Sześć meczów ligowych, trzy gole, trzy asysty. Mało kto, o ile ktokolwiek w ogóle, jest w stanie na początku tego sezonu dorównać Piotrowi Samcowi-Talarowi. Bez niego Śląsk Wrocław z pewnością nie miałby na koncie sześciu punktów w tabeli. Z wyeliminowaniem Pogoni Szczecin z Pucharu Polski (2:1 po golu i asyście Samca-Talara) też byłyby kłopoty. Kosmiczna forma, która dla Śląska była jak eliksir życia. Tym razem był on Wrocławianom jeszcze bardziej potrzebny, bo beniaminek pojechał do Białegostoku, by zagrać z podrażnioną po porażce z Lechem Poznań (1:2).
REKLAMA
Zobacz wideo Marek Citko wspomina gola na Wembley: Czułem, iż pokonamy Anglików
Prelec pudłował, ale jego koledzy wręcz przeciwnie
Jagiellonia mogła gwałtownie wyjść na prowadzenie, bo już w 10. minucie strzał niemal z linii pola karnego oddał Nik Prelec. Pomylił się jednak o centymetry. Słoweniec powinien był skończyć pierwszą połowę z golem, bo była też sytuacja, w której w polu karnym urwał się Llinaresowi, ale nieczysto trafił w piłkę i zmarnował stuprocentową okazję. Na jego szczęście znalazł się ktoś w zespole gospodarzy, kto był znacznie skuteczniejszy. To Kajetan Szmyt. Skrzydłowy Jagiellonii w 19. minucie z zimną krwią pokonał Niemczyckiego w sytuacji sam na sam, finalizując zabójczą kontrę Białostoczan.
Śląsk nie był wcale tak bezbronny, jak mogłoby się wydawać. Sławomir Abramowicz miał do wybronienia i strzał Malaly'ego Dembele zza szesnastki, i bezpośrednie uderzenie Samca-Talara z rzutu wolnego. Spisał się jednak wybornie w obu sytuacjach. Za to Karol Niemczycki w bramce Śląska w 41. minucie zrobił tyle, ile mógł. Czyli nic. Nie jego bowiem wina, iż koledzy z obrony choćby nie przeszkadzali zbytnio, gdy Ousmane Sow szykował się do strzału zza szesnastki. W efekcie Francuz przymierzył idealnie, a piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do bramki.
Goście znaleźli się w dużych tarapatach. W wyjściu z nich pomóc miał Karol Linetty, który wszedł na boisko w przerwie, powracając tym samym do Ekstraklasy po ponad dekadzie (poprzedni mecz 16 maja 2016 roku, gdy Lech Poznań ograł u siebie 3:0 Ruch Chorzów). Trudno jednak było reprezentantowi Polski coś zdziałać, bo po przerwie ten mecz na długo zrobił się po prostu koszmarny. Przez pierwszy kwadrans drugiej połowy nie zobaczyliśmy choćby strzału. I nie chodziło tu o celne uderzenie, tylko o jakiekolwiek.
Montoia chciał dać Śląskowi szansę. A potem w starciu z nim Śląsk stracił więcej, niż mógł zyskać
Nie działo się zupełnie nic ciekawego. Jagiellonia miała mecz pod kontrolą, Śląsk nic z tym zrobić nie potrafił. Było jasne, iż ktoś tu musi błysnąć. Dosłownie lub w przenośni. Wyszło w przenośni, bo Guilherme Montoia w końcu tak "błysnął", iż sprokurował rzut karny dla gości. Spóźnił się z interwencją i skopał Jehora Matsenkę. Sędzia Paweł Malec początkowo nie użył gwizdka, ale po obejrzeniu tego na VAR podyktował jedenastkę dla Śląska. W 81. minucie strzałem w środek bramki na 1:2 trafił Samiec-Talar.
Wrocławianie dostali prezent i szansę, na uniknięcie porażki. Jednak w 85. minucie stracili coś, a raczej kogoś o wiele cenniejszego. Po starciu z Montoią bardzo nieprzyjemnie na rękę upadł Samiec-Talar. gwałtownie zszedł z boiska z paskudnym grymasem bólu na twarzy, a według Canal+ Sport najpewniej połamał nadgarstek. Oczywiście to na ten moment nic pewnego, ale jeżeli się sprawdzi, Śląsk będzie miał gigantyczny kłopot w nadchodzących tygodniach.
Mimo takiego ciosu Śląsk naciskał w końcówce. Swoje szanse mieli rezerwowi Ieltsin Camoes oraz Jorge Yriarte, ale obaj minimalnie pudłowali z bliska. W ostatniej akcji w pole karne poszedł choćby bramkarz, ale nic to nie dało. Złe dośrodkowanie z rzutu wolnego przesądziło. Jagiellonia wygrała 2:1!
Jagiellonia Białystok - Śląsk Wrocław 2:1 (Szmyt 19', Sow 41' - Samiec-Talar 81'(K))
Jagiellonia: Abramowicz - Wojtuszek, Vital, Montoia, Polak (71. Wdowik) - Romanczuk, Klynge (90+3. Kozłowski) - Sow (51. Conceicao), Lozano (71. Imaz), Szmyt - Prelec
Trener: Adrian Siemieniec
Śląsk: Niemczycki - Matsenko, Ba, Malec - Timossi Andersson, Shabani (70. Yriarte), Tomasiewicz (46. Linetty), Samiec-Talar (87. Żulewski), Llinares - Banaszak, Dembele (60. Camoes)
Trener: Ante Simundza
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Żółte kartki: Montoia (Jagiellonia) - Timossi Andersson (Śląsk)

1 godzina temu















