Polka zalała się łzami po tym, co stało się na igrzyskach. Te słowa łamią serce

2 godzin temu
Było sporo łez, żal, ale przede wszystkim dużo złości. Aleksandra Król-Walas dobrze wie, jak wielka szansa na życiowy sukces właśnie jej się wymknęła. Jej dwa słowa na koniec rozmowy po przegranym ćwierćfinale w Livigno mogą złamać serce.
To miał być jej wielki dzień. Ale alpejski snowboard to dyscyplina nieznosząca odcieni szarości: albo daje ogrom radości, albo przynosi rozczarowanie. Niestety, niedzielne popołudnie w Livigno nie było szczęśliwe dla Aleksandry Król-Walas.

REKLAMA







Zobacz wideo Dlaczego najlepsi narciarze i narciarki nie nadają butów w bagażu? Maryna wyjaśnia



Polka przegrała w ćwierćfinale slalomu giganta równoległego - tak jak cztery lata temu w Pekinie. Wtedy z wielką Ester Ledecką, czeską królową sportów zimowych i jedną z legend nowoczesnego olimpizmu. Tym razem pokonała ją Włoszka Lucia Dalmasso, która później wywalczyła brązowy medal.
Morze łez Aleksandry Król-Walas. Zdjęła gogle tylko po to, żeby wytrzeć zapłakaną twarz
Po wszystkim było morze łez. Król-Walas oglądała resztę ćwierćfinałowych przejazdów, odreagowując w strefie dla zawodników, w kasku i goglach, które zdjęła tylko na chwilę, żeby otrzeć łzy. Potem, gdy już się trochę uspokoiła, ruszyła skończyć obowiązki wokół startu na igrzyskach. I w końcu wyrwać się z tego miejsca. Widać, iż dziś, w tych okolicznościach, miała dość.






Gdyby udało jej się przejść ćwierćfinał, niewykluczone, iż teraz stałaby z medalem na szyi. A teraz wyglądała, jakby chciał zniknąć. I to zupełnie zrozumiałe. - Czuję złość, głównie złość. Jest mi po prostu smutno - mówiła dziennikarzom Polka. - Uważam, iż było mnie stać na więcej, ale taki jest ten sport. Ktoś musi wygrać, ktoś musi przegrać. Szkoda, bo prowadziłam cały czas ten przejazd i jeden błąd przed samą metą zdecydował, iż to nie ja zdobyłam brązowy medal, a Włoszka. (...) Żadne to pocieszenie, iż przegrywam z brązową medalistką. Jakbym przegrała ze złotą medalistką, to może by było pocieszenie. No nic, szkoda po prostu - stwierdziła Król-Walas.
Ona sama wie, co wydarzyło się później: Ester Ledecka, z którą przegrała w 2022 roku w Pekinie, odpadła tak jak ona, w kolejnym przejeździe ćwierćfinału. A to otwierałoby drogę do wielkich rzeczy. I otworzyło, ale nie Polce.



Król-Walas wytłumaczyła, co sprawiło, iż przegrała ćwierćfinał
Żeby oddać nastroje panujące przed jej startem, można było parafrazować słowa świetnego komentatora darta Kuby Łokietka: "Sportowa Polsko, usłysz o snowboardzie". Każdy wiedział, iż to kolejna szansa, aby pokazać sport, w którym Polacy odnoszą sukcesy i chcą zaistnieć wśród gwiazd. A iż to wdzięczna do oglądania, dynamiczna i interesująca dyscyplina, to patrzy się na to wszystko z jeszcze większym uśmiechem. I chce więcej. Z tym iż na igrzyskach za tym uśmiechem zawsze czai się jednak cień niepokoju.
To tylko jeden start. Co, jeżeli odpadnie od razu? Co, jeżeli nie pójdzie jej w kwalifikacjach? Co, jeżeli znów będzie miała pecha? Konkurencja jest widowiskowa, ale i wymagająca - jeden błąd i kończysz z niczym. Trasa w Livigno jest wyjątkowa długa, dłuższa niż zwykle na zawodach Pucharu Świata, ale takich chwil zawahania nie wybacza. I choć na górze w przejeździe przeciwko Dalmasso Król-Walas była przed nią, a choćby lekko prowadziła przez całą trasę, to taka przewaga też nie wystarczyła.
Wszyscy chcieliśmy widzieć Olę Król-Walas zjeżdżającą po medal, ze świadomością, iż go wywalczy. A nie Polkę wjeżdżającą na metę ze świadomością, iż on jej się wymknie.
Snowboardzista Michał Nowaczyk mówił, iż widział Król-Walas w wiosce olimpijskiej i iż Polka "bardzo profesjonalnie podchodzi do startu". Mistrz świata Oskar Kwiatkowski nie chcąc zapeszyć, stwierdził, iż jej ewentualny medal byłby medalem "dla nich wszystkich, bo kibicują i wierzą, iż jest w tym sezonie mocna". Trener Oskar Bom mówił, iż Król-Walas podładowała baterie z rodziną i jest zadowolona, a zatem i gotowa na wielkie wyzwanie. Dodawał, iż nie boją się rewanżu Ester Ledeckiej i jeżeli trzeba będzie, chętnie się z nią zmierzą, ale w kluczowych momentach rywalizacji, a nie jak w Pekinie - już w ćwierćfinale. Tymczasem i Polka, i tym razem także Czeszka, odpadły wcześnie. Wielu dodałoby: przedwcześnie.



Niestety, polskich snowboardzistów nie było wśród tych, którzy na igrzyskach mogą świętować. Znów, po Pekinie. Król-Walas rzeczywiście wyglądała, jakby próbowała się maksymalnie skupić na zadaniu. Po kwalifikacjach, w których była piąta, nie rozmawiała z dziennikarzami i wyraźnie dyskutowała ze sztabem, myśląc nad tym, co będzie się działo w finałach. W 1/8 finału wjechała na metę 0,36 sekundy nad Aurelie Moisan, chociaż łatwo nie było. W połowie trasy wydawało się nawet, iż walka o awans będzie do samego końca, ale Ola opanowała sytuację. W ćwierćfinale, niestety, pod koniec przejazdu, w którym ciągle przeważała, popełniła błąd. - Ja już poczułam oddech rywalki, iż tak powiem, na plecach. Wiedziałam, iż ona się zbliża, a trasa czerwona (Król-Walas zjeżdżała niebieską - red.) jest na dole troszkę szybsza. Chciałam pojechać jak najbliżej tyczki, a tam był już taki stożek śnieżny, w który po prostu uderzyłam. Przez to się wyprostowałam, a to było na płaskim. I jak wiemy, są opory powietrza na płaskim, więc przed samą metą wytraciłam tę prędkość. Już jak do mety wjeżdżałam, to wiedziałam, iż nic z tego nie będzie - wytłumaczyła zawodniczka.
"I tyle"
- Pewnie będę kilka dni zła. Muszę sobie po prostu odpocząć. I jeszcze zostały Puchary Świata, które trzeba dokończyć w tym roku. Rodzina mnie bardzo wspierała. Przyszli tutaj, kibicowali, powiedzieli, iż nic się nie stało. Dla nich jestem wielka, więc fajnie jest mieć takie wsparcie rodziny - mówiła Król-Walas, która w poniedziałek wróci z Włoch do Polski.
Co z jej przyszłością? Dla Król-Walas - po Soczi, Pjongczangu i Pekinie - Mediolan-Cortina to czwarte igrzyska w karierze. Została zapytana, czy myśli o kolejnych, w Alpach Francuskich w 2030 roku. - Dzisiaj o tym nie myślę. Na razie myślę, żeby dokończyć sezon, a głównie to myślę o tym, żeby sobie odpocząć - przekazała.


Szkoda nie tylko wyniku i samej Król-Walas, ale także tego, iż całkiem dobrze czuła się w Livigno. - Ogólnie podobał mi się ten stok, warunki były bardzo dobre. Może trasa nie była aż tak ustawiona pode mnie, bo bardzo na wprost, ja wolę takim bardziej carvingiem jeździć. Jednak to tak się układa, trzeba wszystko jeździć, bo nigdy nie wiadomo co ustawią na zawodach, to jest losowane, który trener ustawia, a my możemy tylko oglądać trasę i później po tym jechać - wyjaśniła Polka.









Po tych zdaniach więcej pytań już nie było. Za to padły dwa słowa Król-Walas, które mogłyby złamać dziś niejedno serce: "I tyle".
Idź do oryginalnego materiału