Bartosz Kurek i Norbert Huber w podstawowym składzie – na coś takiego długo czekaliśmy. Konkretnie: od ubiegłego roku.
REKLAMA
Nikola Grbić tuż przed rozpoczęciem Memoriału Wagnera ogłosił 14-osobową kadrę Polski na wrześniowe MŚ na Filipinach. Ulżyło nam, iż po przygotowaniach w Zakopanem zdrowotnie i najwyraźniej już również siatkarsko dobrze wyglądają obaj nasi rekonwalescenci, którzy w 2025 roku nie zagrali w żadnym meczu reprezentacji. A – co tu kryć – szczególnie cieszy nas powrót Kurka.
Sasak rewelacją, ale Kurek to ikona
Kapitan reprezentacji Polski jest jej największą gwiazdą. Kiedy leczył plecy, furorę w kadrze robił Kewin Sasak. 28-letni debiutant z Bogdanki Lublin trzymał nasz atak na światowym poziomie w starciach z innymi gigantami w Lidze Narodów. Bezsprzecznie był jednym z najważniejszych graczy naszej reprezentacji, która wywalczyła złoto. Ale Kurek to Kurek. Mieć w składzie taką ikonę to rzecz nie do przecenienia. Trener Grbić o tym wie. I pewnie dlatego w ostatnim turnieju sprawdzającym formę kadry przed MŚ od razu dał Kurkowi okazję, żeby poczuł, iż naprawdę wrócił. To samo zrobił z Huberem, pod nieobecność którego na środku rozkwitł nam Jakub Nowak, debiutant, który do kadry trafił z drugiej ligi. A bardzo dobrze radził sobie też Szymon Jakubiszak.
Jakubiszak i Huber zaczęli mecz z Serbami na środku. Atakującemu Kurkowi piłki dogrywał Marcin Komenda, który chętnie korzystał też z obecności pod siatką Wilfredo Leona i Tomasza Fornala. A w defensywie jako libero uwijał się od początku Jakub Popiwczak.
Tak naprawdę w meczu z Serbami uwijali się wszyscy nasi gracze. Może najlepiej nie zaczął Kurek. Przy stanie 4:3 nie trafił w boisko, mimo iż miał przed sobą tylko pojedynczy blok. Szkoda, bo gdyby nie zmarnował tamtej kontry, to z Leonem na zagrywce pewnie dalej budowalibyśmy przewagę. Ale i tak gwałtownie do zaznaczania swojej wyższości wróciliśmy. Po przytomnej kiwce Kurka w długiej wymianie wyszliśmy na 7:6. Wojciech Drzyzga komentujący mecz w Polsacie Sport słusznie stwierdził, iż „Bartosz w sumie z najgorszej piłki zdobył swój pierwszy punkt". Zrobił to w trzeciej próbie. Po chwili blokiem punkt na 8:6 dorzucił Jakubiszak, blokiem na Luburiciu na 10:6 błysnął Leon, a asa serwisowego na 11:6 dorzucił Fornal i trener rywali Gheorghe Cretu zdenerwowany poprosił o czas.
Rumuński szkoleniowiec trochę pokrzyczał na Serbów i patrząc na to, iż niedługo z 11:6 dla Polski zrobiło się 13:13, można by pomyśleć, iż to zadziałało. Ale tak naprawdę po prostu naszej kadrze przytrafił się przestój w grze. Na szczęście krótki i bez znaczenia. Sygnał do kolejnego odjazdu dał Leon asem na 15:13. niedługo asa zaserwował Kurek i było już 23:18. – Farfocelek – śmiał się trochę Drzyzga, bo piłka przetoczyła się po taśmie i zaskoczyła próbujących przyjąć Serbów. – Ale Bartkowi musimy dać dużo czas – dodawał były reprezentant Polski.
Im dłużej trwał ten mecz, tym lepiej Kurek wyglądał. Grał bez żadnego napięcia. Emocje przeżywał przed meczem, gdy publika odśpiewała mu „Sto lat" z okazji jego 37. urodzin. Później na boisku po prostu robił swoje tak, jak wiele razy w wielu minionych latach.
Huber też wrócił po rocznej przerwie w sposób satysfakcjonujący. Pierwszego seta skończył właśnie on. W drugiej partii też gwałtownie błysnął atakiem ze środka. Siatkarz dobrze znany z bloków w tym elemencie jeszcze nie pokazywał, co potrafi, ale i bez jego udziału polska ściana zaczęła świetnie działać w momencie, w którym być może Serbowie byli skłonni pomyśleć, iż jakoś nam się postawią.
W drugiej partii goście prowadzili 7:5, ale po serii naszych bloków i kontr (zwłaszcza Kurka) zrobiło się 9:7. I Cretu wziął czas. Przerwa dla rywali nie wybiła nas z rytmu. niedługo prowadziliśmy już 14:8. Po kapitalnej akcji zresztą. Zaczęła się od fenomenalnej obrony Fornala, który wyciągnął piłkę spod band reklamowych. A skończyła się pojedynczym blokiem Kurka.
Z naszym blokiem radził sobie chyba tylko Luburić. Ale jeżeli serbski atakujący grał dobrze, to nasz w pewnym momencie spisywał się wręcz fantastycznie. Przy prowadzeniu 17:10 na zagrywkę poszedł Kurek. Zaserwował dwa asy z rzędu. I bezradny Cretu znów miał tylko jeden pomysł – spróbować to przerwać. Efekt? Za chwilę asami popisywał się Leon. Po jego zagrywkach zdobyliśmy punkty na 21:11 i 22:11. Serwisowe petardy Wilfredo były piękne, ale jeszcze bardziej mógł się podobać jego atak z drugiej linii na 23:12. Trudno był też nie oklaskiwać Polski po ostatnim punkcie tego seta – po mocnej zagrywce Sasaka przechodzącą na naszą stronę piłkę skończył Jakubiszak.
Drugi set wygrany aż 25:13 pokazał, jak wielka jest różnica między Polską, czyli drużyną typowaną do złota zbliżających się MŚ, a Serbią, czyli po prostu uczestnikiem tego mundialu.
Polska pewnie wygrywa, ale chce być jeszcze lepsza
Po rozbiciu Serbów w drugiej partii trener Grbić na trzeciego seta posłał do boju niezmieniony skład. Najwyraźniej zależało mu na pewnym, efektownym zwycięstwie nad swoimi rodakami. Zmian dokonywał, ale zadaniowych, na poszczególne momenty. Generalnie dał piątkowy mecz rozegrać tym, na których postawił od początku.
W ostatnim secie nasz skład znów bardzo gwałtownie zaznaczył swoją przewagę nad rywalem. Po ataku Hubera wyszliśmy na 6:5, a po tym jak świetnie zaserwował, kontrę na 7:5 skończył Fornal. Za moment po kapitalnym bloku Kurka było już 10:6.
Mimo iż spokojnie kontrolowaliśmy mecz, zdarzały się nam też gorsze momenty. Fornal poważnie się zirytował, gdy nie skończył dwóch ataków z rzędu (punkty dla Serbii na 7:10 i 8:10). A wcześniej Grbić wściekał się mimo punktu dla nas na 9:6, bo tamta wymiana była chaotyczna i pełna błędów również po naszej stronie.
W ostatnim secie nie graliśmy już tak koncertowo, jak w drugim. Zdawało się, iż kontrolujemy wydarzenia, ale potrafiliśmy roztrwonić wysokie prowadzenie (z 18:14 zrobiło się 18:18). W każdym razie mecz z Serbami wygraliśmy bardzo wyraźnie - 3:0, w setach 25:20, 25:13, 25:22.
W sobotę o godzinie 20.30 w drugim dniu Memoriału Wagnera zmierzymy się z Brazylią, która w piątek przegrała 0:3 z Argentyną.