt przewagi nad Górnikiem Łęczna (20 meczów)
Dodajmy jeszcze, iż największa różnica między liderem a dnem tabeli w XXI wieku na koniec roku, to 39 punktów, jakie dzieliło 1 stycznia 2008 roku Wisłę Kraków i Zagłębie Sosnowiec (47 vs osiem). Pierwszoligowa w tej chwili "Biała Gwiazda" dzierży też jeszcze jeden rekord - w XXI wieku nie mieliśmy po jesiennym graniu silniejszego lidera. Krakowianie wykręcili wówczas kosmiczną średnią 2,76 pkt na mecz (15 zwycięstw, dwa remisy, zero porażek). Obecna Wisła Płock jest na przeciwnym biegunie - ich 1,67 pkt na mecz przebija Legię Warszawa z 1 stycznia 2018 roku (1,8 pkt na mecz). W obecnym stuleciu to dopiero piąty przypadek, gdy lider Ekstraklasy na tym etapie nie ma choćby dwóch oczek na spotkanie.
Beniaminek na podium? Rzadko, ale było. Beniaminek liderem? A to już coś nowego
Oczywiście nijak nie umniejszamy Wiśle Płock. Do tego, co zrobili, należy mieć ogromny szacunek. Trener Mariusz Misiura zbudował prawdziwą obronną fortecę. Tylko 12 straconych goli w 18 meczach? Niesamowita statystyka. Szczególnie iż mowa o beniaminku i to tym, który wszedł do Ekstraklasy przez baraże. I skoro o tym wspominamy, to czy w bieżącym stuleciu mieliśmy beniaminka-lidera?
Odpowiedź na to pytanie brzmi: "Nie". Począwszy od sezonu 2000/01, nowego roku w roli lidera Ekstraklasy nie zaczynał żaden ligowy nowicjusz. Rzadkością na tym etapie rozgrywek był już beniaminek na podium - płocczanie dokonali tego jako dopiero czwarta ekipa w XXI wieku. Kim byli jej poprzednicy? Oto beniaminkowie, którzy wchodzili w nowy rok w top 3 naszej ligi:
Radomiak Radom - trzecie miejsce w okresie 2021/22 (ostatecznie finiszowali na siódmym)
Górnik Zabrze - drugie miejsce w okresie 2017/18 (ostatecznie finiszowali na czwartym)
Korona Kielce - trzecie miejsce w okresie 2005/06 (ostatecznie finiszowali na piątym)
Szwajcarzy też mają potężnego "żółtodzioba"
Ostatnio bycie "świeżym" w Ekstraklasie nie musi oznaczać męki i trudności z utrzymaniem. W poprzednim sezonie nie spadł nikt z grona beniaminków: Lechia Gdańsk, Motor Lublin oraz GKS Katowice. Te dwa ostatnie zespoły choćby można było rozpatrywać w kategoriach rewelacji sezonu (siódme miejsce Motoru, ósme GKS). Płocczanie mogą oczywiście jeszcze skończyć obecne rozgrywki w dolnych rejonach tabeli, a przy odpowiednio słabej wiośnie - choćby spaść z ligi. Jednak na razie wznieśli beniaminkowe "wejście z buta" na poziom ekstremalny. choćby w skali europejskiej.
Przyjrzeliśmy się każdej najwyższej klasie rozgrywkowej na Starym Kontynencie, za datę wyjściową biorąc pod uwagę 1 stycznia 2026 roku. Rzecz jasna od tamtej pory w niejednej lidze już się pozmieniało, jednak na przełomie grudnia i stycznia większość lig jest na podobnym etapie, a poza tym główną ligą, do której przyrównujemy jest Ekstraklasa, a w niej od początku roku jeszcze nic się nie działo. Nie braliśmy jedynie pod uwagę lig, grających systemem wiosna-jesień, które zakończyły już sezon (np. Norwegia, Litwa, Estonia), bo jednak co innego podium na koniec sezonu, a co innego w jego mniej więcej połowie. Cóż się okazało? Otóż Ekstraklasa wbrew pozorom wcale nie jest jedyną ligą, która w nowy rok weszła z beniaminkiem na czele.
Taką samą sytuację mieli bowiem w Szwajcarii. Tamtejsze FC Thun w poprzednim sezonie wygrało rozgrywki drugoligowe, a po dziewiętnastu kolejkach, z dorobkiem 40 punktów przewodziło tabeli tamtejszej ekstraklasy (zresztą po dwóch kolejnych robi to nadal). Przy czym jego prowadzenie było o wiele pewniejsze niż to Wisły Płock - 11 punktów przewagi FC Thun miało nad piątym Young Boys Berno, a ostatni w tabeli FC Winterthur wyprzedzało o 30. Poza nimi oraz płocczanami w Europie był jeszcze tylko jeden beniaminek, który rok 2026 zaczął na podium najwyższej klasy rozgrywkowej. To wicelider ligi luksemburskiej FC Atert Bissen.
Ekstraklasa fenomenem na skalę europejską
Za to pod kątem różnic punktowych Ekstraklasa już absolutnie się wyróżnia. Nigdzie indziej na Starym Kontynencie nie było aż tak ciasno. Oprócz Polski tylko w jeszcze jednym kraju różnica między liderem najwyższej ligi, a jego ostatnim zespołem nie przekraczała na starcie roku bariery 20 punktów. Konkretnie to w Kosowie - tamtejsze KF Ballkani prowadziło (i do dziś tak jest, bo kosowska liga też jeszcze nie wznowiła gry) z dorobkiem 33 punktów, a KF Prishtina e Re zamyka stawkę, mając ich 13.
Podium "ciasnoty" uzupełniają Czarnogóra i 21 punktów różnicy między Sutjeską Niksić a FK Jednistvo oraz Austria, gdzie RB Salzburg miał 32 pkt, a FC Blau-Weiss Linz 11 punktów. Nikt nie ma jednak porównania do 11 punktów dzielących szczyt oraz dno w Ekstraklasie. Idąc w drugą stronę, największa taka różnica jest w Macedonii Północnej. Trudno jednak, żeby było inaczej, skoro zamykające tabelę KF Shkupi zdobyło tylko jeden (!) punkt w 15 meczach. Liderujący Vardar Skopje ma ich 42. Niedaleko za Macedończykami jest Portugalia, gdzie FC Porto z Jakubem Kiwiorem i Janem Bednarkiem już dawno zniknęło z horyzontu AVS Fuetbol SAD (43 vs 4 pkt na starcie roku).
Innymi słowy, ze świecą w tym sezonie szukać drugiej takiej ligi jak nasza. Dlaczego tak to wygląda? Czynników jest wiele, ale głównym są zawodzący przez dłuższy czas faworyci. Raków Częstochowa drugą część jesieni miał znakomitą i gdyby wygrał w zaległym meczu z Zagłębiem Lubin (0:1), to odebrałby Wiśle Płock miano zimowego lidera. Jednak wcześniej był w takim kryzysie, iż przytulił się choćby na chwilę do strefy spadkowej.
O degrengoladzie Legii napisano już chyba wszystko, Lech Poznań z kolei był bardzo nieregularny i nie potrafił często przepychać meczów. Stąd tylko sześć zwycięstw oraz aż osiem remisów. Zaś Pogoń Szczecin oraz Widzew Łódź mimo licznych letnich transferów są w dolnej połowie tabeli (Pogoń 10., Widzew 15.). Wszystko to otworzyło drogę tym teoretycznie słabszym, a iż nikt nie wzniósł się na absolutne wyżyny, to i wyraźnego, zdecydowanego lidera brakuje. Nas czeka zaś najciekawsza runda wiosenna od lat, a być może w historii - wszak teoretycznie ostatnia Bruk-Bet Termalica ma jeszcze szanse na mistrzostwo, a liderująca Wisła Płock może choćby spaść z ligi.
W pierwszej lidze też, w pierwszej lidze też, płasko jak diabli jest
Zresztą podobnymi ścieżkami, co Ekstraklasa, kroczy w tym sezonie także I liga. Tam co prawda ponad resztę wzniosła się Wisła Kraków, która prowadzi z przewagą dziewięciu punktów nad wiceliderem. Jednak za jej plecami zaczyna się kocioł godny tego ekstraklasowego. Drugą w tabeli Polonię Bytom dzielą ledwie cztery punkty od 10. Miedzi Legnica, a wszystkie drużyny z miejsc 6-10 mają po 30 punktów. Tam także na razie rozczarowuje większość faworytów. ŁKS Łódź męczy się od startu sezonu i jest dopiero 11. Wieczysta Kraków na półmetku rundy wpadła w kryzys, dwa razy zmieniła trenera i zamiast na podium, jest szósta. To samo Śląsk Wrocław, który co prawda szkoleniowca nie zmienił, ale zimuje poza strefą barażową (siódme miejsce).
Jak w Ekstraklasie, tak i tutaj, taki obrót spraw wykorzystały zespoły, których o bycie w czołówce byśmy nie podejrzewali. Chrobry Głogów z trudem wywalczył utrzymanie w zeszłym sezonie, a na półmetku obecnego zajmuje rewelacyjną czwartą lokatę. Jednak jeszcze bardziej szalone rzeczy dzieją się na podium. Za plecami Wisły Kraków czają się dwa beniaminki. Pogoń Grodzisk Mazowiecki stworzyła miks doświadczonych ligowców oraz młodych talentów (głównie wypożyczonych z Legii Warszawa) i pod wodzą Piotra Stokowca wjechała na trzecie miejsce. Jako wicelider rok rozpocznie zaś wspomniana Polonia Bytom, choć przed nią runda-zagadka, bo do Rakowa Częstochowa odszedł autor sukcesu, trener Łukasz Tomczyk.
Pogoń i Polonia robią furorę. Skończą lepiej niż ich poprzednicy?
Dwa beniaminki zimujące na podium I Ligi? Tu również zajrzeliśmy w karty historii i tym razem akurat tak długo nie trzeba się było cofać. Identyczną sytuację mieliśmy w okresie 2017/18, kiedy za plecami prowadzącej Chojniczanki Chojnice znalazły się kolejno nowe w tym towarzystwie Odra Opole oraz Raków Częstochowa. Ani opolanie (ostatecznie 11. miejsce), ani późniejszy mistrz Polski (siódme miejsce) nie awansowali finalnie do Ekstraklasy. Chojniczanka zresztą też nie - zajęła trzecie miejsce, a awans wywalczyły Zagłębie Sosnowiec i Miedź Legnica.
Nie ma zatem wątpliwości - takiego sezonu ogólnie w polskiej piłce nie widzieliśmy od wielu lat. Inni mogą nam pozazdrościć emocji. Czy poziomu sportowego także? Tutaj już można się kłócić. Przed wieloma klubami ważne zimowe okienko transferowe, bo poprzedzi najważniejszą rundę wiosenną od lat. Rozgrywki zostaną wznowione 30 stycznia, kiedy odbędzie się pierwszy mecz Ekstraklasy w 2026 roku. I liga ruszy 6 lutego.

2 godzin temu















