Aryna Sabalenka zdecydowanie obniżyła loty po styczniowej grze w Australii. Tam wygrała turniej w Brisbane i dotarła do finału Australian Open, gdzie przegrała z Madison Keys. Białorusinka nie popisała się w Dosze i Dubaju. Z pierwszym z arabskich turniejów pożegnała się po jednym meczu, w drugiej imprezie odpadła w trzeciej rundzie. Mimo to pozostaje liderką światowego rankingu.
REKLAMA
Zobacz wideo Iga Świątek zawiodła? "Nie było czego zbierać"
Oto sekret siły Sabalenki na korcie. Polski trener ujawnia
Sabalenka utrzymuje się na szczycie, choć notuje spadek formy. Ale na ten szczyt wspięła się dzięki ogromnej motywacji i determinacji, którą było u niej widać od najmłodszych lat. Jej rozwój mógł z bliska obserwować Maciej Domka, który w przeszłości szkolił dzieci i młodzież na Białorusi. Jego zdaniem Sabalenka przepracowywała na korcie emocje związane z trudną sytuacją rodzinną, stąd ma w sobie tyle energii i każdą piłkę nauczyła się uderzać z ogromną siłą.
- Tata miał problemy i trochę z prawem. Nie wnikając w szczegóły. Aryna jakby przerabiała swoje życie emocjonalne na korcie. To jej było pewnie bardzo potrzebne, żeby czasem nie zwariować. Takie czasem mam wrażenie, z perspektywy czasu i wkładała niesamowitą ilość energii w granie. Tak jak mówię, normalnie człowiek, gdyby nie musiał czegoś przerobić, to by tyle energii nie miał. To myślę, zdecydowało, iż ona walczyła o życie. Ona wychodząc na kort, walczyła o życie - powiedział Domka w podcaście "Break Point".
Podobnie opowiadał o Sabalence w wywiadzie dla Sport.pl, który ukazał się w lutym zeszłego roku. Wspominał, iż tenisistka była tak naprawdę osamotniona w walce ze swoimi problemami. To też miało przełożenie na to, iż nie miała wybitnych wyników jako juniorka. Ale wciąż widoczny był duży potencjał.
- Rodzice nie pojawiali się na treningach. Z tego, co wiem, jej tata miał pewne problemy natury prawnej. Aryna była z tym wszystkim sama. Mam wrażenie, iż to stanowiło też jej wewnętrzną motywację, pchało mocno do przodu. Za wszelką cenę chciała się wybić. Można to było tak odczytywać, iż tata miał problemy, a ona chciała pomóc, zacząć zarabiać. Dużo było w niej złości. Całą negatywną energię przekładała na uderzenia - opisał.
Zobacz też: Świątek wywołała burzę. Zrównali ją z ziemią. "Niech rzuci tenis"
- Do tego ta niesamowita intensywność w treningach. Jej siła uderzeń piłki była gigantyczna, w każdym zagraniu cała moc. I tak potrafiła trenować od poniedziałku do soboty, a w niedzielę pójść z trenerem na "regeneracyjny cross" i trzy godziny biegać bądź ćwiczyć na nartach biegowych. W czasach juniorskich była przede wszystkim bardzo niestabilna. Potrafiła samą siłą zagrań zmieść z kortu rywalkę, choć nieraz także samą siebie - dodał.
Ojciec Sabalenki zmarł w 2019 r. Kiedy wkroczyła do seniorskiego tenisa, współpracowała z psychologiem, który z pewnością ustabilizował sytuację i pomógł jej zapanować nad emocjami na korcie.
Aryna Sabalenka wciąż czeka na tegoroczne zwycięstwo w turnieju rangi WTA 1000. Następna okazja w marcu w Indian Wells i Miami.