Polały się łzy po dramacie Żodzik na HMŚ. Tak uciekł nam medal

1 dzień temu
Maria Żodzik długo siedziała na bieżni Areny Toruń, gdy w halowych mistrzostwach świata zajęła tylko piąte miejsce. Dlaczego po srebrze wrześniowych MŚ w Tokio teraz nie wywalczyła medalu? Próbowała nam to wytłumaczyć mimo załzawionych oczu. Ze smutku i z niewyspania, bo noc przed startem była dla niej trudna.
Pół roku temu Maria Żodzik ratowała honor polskiej lekkoatletyki. – Mieszkałam 25 lat na Białorusi, ale to w Polsce jest mój dom – mówiła po srebrnym medalu w skoku wzwyż, wywalczonym na stadionie w Tokio. Teraz pierwszy raz wystąpiła na wielkiej imprezie w domu, przed polską publicznością. I, niestety, rozczarowała. Najbardziej samą siebie.


REKLAMA


Zobacz wideo Maria Żodzik wicemistrzynią świata w skoku wzwyż! "Marzyłam o tym medalu"


Piąte miejsce naszej skoczkini wzwyż jest niezłe, ale apetyty wszyscy mieliśmy dużo większe. A ona – największy.
We wrześniu w Tokio Żodzik skoczyła dwa metry, bijąc rekord życiowy. I wywalczyła srebro mistrzostw świata na stadionie. Teraz, na mistrzostwach w toruńskiej hali, uzyskała tylko 193 cm. Do medalu choćby się nie zbliżyła – wisiał na poziomie 199 cm. Dlaczego tym razem nie mogła skakać tak wysoko?
Żodzik zaskakuje. Było aż za dobrze
- Smutno mi – mówiła mniej więcej godzinę odpadnięciu z konkursu. Przed mistrzostwami miałam tu bardzo dobry trening, znam ten rozbieg, w zawodach od początku szło dobrze, chyba aż za dobrze. Bo ja wolę gdzieś zrzucić na początku i się rozkręcać, jak w Tokio – tak Żodzik analizowała wydarzenia z piątkowego przedpołudnia, czyli pierwszej sesji mistrzostw. Tej, której to ona miała być naszą bohaterką.
Żodzik to nowa gwiazda polskiej lekkoatletyki. Pół roku temu na tokijskich mistrzostwach świata jako jedyna w naszej kadrze wywalczyła miejsce na podium. Ostatniego dnia tamtej imprezy uratowała sytuację – gdyby nie jej świetny występ, Polska wróciłaby z mistrzostw bez medalu.


Teraz, w Toruniu, Masza mogła zdobyć dla Polski pierwszy medal halowych MŚ Kujawy Pomorze 2026. Zaledwie miesiąc temu skoczyła w toruńskiej hali 198 cm. To był do dziś trzeci najlepszy wynik na świecie w bieżącym roku. Lepsze były tylko Jarosława Mahuczich, z rezultatem 203 cm, i Angelina Topić, która skoczyła 200 cm. Mieliśmy prawo wierzyć choćby w to, iż dla uskrzydlonej niedawnym sukcesem Żodzik teraz nie będzie rywalek nie do pokonania. W końcu skacząc po srebro w Tokio, okazała się lepsza między innymi od rekordzistki świata i mistrzyni olimpijskiej, czyli wspomnianej Mahuczich. Niestety, teraz nasza skoczkini tylko patrzyła, jak Ukrainka zapewnia sobie złoto, skacząc 201 cm. I jak aż trzy inne rywalki zdobywają srebra – wspólnie na drugim miejscu zostały sklasyfikowane Serbka Topić, Australijka Nicola Olyslagers i Ukrainka Julija Łewczenko. Wszystkie skoczyły 199 cm.
To nie przez presję. Ale Żodzik musi przeskoczyć duży problem
- To nie przez presję odpadłam na 196 cm. Już długo jestem w sporcie i wiem, iż to nie jest takie proste, żeby od razu po jednym medalu zdobyć następny. Wszyscy tak myślą, ale ja wiem, iż rzadko tak się układa – tłumaczyła Maria. – Chodzi o technikę i o zdrowie. Dzisiaj spałam tylko trzy godziny – dodała.
Jak słyszymy, ta bezsenność to nic nowego. Nie przez stres kandydatka do medalu miała problem, żeby odpowiednio wypocząć przed walką o ten medal. - Już od roku mam tak, iż źle śpię poza domem. Mam ten problemach w hotelach, na obozach, w obcych miejscach. Będziemy musieli się tym zająć – mówiła nam Masza.
Białorusini okradli ją z igrzysk
Znając historię Żodzik, można być pewnym, iż zrobi wszystko, żeby przeskoczyć i to wyzwanie. 29-latka urodziła się w Baranowiczach na Białorusi, niecałe 200 kilometrów od granicy z Polską. Przez lata reprezentowała Białoruś i pewnie tak by zostało, gdyby w 2022 roku - za sprawą ataku Rosji i pomagającej jej Białorusi - w Ukrainie nie wybuchła pełnoskalowa wojna.


Choć prawda jest taka, iż już wcześniej Żodzik miała poważne powody, żeby poszukać sobie innego miejsca do życia i rozwijania kariery. W 2021 roku, z powodu fatalnego zachowania białoruskich działaczy, zdolna sportsmenka straciła szansę startu na igrzyskach olimpijskich w Tokio. "Choć skoczkini wzwyż uzyskała kwalifikację z rekordem życiowym 196 cm, nie pojechała na zawody ze względu na brak badań antydopingowych. Federacja po prostu zapomniała zorganizować niezbędną liczbę kontroli, która jest wymagana dla zawodników planujących start w igrzyskach olimpijskich. Białorusinka posiadająca kwalifikację w ostatniej chwili nie została zabrana do Tokio, ze względu na zator w systemie" - opisywał portal tribuna.com.
Kilka miesięcy później sytuacja stała się nie do zniesienia, bo z powodu wspomnianej wojny sportowcy z Białorusi zostali pozbawieni możliwości międzynarodowych startów w większości dyscyplin sportowych.
Była gotowa rzucić sport. W Polsce zaczynała od McDonalda
W 2023 roku Żodzik uznała, iż skoro duża część jej rodziny to Polacy, w tym dziadkowie, którzy też uprawiali lekkoatletykę, spróbuje kontynuować karierę w naszym kraju.
Maria postanowiła, iż albo zdoła dołączyć do naszej reprezentacji, albo skończy ze sportem. Łatwo nie było. Po przyjeździe do Białegostoku nie była w stanie utrzymać się tylko ze sportu, więc treningi łączyła z pracą w restauracji McDonald’s.


Z czasem jednak mogła sobie pozwolić na skupienie się tylko na treningach. I wypracowała taką formę, dzięki której stała się w naszej lekkoatletyce istotną postacią.


Wielka szkoda, iż po srebrze z Tokio teraz, w Toruniu, nie poszła za ciosem i nie dorzuciła kolejnego medalu. Ale przecież i tym piątym miejscem podkreśliła swoją sportową wartość. Ona dopiero od 2024 roku ma polskie obywatelstwo – otrzymała je od ówczesnego prezydenta RP Andrzeja Dudy – a już dała nam sporo radości. Z pewnością będzie miała jeszcze wiele okazji, żeby zdobyć kolejne medale dla Polski. Najbliższa już latem, na mistrzostwach Europy w Birmingham.
Idź do oryginalnego materiału