Podwójny dramat Śląska w Białymstoku. Stracili punkty i lidera drużyny

1 godzina temu
Dwa mocne ciosy Jagiellonii wystarczyły na beniaminka! Białostoczanie już w pierwszej połowie dwukrotnie znajdowali sposób na defensywę Śląska Wrocław. W drugiej skupili się na kontroli i dowieźli domowe zwycięstwo 2:1, mimo ogromnego prezentu, jaki rywalom wręczył jeden z defensorów gospodarzy. Dla Wrocławian ten mecz to potencjalnie kompletny dramat, bo nie dość, iż przegrali, to mogli też stracić na długo największą gwiazdę.
Sześć meczów ligowych, trzy gole, trzy asysty. Mało kto, o ile ktokolwiek w ogóle, jest w stanie na początku tego sezonu dorównać Piotrowi Samcowi-Talarowi. Bez niego Śląsk Wrocław z pewnością nie miałby na koncie sześciu punktów w tabeli. Z wyeliminowaniem Pogoni Szczecin z Pucharu Polski (2:1 po golu i asyście Samca-Talara) też byłyby kłopoty. Kosmiczna forma, która dla Śląska była jak eliksir życia. Tym razem był on Wrocławianom jeszcze bardziej potrzebny, bo beniaminek pojechał do Białegostoku, by zagrać z podrażnioną po porażce z Lechem Poznań (1:2).

REKLAMA







Zobacz wideo Marek Citko wspomina gola na Wembley: Czułem, iż pokonamy Anglików



Prelec pudłował, ale jego koledzy wręcz przeciwnie
Jagiellonia mogła gwałtownie wyjść na prowadzenie, bo już w 10. minucie strzał niemal z linii pola karnego oddał Nik Prelec. Pomylił się jednak o centymetry. Słoweniec powinien był skończyć pierwszą połowę z golem, bo była też sytuacja, w której w polu karnym urwał się Llinaresowi, ale nieczysto trafił w piłkę i zmarnował stuprocentową okazję. Na jego szczęście znalazł się ktoś w zespole gospodarzy, kto był znacznie skuteczniejszy. To Kajetan Szmyt. Skrzydłowy Jagiellonii w 19. minucie z zimną krwią pokonał Niemczyckiego w sytuacji sam na sam, finalizując zabójczą kontrę Białostoczan.








Śląsk nie był wcale tak bezbronny, jak mogłoby się wydawać. Sławomir Abramowicz miał do wybronienia i strzał Malaly'ego Dembele zza szesnastki, i bezpośrednie uderzenie Samca-Talara z rzutu wolnego. Spisał się jednak wybornie w obu sytuacjach. Za to Karol Niemczycki w bramce Śląska w 41. minucie zrobił tyle, ile mógł. Czyli nic. Nie jego bowiem wina, iż koledzy z obrony choćby nie przeszkadzali zbytnio, gdy Ousmane Sow szykował się do strzału zza szesnastki. W efekcie Francuz przymierzył idealnie, a piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do bramki.






Goście znaleźli się w dużych tarapatach. W wyjściu z nich pomóc miał Karol Linetty, który wszedł na boisko w przerwie, powracając tym samym do Ekstraklasy po ponad dekadzie (poprzedni mecz 16 maja 2016 roku, gdy Lech Poznań ograł u siebie 3:0 Ruch Chorzów). Trudno jednak było reprezentantowi Polski coś zdziałać, bo po przerwie ten mecz na długo zrobił się po prostu koszmarny. Przez pierwszy kwadrans drugiej połowy nie zobaczyliśmy choćby strzału. I nie chodziło tu o celne uderzenie, tylko o jakiekolwiek.


Montoia chciał dać Śląskowi szansę. A potem w starciu z nim Śląsk stracił więcej, niż mógł zyskać
Nie działo się zupełnie nic ciekawego. Jagiellonia miała mecz pod kontrolą, Śląsk nic z tym zrobić nie potrafił. Było jasne, iż ktoś tu musi błysnąć. Dosłownie lub w przenośni. Wyszło w przenośni, bo Guilherme Montoia w końcu tak "błysnął", iż sprokurował rzut karny dla gości. Spóźnił się z interwencją i skopał Jehora Matsenkę. Sędzia Paweł Malec początkowo nie użył gwizdka, ale po obejrzeniu tego na VAR podyktował jedenastkę dla Śląska. W 81. minucie strzałem w środek bramki na 1:2 trafił Samiec-Talar.



Wrocławianie dostali prezent i szansę, na uniknięcie porażki. Jednak w 85. minucie stracili coś, a raczej kogoś o wiele cenniejszego. Po starciu z Montoią bardzo nieprzyjemnie na rękę upadł Samiec-Talar. gwałtownie zszedł z boiska z paskudnym grymasem bólu na twarzy, a według Canal+ Sport najpewniej połamał nadgarstek. Oczywiście to na ten moment nic pewnego, ale jeżeli się sprawdzi, Śląsk będzie miał gigantyczny kłopot w nadchodzących tygodniach.
Mimo takiego ciosu Śląsk naciskał w końcówce. Swoje szanse mieli rezerwowi Ieltsin Camoes oraz Jorge Yriarte, ale obaj minimalnie pudłowali z bliska. W ostatniej akcji w pole karne poszedł choćby bramkarz, ale nic to nie dało. Złe dośrodkowanie z rzutu wolnego przesądziło. Jagiellonia wygrała 2:1!
Jagiellonia Białystok - Śląsk Wrocław 2:1 (Szmyt 19', Sow 41' - Samiec-Talar 81'(K))

Jagiellonia: Abramowicz - Wojtuszek, Vital, Montoia, Polak (71. Wdowik) - Romanczuk, Klynge (90+3. Kozłowski) - Sow (51. Conceicao), Lozano (71. Imaz), Szmyt - Prelec
Trener: Adrian Siemieniec
Śląsk: Niemczycki - Matsenko, Ba, Malec - Timossi Andersson, Shabani (70. Yriarte), Tomasiewicz (46. Linetty), Samiec-Talar (87. Żulewski), Llinares - Banaszak, Dembele (60. Camoes)
Trener: Ante Simundza
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Żółte kartki: Montoia (Jagiellonia) - Timossi Andersson (Śląsk)
Idź do oryginalnego materiału