Polacy częścią transferowego młyna. Ale nie tylko. Interweniował choćby prezydent

1 godzina temu
Transfery młodych gwiazdek i kupowanie jakości na już. Próby przedłużania karier przez weteranów i spóźnione o sekundy transakcje, które nie dochodzą do skutku. choćby jeżeli zimowe okna transferowe często nie mają wielkiego znaczenia dla późniejszych rozstrzygnięć na boisku, stały się nieodłącznym elementem piłkarskiego widowiska.
System z dwoma obowiązującymi w każdym kraju oknami transferowymi w roku FIFA wprowadziła w 2002 r., ale momenty na sprowadzanie czy oddawanie piłkarzy nie są przez kluby traktowane równorzędnie. Przyjęło się, iż to okres między sezonami, czyli letni, służy adekwatnym przebudowom drużyn, dokonywaniu wzmocnień, realizacji głównych celów transferowych. Zima w większości państw jest uznawana za koło ratunkowe. Okazję do doraźnego załatania ubytków spowodowanych kontuzjami albo wypożyczenia kogoś niezadowolonego z roli w drużynie. Najaktywniejsi w zimie są zwykle ci, którzy mają największe problemy. Komu sezon układa się pomyślnie, często nie robi nic albo prawie nic.

REKLAMA







Zobacz wideo Ten napastnik podbił serca polskich kibiców przed Lewandowskim. Żelazny: Był dla nas piłkarskim bogiem i błędem w Matriksie



Na zakończone w poniedziałek okno transferowe w pięciu najsilniejszych ligach Europy warto więc spojrzeć także z tej perspektywy. Poszukać klubów, które uznały, iż nie mają żadnych palących potrzeb. Jest ich, wbrew wrażeniu wszechobecnego szału zakupów, całkiem sporo. Niemal 1/3 drużyn z najwyższych lig angielskiej, hiszpańskiej, francuskiej, włoskiej i niemieckiej nie zatrudniła w styczniu ani jednego nowego piłkarza. W Bundeslidze odsetek biernych klubów był najwyższy i wyniósł 39 proc., w Serie A zaś najniższy (15 proc.). Wśród tych, którzy przespali zimę, są jednak giganci światowego futbolu. Arsenal, Bayern i Liverpool, które zajęły po jesieni pierwsze trzy miejsca w Lidze Mistrzów, nie przeprowadziły ani jednego transferu przychodzącego (przy czym The Reds zapewnili sobie zakup Jeremy’ego Jacqueta z Rennes, który trafi do nich w lipcu). Podobnie jak piąta w elicie Barcelona, szósta Chelsea i dziewiąty Real Madryt.


Wzmocnienia na już w Manchesterze
To nie znaczy jednak, iż w zimie co do zasady nie dzieje się nic ciekawego. W połowie sezonu również przeprowadzono wiele fundamentalnych transferów dla losów silnych drużyn, by wspomnieć tylko niegdysiejsze przeprowadzki Virgila van Dijka do Liverpoolu, Bruno Fernandesa do Manchesteru United, czy Erlinga Haalanda do Borussii Dortmund. Przed rokiem to właśnie w zimie Chwicza Kwaracchelia zamienił Napoli na Paris Saint-Germain, z którym kilka miesięcy później wygrał Ligę Mistrzów. Teraz transferów zbliżających się do rekordowych zimowych kwot wszech czasów – 135 milionów zapłacone za Philippe Coutinho w 2018 roku przez Barcelonę i 121 milionów, jakie Chelsea pięć lat później wydała na Enzo Fernandeza – nie było. Ale niewykluczone, iż z perspektywy czasu okaże się, iż w minionym miesiącu ktoś przeprowadził niezwykle skuteczne ruchy.
Na razie na pierwszy plan wybija się Manchester City, który był bardzo aktywny drugą zimę z rzędu. Przed rokiem było to w pełni zrozumiałe. Drużyna Pepa Guardioli znienacka popadła w największy kryzys w jego trenerskiej karierze. Napływem świeżej krwi stara się ratować sezon. Kupiła wówczas Omara Marmousha z Eintrachtu Frankfurt i Abdukodira Chusanowa z Lens. Żaden z nich w dłuższym okresie nie okazał się dla drużyny zbawieniem, choć akurat Egipcjanin wejście do Premier League miał świetne. Teraz sytuacja Manchesteru nie jest tak trudna, ale drużyna wciąż znajduje się w przebudowie. Guardiola postanowił więc dołożyć do niej jakość na już. Antoine Semenyo, najdroższy piłkarz styczniowego okienka na świecie, pożegnał się z Bournemouth, strzelając zwycięskiego gola w ostatniej minucie meczu z Tottenhamem, by błyskawicznie zmienić koszulkę i… robić to samo. Choć przeniósł się do Manchesteru niespełna miesiąc temu, już ma w nowych barwach cztery gole i asystę.
Zobacz też: Widzew płaci mu fortunę. Boniek był załamany. "Nie może"



Poławiacze pereł
Duży wpływ na nową odsłonę zespołu Guardioli może również mieć stoper Marc Guehi, wyciągnięty z Crystal Palace za 22 miliony euro, co przy obecnych cenach panujących w Anglii, wydaje się niebywałą promocją. Wicelider tabeli zyskał za tyle 25-letniego reprezentanta Anglii, mającego w dorobku przeszło 150 meczów na poziomie Premier League. Choć nabytki drużyny z Manchesteru grały dotąd w słabszych klubach, ryzyko pomyłki albo nieudanej aklimatyzacji wydaje się w ich przypadku minimalne. City wydało najwięcej spośród wszystkich klubów, ale jest duże prawdopodobieństwo, iż dzięki tym ruchom z miejsca stanie się silniejsze, zwiększając szanse na udane zakończenie sezonu.
Inną strategią na zimę jest ściąganie utalentowanych młodzieżowców traktowanych jako inwestycje w przyszłość. Kluby zwykle doskonale zdają sobie sprawę, iż tacy zawodnicy nie wpłyną w żaden sposób na ich losy w danym sezonie. Transfer w połowie rozgrywek obliczony jest na kilka miesięcy spokojnej aklimatyzacji, poznawania otoczenia, przyzwyczajania się do nowych obciążeń treningowych i specyfiki ligi, by w ten sposób zyskać gotowego piłkarza na kolejne rozgrywki. Właśnie tak pieniądze zarobione na sprzedaży Semenyo starał się spożytkować Bournemouth. Rayan, 19-letni Brazylijczyk, kupiony za 28,5 miliona euro z Vasco Da Gama, czy Alex Toth, perełka z Ferencvarosu, najdrożej sprzedany piłkarz w historii ligi węgierskiej (12 milionów euro), mają w przyszłości rozwinąć się do poziomu błyszczącego już w City Semenyo. Do tej kategorii zalicza się też transfer Oskara Pietuszewskiego z Jagiellonii do FC Porto. Dziesięć milionów euro, jakie lider portugalskiej ligi wydał na skrzydłowego, daje mu miejsce w dziesiątce najdrożej kupionych tej zimy nastolatków.


Kontynentalna Europa daleko w tyle
Nie jest niespodzianką, iż po raz kolejny zdecydowanie najwięcej w kontekście transferów działo się w Anglii. Tamtejsze kluby wydały w styczniu 453 miliony euro, czyli tylko trochę więcej niż cztery pozostałe najsilniejsze europejskie ligi razem wzięte (516 milionów). Co ciekawe, wśród najdrożej kupujących lig poza Anglią i Włochami królowały w zimie rynki pozaeuropejskie. Ligue 1, Bundesliga i La Liga wydały w tym okresie mniej niż brazylijska Serie A, amerykańska MLS czy Saudi Pro League. Inaczej wygląda jednak sprawa, jeżeli chodzi o bilanse transferowe. Podczas gdy kluby hiszpańskie i francuskie w zimie na transferach głównie zarabiały, czyli więcej zyskały, niż wydały, o tyle Niemcy operowali mniejszymi kwotami, ale wydawali je na faktyczne wzmocnienia. To oznacza, iż bilansem transferowym (-74 miliony) ustępują jedynie Anglikom, których transferowy deficyt był ponad dwukrotnie większy (-164). Znów więc Premier League zrobiła użytek z finansowej przewagi, jaką ma nad resztą świata piłki.
Widać to po transferowych rekordach stycznia. Anglicy przeprowadzili dziesięć z dwudziestu i aż siedem z dziesięciu najdroższych transakcji. Oprócz nich do czołówki wdarli się jeszcze tylko Brazylijczycy z Flamengo, którzy kupili Lucasa Paquetę z West Hamu za 42 miliony euro oraz Saudyjczycy z Al Hilal, za 30 milionów pozyskując Kadera Meite, 18-latka z Rennes. Jedynym klubem z kontynentalnej Europy w tym towarzystwie jest Atletico Madryt, które za 35 milionów euro wyciągnęło Ademolę Lookmana z Atalanty Bergamo. To klub ze stolicy Hiszpanii należał w zimie do najaktywniejszych w kontynentalnej Europie. We Włoszech najwięcej wydało Lazio, na czym w części skorzystała też Pogoń Szczecin, sprzedając do Rzymu Adriana Przyborka, w Niemczech RB Lipsk, a we Francji Stade Rennes. Z europejskich klubów z lig poza top 5 wyróżniło się Fenerbahce z transferami wartymi 33 miliony euro.



Polskie hity
Polscy piłkarze tym razem byli częścią tego europejskiego transferowego młyna w najsilniejszych ligach jedynie w ograniczonym zakresie. Przyborek był jedynym, który w tym okresie opuścił Ekstraklasę na rzecz którejś z najsilniejszych lig w Europie. Transfer Pietuszewskiego do Porto wyróżniał się wysokością. Do innej kategorii należała przeprowadzka Sebastiana Szymańskiego z Fenerbahce do Rennes. 26-latek traktowany jest już jako ukształtowany, gotowy piłkarz. Płacąc za niego 9,5 miliona euro, Francuzi liczą, iż dostaną jakość na tu i teraz. Nietypowo prowadzona kariera reprezentanta Polski wreszcie dotarła więc w jakimś sensie do punktu docelowego. Wyjechał z Polski już sześć i pół roku temu, dotąd w każdym zagranicznym klubie odnosząc sukcesy. Stał się istotną postacią Dynama Moskwa, świetnie poradził sobie w Feyenoordzie Rotterdam, w Turcji spędził udane dwa i pół roku. Wszystko toczyło się jednak poza ligami top 5, które w świecie futbolu mają jednak zdecydowanie największe znaczenie. W Rennes zdążył już zadebiutować, ale pierwsze dwa mecze zakończyły się dotkliwymi porażkami jego drużyny.
Choć wszystkie kluby w każdym kraju poszukują w zimie talentów przyszłości i chcą ściągać zawodników rozwojowych, gdzieś na uboczu wielkiego zainteresowania toczy się również rynek transferowy weteranów próbujących przedłużyć kariery na wysokim poziomie albo podpisać ostatnie lukratywne kontrakty. Karim Benzema, zamieniając za 25 milionów euro Al Ittihad na Al Hilal w obrębie ligi saudyjskiej, został najdroższym 38-latkiem w historii futbolu. Próbę powrotu do regularnej gry, a co za tym idzie wyjazdu na mundial, podjął Marc-Andre ter Stegen, godząc się na wypożyczenie z Barcelony do Girony, gdzie jednak natychmiast doznał kontuzji. Hitem transferowym na poziomie 2. Bundesligi okazało się przejście 39-letniego Edina Dżeko do prowadzącego w tabeli Schalke 04. Czwartą wielką ligę w karierze zaliczy 35-letni Ciro Immobile, który podpisał kontrakt z Paris FC, beniaminkiem Ligue 1.


Złośliwość rzeczy martwych
Do tego grona ostatecznie dołączył także wracający do Europy N'Golo Kante. 34-letni mistrz świata z 2018 roku przeniósł się z Al Itihad do Fenerbahce. Z powodu błędu, jaki popełnili Saudyjczycy przy wpisywaniu informacji do systemu FIFA, nie udało się dotrzymać kluczowych terminów i wydawało się, iż transakcja upadła. Udało się ją przeprowadzić dopiero po interwencji… Recepa Tayyipa Erdogana, prezydenta Turcji. To akurat przez lata się więc nie zmienia. Każde okno transferowe musi przynieść jakiś spóźniony o sekundy ruch upadający z powodu jakiejś błahostki, błędu ludzkiego, siły wyższej lub złośliwości rzeczy martwych. Choć przyznać trzeba, iż nie zawsze sprawa ociera się potem o najwyższe szczeble państwowe. Także ze względu na takie historie okna transferowe co pół roku cieszą się tak wielkim zainteresowaniem. choćby jeżeli często najlepiej wychodzą na nich ci, którzy wbrew oczekiwaniom kibiców i naciskom mediów po prostu je przesypiają.
Idź do oryginalnego materiału