Polka zawiesiła karierę. Teraz PZN odpowiada na jej zarzuty

2 godzin temu
- Musimy dysponować pieniędzmi - np. sponsorskimi czy ministerialnymi - zgodnie z przyjętymi ustaleniami - powiedział sekretarz generalny PZN Tomasz Grzywacz. Działacz w ten sposób odpowiedział na wypowiedzi Nicoli Konderli-Juroszek, która przed tygodniem ogłosiła zawieszenie kariery w skokach narciarskich. Grzywacz odniósł się także do słów zawodniczki o mobbingu.
W ubiegły weekend Nicole Konderla-Juroszek zajęła trzecie miejsce w mistrzostwach Polski w skokach narciarskich. Tuż po zawodach ogłosiła zawieszenie kariery w wieku 24 lat. - Nie ukrywam, iż moja decyzja była spowodowana tym, co działo się wokół dyscypliny kobiet, czego świadkami byliśmy choćby w czasie igrzysk w kontekście Poli Bełtowskiej. Sama doświadczyłam takich rzeczy między innymi po turnieju w Pekinie. To impreza, podczas której niektórzy kibice cieszą się ze zwycięstw, a inni publikują nieprzychylne komentarze. Od tamtego momentu miałam coraz mniejszą chęć do publikowania rzeczy w sieci - powiedziała zawodniczka w rozmowie z TVP Sport.

REKLAMA







Zobacz wideo Dlatego Tomasiak robi znak krzyża przed skokiem. Powiedział to przed kamerą



PZN odpowiada na głośne słowa Nicoli Konderli-Juroszek
W wywiadzie Konderla-Juroszek zwracała uwagę na problemy finansowe i życie wraz z mężem, Kacprem Juroszkiem, "z miesiąca na miesiąc". Wskazywała, iż stypendium sportowe pokrywało zaledwie 20 proc. wydatków. w tej chwili pracuje jako trenerka personalna.
Do poruszonych w wywiadzie kwestii odniósł się sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego Tomasz Grzywacz w komentarzu dla portalu WP SportoweFakty. - Co do zasady wsparcie jest adekwatne do osiąganych wyników. To konkretne rezultaty wpływają na wysokość stypendiów sportowych. Ale jako związek wspieramy zawodników również w uzyskiwaniu tych stypendiów niezwiązanych bezpośrednio z wynikami, takich jak ministerialne Team 100. Pamiętajmy jednak, iż w tym przypadku nie my wydajemy decyzji - ta stoi po stronie ministerstwa - tłumaczył. Dodawał, iż gdyby związek "w pełni lub w dużej części utrzymywał" każdego zawodnika, to działałby jak piramida finansowa.
- Musimy dysponować pieniędzmi - np. sponsorskimi czy ministerialnymi - zgodnie z przyjętymi ustaleniami. Każda złotówka musi być rozliczona zgodnie z koszykiem kosztów, jaki narzuca organizacja wspomagająca zawodnika lub związek - zaznaczył.
Zobacz więcej: Wielkie problemy medalisty olimpijskiego przed PŚ w Kulm



Grzywacz odniósł się również do kwestii mobbingu, którego miała doświadczać zawodniczka w okresie 2023/2024, gdy trenerem był Harald Rodlauer. - Sportowe kwestie sportowymi kwestiami, ale jeżeli krytykuje się zawodnika za sprawy, które wykraczają poza sport, za to, czy się uśmiecha, to nie jest to w porządku. Byłam wtedy w trakcie leczenia, na tabletkach, moje ciało się zmieniło. Nie chcę jednak nikogo personalnie atakować, bo to po latach nie ma już sensu - mówiła.


- Wiedzieliśmy, iż sytuacja jest konfliktowa. Byliśmy świadkami kilku rozmów wynikających z tego, iż trenerzy kadry - Rodlauer, a później także Stefan Hula - zgłaszali, iż zawodniczka nie chce poddać się ich rygorowi treningowemu, a zamiast tego konsultuje to z trenerem klubowym - Łukaszem Kruczkiem. Nicole skarżyła się z kolei na brak zrozumienia ze strony trenerów. Ale nigdy nie urosło to do poziomu oskarżeń o mobbing - ocenił Grzywacz.
- o ile Nicole widzi jakąś szansę na kontynuowanie kariery, zarząd chętnie wysłucha, jak może jej w tym pomóc. Ale nie możemy zmuszać jej do startów na siłę - podsumował.
Idź do oryginalnego materiału