Polak przed igrzyskami nie bawi się w dyplomatę. Wszystko wyjawił

6 godzin temu
- Działamy chałupniczo - mówi Sport.pl Mateusz Sochowicz. Polski saneczkarz dwa lata temu zawiesił karierę i zarzekał się, iż nie wróci, jeżeli sytuacja się nie poprawi. Dlaczego się złamał i co chce osiągnąć na igrzyskach olimpijskich Mediolan/Cortina d'Ampezzo 2026?
Mateusz Sochowicz to saneczkarz, którego historię śledziło wielu kibiców cztery lata temu. Wówczas sportowiec przeżył dramatyczny wypadek i do ostatniej chwili walczył o start na igrzyskach w Pekinie.

REKLAMA







Zobacz wideo Polskie skoki w kryzysie? Byliśmy na Pucharze Świata w Zakopanem



W listopadzie 2021 r. na próbie przedolimpijskiej w Yanging Sochowicz miał szczęście w nieszczęściu. - Wyobraź sobie, iż pokonujesz jeden wiraż, za chwilę drugi, iż pędzisz, bo naprawdę wszystko zrobiłeś technicznie tak jak trzeba, i nagle widzisz, iż jedziesz w barierę, iż tor jest zamknięty. Szok. Błyskawicznie wstałem z sanek i chciałem tę barierę przeskoczyć. Ostatnie metry przejechałem na stopach, a sanki puściłem przed siebie. Odbiłem się, ale chyba źle wycyrklowałem moment odbicia i dlatego walnąłem – tak opowiadał na Sport.pl o swoim koszmarnym wypadku.
Przez błąd Chińczyków (nie otworzyli bariery podczas zjazdu Polaka) Sochowicz miał tam na miejscu składaną rzepkę w lewym kolanie. Zszywano mu też prawą nogę, która została rozcięta tak głęboko (aż do piszczeli), iż początkowo uraz uznano za otwarte złamanie. Trzy miesiące później Sochowicz wrócił na ten tor i na igrzyskach olimpijskich Pekin 2022 wywalczył między innymi ósme miejsce dla polskiej sztafety.
Teraz, przed igrzyskami Mediolan/Cortina d’Ampezzo 2026, Sochowicz w rozmowie ze Sport.pl wraca do tamtych wydarzeń, ale przede wszystkim tłumaczy, co frustrowało go aż tak bardzo, iż dwa lata temu zawiesił karierę, i dlaczego kilka miesięcy później jednak wrócił.
Łukasz Jachimiak: Czy między styczniem a październikiem 2024 roku w Polsce zbudowano jakiś tor dla saneczkarzy?
Mateusz Sochowicz: Oczywiście, iż nie.



Wiem, ale musiałem zapytać. A może między styczniem a październikiem 2024 roku w Polsce uznano – zgodnie z twoimi sugestiami – iż stworzenie dobrych sanek to nie jest konstrukcja bomby atomowej i takie sanki dla ciebie zrobiono?
- Sanki dla mnie faktycznie stworzyli. Przez rok nie byłem z nich zadowolony, ale się na nich objeżdżałem i teraz już jest lepiej. Zaczynamy się dogadywać, iż tak powiem. Już nie jest tak, iż ja sobie, a one sobie.
No dobrze, ale dlaczego ty adekwatnie wróciłeś? W styczniu 2024 roku zawiesiłeś karierę, a w październiku wróciłeś, bo ktoś zrobił dla ciebie nowe sanki? Wystarczyło – mówiąc wprost – cokolwiek, żebyś jednak tego sportu nie rzucał?
- Tak, sanki były głównym powodem, dla którego wznowiłem karierę. Uznałem, iż jeszcze raz w to pójdę. Skupiłem się, żeby przygotować dobrą formę fizyczną i żeby po prostu dać z siebie sto procent na igrzyska w Mediolanie i Cortinie. Od momentu wznowienia kariery jestem nastawiony na te igrzyska. Zacząłem od nowego sprzętu, od dostosowania siebie do tego nowego sprzętu, do tego doszła też mocna praca nad startem, techniczna i fizyczna. Okresy przygotowawcze i rok temu, i przed tym sezonem, przepracowałem tak mocno, iż czasy startów miałem po prostu astronomiczne! Szkoda, iż na torze później dużo gubiłem. Tak było zwłaszcza rok temu. Teraz postanowiłem to pogodzić, postarać się, żeby jedno z drugim grało. I jestem coraz bliżej takiego efektu.



Pocytuję cię trochę, dobrze?
- Jasne, słucham.
„Całe saneczkarstwo oparte jest na jednym człowieku, który jest trenerem, kierowcą, logistykiem i jeszcze emerytem, ale jest, bo wie, iż bez niego to wszystko przepadnie" – tak napisałeś na Instagramie w styczniu 2024 roku, gdy ogłaszałeś zawieszenie kariery. Coś się zmieniło czy przez cały czas tak to nasze saneczkarstwo wygląda?
- Dalej to tak wygląda. To znaczy główne rzeczy przez cały czas są oparte na Marku Skowrońskim, trenerze kadry. Ale do pomocy doszli trener przygotowania motorycznego i fizjoterapeuta, który jest całkiem łebskim człowiekiem i pomaga trenerowi w różnych sprawach biurowych i organizacyjnych. Mam wrażenie, iż trener jest trochę odciążony, ale nie zmienia to faktu, iż patrząc przez pryzmat tego, co wtedy napisałem, dalej jest, jak było. Nie zmieniło się nic systemowo, tylko trochę lżej jest kadrze.



Jeszcze jeden cytat z ciebie: „Jeśli nie zmieni się nic, związek nie podejmie dialogu związanego z angażem zachodnich fachowców, ministerstwo nie zwiększy budżetu na ten cel, to ja dziękuję!" – tak pisałeś dwa lata temu. Muszę pytać, czy ci zachodni fachowcy przybyli i wam pomagają?
- Nie musisz. Na pewno na plus jest to, iż dla mnie, dla Klaudii Domaradzkiej i bodajże też dla Wojtka Chmielewskiego zostały zrobione nowe sanki. Ale wielka szkoda, iż dalej nie mamy kogoś takiego jak mechanik kadry. Ostatnio skrosowaliśmy się na Pucharze Świata z Maciejem Kurowskim, moim byłym konkurentem i zarazem kolegą z kadry. Na zawodach po prostu spaliśmy w tym samym hotelu i skorzystałem z tego, iż Maciej jest teraz w Korei. Pomógł mi, praktycznie cały tydzień spędziłem z nim w warsztacie, a to dało tak konkretny efekt, zrobiło taką robotę, iż sanki pode mną zaczęły jechać.
Czyli dialog z fachowcem z bardziej zaawansowanego technologicznie świata podjąłeś ty, a nie związek ze wsparcie ministerstwa sportu. Czyli nie ma żadnego systemu, a jest korzystanie z osobistych kontaktów, z tego, iż kolega pracuje gdzieś, gdzie są większe możliwości i po znajomości może pomóc.
- No tak, to jedyna możliwość, żeby coś zrobić. Muszę korzystać, bo przecież ja sam pracuję na swój wynik.
Ale ja cię absolutnie nie atakuję. Przeciwnie: doceniam twoją inicjatywę. A jednocześnie punktuję, iż dalej działamy chałupniczo, a nie systemowo.
- Dalej działamy chałupniczo, tak jest. Jesteśmy bardzo daleko od sportu zachodniego. Dlatego dziwię się wszystkim specom od sportu, którzy potrafią oceniać nas w internecie. Nas, czyli wszystkich sportowców na zimowych igrzyskach. Gdybyśmy przypatrzyli się sztabom u nas i w zachodnich kadrach oraz nakładom pieniężnym na dane dyscypliny olimpijskie u nas i na zachodzie, to zobaczylibyśmy ogromną przepaść. Według mnie należy doceniać to, co mamy i nie oczekiwać zbyt wiele. Inwestujemy bardzo mało, a wyciągamy i tak więcej niż powinniśmy.
Czyli na zimowych igrzyskach olimpijskich Polska jest jak rolnik, który nie posiał, ale chce zebrać plon?
- Trochę tak jest. Dobre porównanie.



Mówisz, iż lepiej nie mieć oczekiwań, ale sam jakieś na pewno masz. Jakie? Podkreślam: pytam o twoje własne oczekiwania, a nie o to, czy będziesz się przejmował, gdy jakiś telewidz napisze, iż pojechałeś na wycieczkę za jego pieniądze, a twoim kolegom z dwójki zostawi komentarz, iż są, cytuję "ciepli, skoro na tych sankach jeden się kładzie na drugiego".
- Wiadomo, iż takie komentarze będą, ale ja już jestem na to mocno uodporniony. A czy mam oczekiwania wobec siebie? I tak, i nie. Chcę sobie udowodnić, iż jestem najlepszym saneczkarzem w historii tego kraju. I w sumie to tyle.
To jest konkret a propos "tak", a dlaczego mówisz też "nie" a propos własnych oczekiwań?
- Bo nie chcę spekulować, które miejsce da dobra jazda. Chcę się pokazać z jak najlepszej strony, chcę dać 11 dobrych jazd.





A chcesz dojechać do stypendium za miejsce w top 8? Wasza sztafeta pewnie może to zrobić, skoro ósma była cztery lata temu w Pekinie? Miejsce dające stypendium, a więc de facto miejsce dające finansowanie, przeżycie z uprawiania sportu, to jest cel może przyziemny, ale ważny?
- Ja wiem? Mamy teraz nową konkurencję w sztafecie, bo doszły do tego dwójki dziewczyn. Ja na pewno dam z siebie wszystko na tych igrzyskach, a co pokaże reszta to inny temat. o ile coś nie zależy ode mnie, to nie chcę się na ten temat wypowiadać. Ja po prostu chcę zrobić tam robotę, dać - tak jak już mówiłem – z siebie wszystko. Oczywiście na pewno będziemy chcieli wywalczyć stypendium. A czy to się uda? Zobaczymy.
Pewnie wiecie lepiej niż ja, iż kwoty stypendiów zostały znacząco podniesione? Kilka dni temu ministerstwo poinformowało, iż medaliści będą dostawali przez dwa lata od 13,8 do 17 tysięcy złotych miesięcznie, natomiast zawodnicy z miejsc 4-8 mają otrzymywać przez półtora roku od 6,7 do 11,7 tys. miesięcznie.
- Fajnie, nie miałem świadomości, iż tak to teraz wygląda. Na pewno tak dobrze dotąd nie było.



W sankach w Polsce na pewno warto schylić się po takie pieniądze. Bo pewnie z samego saneczkarstwa nie wyżyjesz i jeżeli ci się wiedzie, to dzięki temu, iż zarabiasz gdzieś poza tym sportem?
- No tak, nie narzekam na kwestie finansowe, ale o ile jest do zdobycia stypendium, to wiadomo, iż każdy będzie chciał je zdobyć, bo to jest trochę zapłata za nasz trud włożony w ten sport. W Polsce w saneczkarstwie jeździ się przez lata pro bono, więc takie stypendium to zapłata za ogrom czasu i starań włożonych w ten sport. Ja nie mówię, iż nam się coś szczególnego należy. Ale ludzie chodzą do pracy i dostają za to pieniądze, więc i my za dobrze wykonaną pracę chcielibyśmy mieć godną zapłatę. Pamiętam, iż jak zaczynałem otrzymywać stypendia, to stawka była mizerna. Podstawa wynosiła 1200 złotych. Tyle dostawałem za szóste miejsce w mistrzostwach Europy.
Powiedziałeś, iż nie narzekasz na kwestie finansowe, więc powiedz, proszę – jeżeli to nie tajemnica - czym się zajmujesz poza saneczkarstwem i co miałeś na myśli, gdy, zawieszając karierę, pisałeś, iż masz w co inwestować swój czas.
- Razem ze wspólnikiem prowadzę bar w Karpaczu. I nie narzekamy na razie na to, żeby źle się nam wiodło. W tym biznesie czas jest cenny. o ile nie spędzam go w sporcie, to mógłbym inwestować go właśnie w nasz bar. Sport jest jednak wielkim zabieraczem czasu.
Jesteś jeszcze kawalerem?
- Tak, jeszcze nie założyłem rodziny. Na pewno gdybym ją już miał, to jeszcze mocniej czułbym, iż sport zabiera mi czas.
Jak jest z twoim zdrowiem? Wielu kibiców na pewno pamięta, iż w listopadzie 2021 roku na olimpijskim torze w Yanqing miałeś koszmarny wypadek i iż mimo to zdołałeś wystartować na igrzyskach w Pekinie w lutym 2022 roku. Zastanawiam się, jaki był koszt tamtego rehabilitacyjnego sprintu.
- Generalnie jest naprawdę dobrze. Jestem bardzo wdzięczny wszystkim ludziom, którzy mi w tamtej strasznie trudnej sytuacji pomogli i którzy trzymali za mnie kciuki. Na ten moment nie odczuwam zupełnie żadnych konsekwencji wypadku, chociaż ból pleców czy karku to moja codzienność. Ale takie dolegliwości wynikają po prostu z bycia saneczkarzem, a nie z wypadku w Chinach. Niestety, starzeję się, lata fizycznej świetności, wręcz niezniszczalności, już minęły.



No tak, faktycznie – jak się ma 30 lat na karku, to już pora umierać.
- Śmiejesz się, a mi zostaje tylko śmiech przez łzy. Bo w sporcie to już jest naprawdę podeszły wiek.
Nie przesadzaj.
- W kadrze mówią na mnie "Dziadek". I naprawdę im starszy jestem, tym mocniej doceniam sportowców, którzy po 30. roku życia są na naprawdę bardzo wysokim poziomie.
Z ciekawości: chiński tytan w twoim kolanie piszczy na lotniskowych bramkach?
- Od razu pytałem ochroniarzy z lotniska, jak będzie i dostałem zapewnienie, iż na tytan bramki nie reagują. Ale dziś jestem już wolny od sztucznych wstawek. Po tym, jak napisałem, iż zawieszam karierę, od razu pojechałem do Carolina Medical Center, czyli szpitala, który współpracuje z Polskim Komitetem Olimpijskim, i doktor Krzesimir Sieczych wyciągnął mi wszystkie metalowe wstawki. Fajnie być wolnym od tego.
Masz 30 lat, pewnie od około 20 uprawiasz ekstremalny sport, więc powiedz, proszę, ile operacji za tobą.
- Poważna tylko jedna, ta sprzed czterech lat. Ale miałem mnóstwo różnych urazów. Miałem złamane kości twarzoczaszki, miałem połamane paliczki, ale w sumie nie narzekam na swój stan zdrowia. Mówię tylko, iż czuję się już trochę wyeksploatowany przez sport.



Bobsleistka Klaudia Adamek powiedziała mi, iż od przyszłego roku w jej sporcie ma być tak, iż wszyscy będą jeździli na tym samym sprzęcie dostarczanym przez jedną firmę. Czy w saneczkarstwie też tak będzie, czy jednak lobby niemieckie jest według twojej wiedzy zbyt silne i zarówno u was, jak i w bobslejach dalej będzie tak, iż sprzętowo z tymi dominatorami się nigdy nie zrównacie?
- W sankach rozmowa na ten temat trwa od dawna, a efekt jest taki, iż my też od przyszłego sezonu wprowadzamy pewne nowe zasady. Ale u nas zrównanie szans ograniczy się jedynie do tego, iż mosty wszystkich sanek będą musiały mieć takie same kąty – bodajże 24 stopnie – i do tych mostów wszystko będzie trzeba dostosować. Tak naprawdę nie zmieni się wiele, ponieważ technologie i różne ukryte rzeczy dalej zostaną ukryte. Bobsleje są dużo dalej w kwestii zmian. Ale wiem, iż i tam, i w saneczkarstwie, Niemcy przez swoje wieloletnie, wielodekadowe, doświadczenie i tak wynajdą coś, czego nie będzie miał nikt inny i mimo wszystko i tak będą pierwsi.
Idź do oryginalnego materiału